- Kto wie, co mu właściwie siedzi w głowie. - Norka mówiła cicho, aby przypadkiem ktoś nie usłyszał o czym dyskutowała ze swoją przyjaciółką, bez sensu by było, aby ktoś nieodpowiedni zaczął się interesować tematem ich rozmowy, nie powinny zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi.
- Wiesz, że babcia rzadko kiedy mi odmawia, ale ktoś będzie musiał zająć się u Lizzy, nie wiem, czy uda mi się ogarnąć Norę i karczmę, może zaangażuje w to jeszcze mamę. - Nie wydawało jej się, by matka sama sobie z tym poradziła, ale mogłaby jej doglądać i nieco w tym pomóc, w ten sposób uda im się jakoś w miarę zaopiekować dwoma biznesami, dla chcącego nic trudnego, czyż nie?
- Mam nadzieję, że uda Ci się namówić Twoich współlokatorów do podobnej wycieczki, dobrze by było mieć pewność, że będą bezpieczni. - Nie było sensu ryzykować, że po raz kolejny staną się celem ataku Voldemorta, wybitnie chciał się ich pozbyć, byli okropnie zagrożeni, więc to naprawdę było chyba najlepszą możliwością.
- Kto wie, koło fortuny nie brzmi najgorzej, chyba? - Przynajmniej z tego, co mówiła Brenna, może los miał się do niej uśmiechnąć? Nie miałaby nic przeciwko temu, zważając na to, że ostatnio nie było u niej zbyt kolorowo. Wierzyła, że to się kiedyś odmieni, chociaż ostatnio miała wrażenie, że zdarzy się to raczej w dalekiej przyszłości. Ogarnął ją raczej drobny pesymizm związany z tym, co się wydarzyło, chcąc nie chcąc miało to na nią niezbyt pozytywny wpływ, przynajmniej tymczasowo, chociaż starała się nie dawać tego po sobie poznawać. Musiała być silna, dla swoich najbliższych.
Spojrzała w filiżankę Brenny, faktycznie była to jakaś linia, sznurek, wąż... kto wie. Te fusy można było intepretować na wiele sposobów, w zależności od tego kto w nie zaglądał. Uśmiechnęła się dość nienaturalnie, bo przewidywała, co może skojarzyć się Brennie. Oczywiście się nie myliła.
- Może lepiej trzymajmy się w tej wersji, w której jest to sznurkiem? - Tak, niby rozmawiały o tym, że może uda im się ujawnić kolejną datę ataków śmierciożerców (ta, jasne), ale nie spodziewała się, że faktycznie zobaczą coś z tym związanego, a jej zdaniem to, co znalazło się w filiżance Brenny faktycznie miało coś z węża. Co za niefart. Na szczęście, nie były prawdziwymi wróżbitkami, czy tam jasnowidzkami, więc pewnie to wszystko miało nic nie znaczyć.