18.09.2025, 11:45 ✶
Normalnie Miles by się właśnie śmiertelnie obraziła, bo miała zajebisty pomysł a tu jakiś zegar i on na pewno będzie działał lepiej, bo ona gówno się zna na czymkolwiek - czego Brenna oczywiście nie powiedziała, ale zbudowana na kanwie zazdrości Miles zwykle tymi torami myślowymi operowała.
Nie teraz.
Wręcz przeciwnie.
Rozpogodziła się i pokiwała ochoczo głową.
– Zajebiste pomysły. Im więcej tym lepiej. Z tymi gaciami to nie wiem, to taki pomysł, musimy popróbować. Wiesz jak są ubrania wzmacniane magicznie, to czemu nie gacie z lokalizacją? Ale to trzeba opanować budynki najpierw, słuchaj skoczę z Wami wtedy, wy pomóżdżycie, a ja poprzenoszę śmieci, trochę mi dobrze zrobi powietrze, bo nawdychałam się farby. – Pizza znikała w zastraszającym tempie. Nie było skubania, nie było nerwowego międrolenia jednego plastra salmi przez pół godziny. Miles zdawała się tryskać entuzjazmem, jak wtedy, gdy skończyła szkołę i dostała się do policji. To było... dawno temu.
– Buzia w ciupeł, obiecuje Brenka. Nikogo więcej mi tu nie potrzeba. Serio. – gdzieś tam jakiś rumieniec przydający jej dziewczęcości wypełzł na policzki, gdzieś uciekła wzrokiem na bok. Ale nie, to przecież sięgała po kolejny kawałek pizzałki. O to chodziło! Chciała patrzeć na jedzenie. Normalna sprawa.
– Arcykapłanka, to taka mm... typiara co ma dużą wiedzę na temat życia wewnętrznego. Co ma nad nim jakieś panowanie i kontrolę. Wiedzę tajemną. Cokolwiek, serio biegunowo odległe od tego jak się na co dzień czuje. – Była przekonana, że Erik wybrał akurat tę kartę, bo dupera miała czarne włosy tak jak Miles. Albo, były to jego pobożne życzenia, żeby Moody w końcu dorosła. Oba scenariusze były całkiem prawdopodobne.
Na pytanie o karty, o wróżenie Miles spoważniała i niemal odruchowo sięgnęła do kieszeni. Tam czekały na nią - wysłużone, sprawdzone, prezent od Papcia Morfiny, gdy złamała nogę. Nie masz trzeciego oka, to miej chociaż to - nie powiedział jej tak, ale to zrozumiała z tegoż podarku. Otarła ręce brudne od pizzy o spodnie, a potem mimowolnie zaczęła je tasować myśląc o przyjaciółce, chociaż pytanie jeszcze nie padło.
– Pomagają. – odpowiedziała ciszej, poważniej, jak ktoś kto za rok miał skończyć 30 lat, a nie 13. – Kiedy masz rozjebany mózg, kiedy myśli łapią się wszystkiego i niczego, kiedy uczucia... kiedy uczucia zapierdalają jak kołowrotek. Zawsze są karty. One wezmą Cię za łeb i pokażą "myśl o tym" albo "skup się na tym", albo "czy pamiętasz dlaczego masz tak przejebane"? – Szóstka kielichów, para roześmianych dzieci bawiących się złotymi pucharami. Alastor... tak dawno już nie pojawił się w układzie, gdy przed laty potrafił wyskakiwać w każdym rozkładzie, jak bogin ze stawowej biblioteki.
Miles usiadła, przesuwając niedbale przedramieniem fanty ze stołu by zrobić sobie miejsce. Kadzidełka? Świeczki? Czyste ręce? Może pierdy jednorożca do tego? To wszystko była zasłona dymna. Kto miał oczy ten widział.
– Zadaj pytanie, a ja zobaczę, w którą stronę powinnaś patrzeć, by znaleźć odpowiedź – kiwnęła głową wskazując miejsce przed sobą. Ze wszystkich ludzi, Brenka zasługiwała na szczęście, ale czasami biegła tak szybko myśląc o wszystkich wkoło, że zapominała przez moment popatrzeć na siebie. To była opinia Moody. A jaka będzie opinia kart?
