Geraldine wiedziała dosyć sporo na temat tego, co potrafili niektórzy ludzie. Nigdy nie chwaliła się swoją wiedzą, wolała, aby nikt nie miał świadomości, że jest w stanie poznać niektóre tajemnice bez wiedzy zainteresowanych. Niektórym mogłoby się to nie spodobać, więc wolała nie ryzykować. Nie miała pojęcia o tym, że Ambroise sam nie jest świadom tego, że posiada pewne zdolności, bo skąd niby mogłaby to wiedzieć? Zakładała, że powie jej kiedy będzie gotowy, a okazało się, że najwyraźniej wiedziała o wszystkim dużo szybciej niż on. Upsik. Nie była więc zupełnie zdziwiona, kiedy podzielił się z nią tą rewelacją, raczej trochę zaskoczyło ją to, że dowiedział się o tym później, z drugiej jednak strony może to i lepiej. Sam przynajmniej mógł to przetrawić, nie rzuciła mu nagle, no wiesz, co tam potrafisz, kiedy sam nie wiedział, że posiada te unikatową zdolność.
Yaxleyowie mieli to w genach, rodzili się z tym śmiesznym radarem, który informował ich o wszelkich anomaliach występujących wśród ludzi, no i potrafili zarejestrować obecność bestii, co okazywało się bardzo przydatne podczas polowań, zresztą podejrzewała, że te zmysły rozwinęły się u nich właśnie przez to, że zajmowali się tropieniem i zabijaniem zwierząt od lat. Nie podejrzewała, właściwie to była tego pewna.
Nie była jednak teraz jakoś specjalnie czujna, bo zajmowała się znajdą, znaczy ich nowym psem, więc zupełnie przestała skupiać się na tym, co działo się wokół niej. Mogła sobie na to pozwolić, bo znajdowali się w bezpiecznym miejscu, więc nie musiała ciągle się pilnować i zastanawiać nad tym, czy coś nie wyskoczy z krzaków i nie postanowi jej zeżreć. Właśnie dlatego nie zauważyła nadchodzącego narzeczonego, który pojawił się tutaj w naprawdę idealnym momencie, no nie mógł lepiej trafić, a że miała całkiem niezły humor, to pozwoliła sobie na to, by pociągnąć temat. Spacer, przebywanie na świeżym powietrzu naprawdę dobrze jej zrobiło. Poranne mdłości zostały już przez nią zapomniane, chociaż na pewno miały wrócić kolejnego dnia, powoli przyzwyczajała się do tego, że nie mogło być inaczej.
- Tyle co nic, przecież jesteśmy w stanie sobie poradzić ze wszystkim, prawda? - Spoglądała na niego, oczekując potwierdzenia. Widziała, że mina Gdyby znalazła się w podobnej sytuacji, pewnie również czułaby się nieco przytłoczona, ale nie mogła sobie tego odmówić, musiał jej to wybaczyć, na pewno na długo zapamięta wyraz jego twarzy, gdy dowiedział się o domniemanej bliźniaczej ciąży.
Ona w przeciwieństwie do niego była naprawdę zadowolona, jakby zupełnie nie zrobiło to na niej wrażenia, bo cóż, znała prawdę, łatwo więc jej było zachować spokój.
- Co trenowałam? Nie, nie biegałam dzisiaj, nie pływałam, nie strzelałam z łuku, byłam tylko na spacerze z psami. - Nie wpadła na to, że mógł pytać ją o to, czy ćwiczyła jakąś mowę. Zresztą nigdy tego nie robiła, zazwyczaj po prostu stawała przed zainteresowanymi i dzieliła się z nimi wieściami, dobrymi, czy złymi, jakie by one nie były. Nigdy nie ćwiczyła przemów przed lustrem, to nie było w jej stylu, zresztą nawet jeśli by zrobiła coś takiego, to pewnie nie byłaby w stanie powtórzyć mowy ze swoim niewyparzonym językiem i porywczym charakterem.
- Co nie? Też tak myślę, nie mogło być lepiej. - Odparła z ogromnym entuzjazmem. Ambroise w końcu wszedł po schodach i oparł się o barierkę. Widziała jego minę, chyba nadal próbował to przetrawić. Czy to nie była wspaniała wiadomość? Jedno dziecko, zupełnie niespodziewane - nic takiego, dwójka - nie mogło być lepiej. To wcale nie tak, że jeszcze jakieś dwa tygodnie temu nie byli pewni, czy jeszcze kiedykolwiek będą razem.
- Cieszę się, że mamy co do tego zgodność. - Ostatnio niesamowicie im to wychodziło, zaczynało się to nawet robić nudne, że się tak we wszystkim zgadzali, z drugiej strony przecież tak powinno być, jakżeby inaczej miało wyglądać ich małżeństwo, już całe życie będą ze sobą tacy zgodni... Tak, jasne, na pewno.