Intruz, który wszedł do jego mieszkania, nie był szlamą. Nie był także nikim z biura aurorskiego, czy kogoś innego z Ministerstwa, badającego sprawy zniszczeń. Nikt też z jego znajomych. Nie była to nawet Penny. Dlaczego miałaby się nim przejmować? Rodzinę, spodziewałby się jako ostatniej w tym miejscu. Widząc znajomą twarz, opuścił dłoń z różdżką. Nawet nie zdążywszy nią wycelować w czarodzieja. Nie ukrywał także po sobie zaskoczenia, jakby nie dowierzał, powrotu brata. [i]Ten dupek nie pisał nic, że wraca. [i/]
Zarejestrował hałas upadającej torby na zabrudzoną podłogę. Nie zdążył nawet jakoś zareagować, kiedy młodszy Malfoy znalazł się przy nim i go objął.
Zapytał sam siebie, czy to fakt, czy obłęd spowodowany klątwą upierdliwego krzesła.
- Gnieciesz mi koszulę…
Zmarszczył brwi, zwracając uwagę na taki szczegół, niż obecność brata. Jakby wciąż nie dowierzał tego co widzi. Że on tutaj jest. Jego słowa dopiero go uświadomiły w fakcie, że musiał dowiedzieć się o atakach w tym przeklętym mieście.
Mimo odsunięcia się, brat go nie puścił. Jakby sam dotyk miał być dowodem na to, że tutaj jest. Prawdziwy. Nie zmyślony i utworzony przez umysł.
To dziwne uczucie, kiedy ich czoła się ze sobą zetknęły. Sprawiło przywrócenie uczuć, które w sobie zakopał. Nie chcieli rozgłosu. Źle to odbiłoby się na ich rodzinie. Na opinii, reputacji. To był ich sekret.
Na pytanie nie zdążył odpowiedzieć. Spojrzawszy na siebie w dół, mając gotową upierdliwą odpowiedź, dotyczącą jego, jedynej odzieży na sobie. Nowej, otrzymanej od matki. Gdyż cała sypialnia z jego garderobą uległy całkowitemu spaleniu. Dało się to ujrzeć, wchodząc do tych pomieszczeń, w tym mieszkaniu. Sam salon był jedynie osmolony, a jadalnia z kuchnią nawiedzona. Jedynie ocalała część biurowa i łazienka. Uszkodzone okna, zostały naprawione przez Renigalda zaklęciami naprawiającymi. Aby nie przeziębić się, przebywając tutaj.
Iskander na odpowiedź nie czekał. Uchwycił twarz brata w swoje dłonie u go pocałował. Renigald nie oponował. Stał w bezruchu. Pocałunek po chwili odwzajemnił. Nic w tej jednej chwili nie miało znaczenia. Tylko ta chwila. Powoli podniósł wolną rękę i objął brata za plecami.
Tę jakże romantyczną chwilę dramatycznych wnętrzach mieszkania, przerwało dziwne zachowanie krzesła, które przesunęło się samo z siebie. Bądź kierowane jakąś niewidzialną siłą. Renigald przerwał pocałunek i westchnął.
- Dziadek Cię puścił?Zapytał z ciekawości, czy może jego brat po prostu zwiał z tej Francji bez słowa.