Nie teraz.
Wręcz przeciwnie.
Rozpogodziła się i pokiwała ochoczo głową.
– Zajebiste pomysły. Im więcej tym lepiej. Z tymi gaciami to nie wiem, to taki pomysł, musimy popróbować. Wiesz jak są ubrania wzmacniane magicznie, to czemu nie gacie z lokalizacją? Ale to trzeba opanować budynki najpierw, słuchaj skoczę z Wami wtedy, wy pomóżdżycie, a ja poprzenoszę śmieci, trochę mi dobrze zrobi powietrze, bo nawdychałam się farby. – Pizza znikała w zastraszającym tempie. Nie było skubania, nie było nerwowego międrolenia jednego plastra salmi przez pół godziny. Miles zdawała się tryskać entuzjazmem, jak wtedy, gdy skończyła szkołę i dostała się do policji. To było... dawno temu.
– Buzia w ciupeł, obiecuje Brenka. Nikogo więcej mi tu nie potrzeba. Serio. – gdzieś tam jakiś rumieniec przydający jej dziewczęcości wypełzł na policzki, gdzieś uciekła wzrokiem na bok. Ale nie, to przecież sięgała po kolejny kawałek pizzałki. O to chodziło! Chciała patrzeć na jedzenie. Normalna sprawa.
– Arcykapłanka, to taka mm... typiara co ma dużą wiedzę na temat życia wewnętrznego. Co ma nad nim jakieś panowanie i kontrolę. Wiedzę tajemną. Cokolwiek, serio biegunowo odległe od tego jak się na co dzień czuje. – Była przekonana, że Erik wybrał akurat tę kartę, bo dupera miała czarne włosy tak jak Miles. Albo, były to jego pobożne życzenia, żeby Moody w końcu dorosła. Oba scenariusze były całkiem prawdopodobne.
Na pytanie o karty, o wróżenie Miles spoważniała i niemal odruchowo sięgnęła do kieszeni. Tam czekały na nią - wysłużone, sprawdzone, prezent od Papcia Morfiny, gdy złamała nogę. Nie masz trzeciego oka, to miej chociaż to - nie powiedział jej tak, ale to zrozumiała z tegoż podarku. Otarła ręce brudne od pizzy o spodnie, a potem mimowolnie zaczęła je tasować myśląc o przyjaciółce, chociaż pytanie jeszcze nie padło.
– Pomagają. – odpowiedziała ciszej, poważniej, jak ktoś kto za rok miał skończyć 30 lat, a nie 13. – Kiedy masz rozjebany mózg, kiedy myśli łapią się wszystkiego i niczego, kiedy uczucia... kiedy uczucia zapierdalają jak kołowrotek. Zawsze są karty. One wezmą Cię za łeb i pokażą "myśl o tym" albo "skup się na tym", albo "czy pamiętasz dlaczego masz tak przejebane"? – Szóstka kielichów, para roześmianych dzieci bawiących się złotymi pucharami. Alastor... tak dawno już nie pojawił się w układzie, gdy przed laty potrafił wyskakiwać w każdym rozkładzie, jak bogin ze stawowej biblioteki.
Miles usiadła, przesuwając niedbale przedramieniem fanty ze stołu by zrobić sobie miejsce. Kadzidełka? Świeczki? Czyste ręce? Może pierdy jednorożca do tego? To wszystko była zasłona dymna. Kto miał oczy ten widział.
– Zadaj pytanie, a ja zobaczę, w którą stronę powinnaś patrzeć, by znaleźć odpowiedź – kiwnęła głową wskazując miejsce przed sobą. Ze wszystkich ludzi, Brenka zasługiwała na szczęście, ale czasami biegła tak szybko myśląc o wszystkich wkoło, że zapominała przez moment popatrzeć na siebie. To była opinia Moody. A jaka będzie opinia kart?