18.09.2025, 08:27 ✶
– Hm… podejrzewam, że śmierć innych, własna nieśmiertelność, coś, co mugole nazywali… zaraz… cholera, nie mogę sobie przypomnieć słowa… hodowlą eugenową? I podatki. Na pewno podatki – stwierdziła z pewnym zamyśleniem. Podatki nakładane na osoby półkrwi, oczywiście, bo mugole mieliby zginąć, a czystokrwiści stać się rasą panów. Ale na pewno w tym wszystkim były. – Koło fortuny jest po prostu zmienne, nieprzewidywalne… i przede wszystkim w ciągłym ruchu. Millie kiedyś nawet żartowała, że to moja karta – powiedziała Brenna. Nie znała znaczeń większości małych arkanów, a z wielkich tylko niektóre, ale ten akurat pojawiał się często w dotyczących ją rozkładach, więc musiałaby być tępakiem, żeby nie zapamiętać, co mówił o nim na przykład Morpheus.
– Może to miałoby po prostu znaczyć, że nie będziesz się nudzić? – rzuciła, bo to brzmiało w miarę nieszkodliwie. Uśmiech losu też byłby mile widziany, chociaż Brenna pomyślała mimowolnie, że ten uśmiech często bywał ironiczny.
Poruszyła własną filiżanką, fusy przesunęły się na jej dnie. Wąż, gad, sznurek, cokolwiek to było: znikło.
Nie wierzyła przecież szczególnie w symbole. W to, że Morpheus ma dar spoglądania w przyszłość… tu nawet nie potrzeba było wiary, po prostu to wiedziała. A jednak oddzielała to od pewnych rzeczy i dlatego postarała się zdusić ziarenko niepokoju, jaki motyw z dna filiżanki zasiał w jej duszy.
Jeżeli nawet się spełni, wróżba nie powiedziała jej przecież niczego, o czym by nie wiedziała, prawda?
– Nie mam pojęcia, co oznacza sznur, ale on też nie brzmi dobrze. Wiesz, taki sznur to eee… wiązanie – powiedziała, gryząc się w ostatniej chwili w język, przed wypowiedzeniem „wieszanie”, co było jej pierwszym skojarzeniem. – Mroczne Znaki, Ślizgoni i wiązanie w mojej filiżance. Chyba po prostu poproszę o drugą herbatę bez fusów – stwierdziła, posyłając Norze uśmiech, jakby niewiele sobie z tego robiła. A i po prawdzie, chociaż same Mroczne Znaki nie były czymś, co można traktować lekko, tak nie zamierzała rozmyślać o symbolach z herbaty.
– Może to miałoby po prostu znaczyć, że nie będziesz się nudzić? – rzuciła, bo to brzmiało w miarę nieszkodliwie. Uśmiech losu też byłby mile widziany, chociaż Brenna pomyślała mimowolnie, że ten uśmiech często bywał ironiczny.
Poruszyła własną filiżanką, fusy przesunęły się na jej dnie. Wąż, gad, sznurek, cokolwiek to było: znikło.
Nie wierzyła przecież szczególnie w symbole. W to, że Morpheus ma dar spoglądania w przyszłość… tu nawet nie potrzeba było wiary, po prostu to wiedziała. A jednak oddzielała to od pewnych rzeczy i dlatego postarała się zdusić ziarenko niepokoju, jaki motyw z dna filiżanki zasiał w jej duszy.
Jeżeli nawet się spełni, wróżba nie powiedziała jej przecież niczego, o czym by nie wiedziała, prawda?
– Nie mam pojęcia, co oznacza sznur, ale on też nie brzmi dobrze. Wiesz, taki sznur to eee… wiązanie – powiedziała, gryząc się w ostatniej chwili w język, przed wypowiedzeniem „wieszanie”, co było jej pierwszym skojarzeniem. – Mroczne Znaki, Ślizgoni i wiązanie w mojej filiżance. Chyba po prostu poproszę o drugą herbatę bez fusów – stwierdziła, posyłając Norze uśmiech, jakby niewiele sobie z tego robiła. A i po prawdzie, chociaż same Mroczne Znaki nie były czymś, co można traktować lekko, tak nie zamierzała rozmyślać o symbolach z herbaty.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.