19.09.2025, 00:43 ✶
Nie miał pojęcia ile czasu minęło, ale zostawiła mu bardzo dużo czasu, a może aż za dużo? Na pewno dość dużo go "zmarnował" kiedy tak siedział nadl w szoku po "pożegnaniu" jakie mu zgotowała nim popędziła do Basiliusa. A on siedział dotykając swoich warg opuszkami palców. To Niue był sen? To była jawa, prawda?! Ta krótka podróż, od "nie rucham się z zakoniarzami", przez "to odchodzę z zakonu", aż do tego pocałunku. Czy to już jego zwariowany umysł mu tylko to podsunął? Nie, jej zapach był tak intensywny w tamtej chwili, że mógłby go kroić nożem...
Wydał z siebie niewyartykułowany dźwięk, coś pomiędzy warknięciem i okrzykiem radości. Zostawiła go z jeszcze większym mętlikiem w głowie niż miał wcześniej. Wszystko to było ulotne, jak liść który musnął taflę stawu nim wiatr poderwał go dalej do lotu, a jednak było tak prawdziwe, że nie mógł temu w żaden sposób zaprzeczyć czy udawać, że to tylko wymysł jego wyobraźni - skutek zbyt mocnego uderzenia się w głowę wczorajszej nocy.
Bawi się tobą, jesteś użyteczny więc nie chce cię przepłoszyć
Głos jak zwykle nie czekał ani chwili na to aby uderzyć, ale teraz? Thomas dwa psie go nie słuchać. Ciężki kamień, który zalegał mu w brzuchu zniknął i zastąpiła go dziwna lekkość. Nie zdawał sobie nawet z tego sprawy, ze odkąd tylko poczuł na swoich wargach jej dotyk to uśmiecha się niczym głupi do sera.
- I co ja mam teraz zrobić z tym niby co? - zapytał sam siebie, bo nikt nie mógł mu pomóc. Odzierała go z jego wszystkich warstw, które trzymał na sobie w celu ochrony, żeby tylko nie pozwolić innym za bardzo się zbliżyć. A ona wpadała jak do siebie, wyrywając go zza murów - puff, pozbawiając go wszystkich masek i zostawiając w kompletnym nieładzie, bezbronnego jak kociaka, który pierwszy raz wyszedł z domu. Tak jak cisza była jego przyjaciółką, tak teraz jej nie znosił, miał ochotę krzyczeć, rozmawiać, śmiać się, cokolwiek...
Ale był przecież grzecznym chłopcem, nie pozwoli innym się martwić o siebie. Opadł na łóżko z głębokim westchnięciem, teraz już świadom, że usta cały czas ma rozciągnięte w szerokim uśmiechu. Sekund zdawały się być godzinami, kiedy tak na nich czekał.
Nie leżał co prawda tak znowu grzecznie przez ten czas, kiedy sam był w pokoju. Gdyby obrazy namalowane przez Millie mogły mówić to opowiedziałyby jak to wychodził niemal dystans maratonu kręcąc się w kółko po pomieszczeniu. Na szczęście kiedy weszli od dłuższego czasu leżał na łóżku, na chwilę nawet przysnął. Gdzieś w tej trapiącym go półsnie do środka wpadła Millie wraz towarzyszącym jej Basileusem rozbudzając Figga.
Poderwał się do pozycji siedzącej na tak dobrze znajomy głos. Gdzieś tam po drodze doszedł do wniosku... W sumie to do niczego nie doszedł, uznał, że nie jest w stanie rozgryźć tego co się dzieje i jedyną opcją, żeby nie zwariował jest fakt poddaniu się temu co się dzieje. Zresztą nie był w sytuacji gdzie mógłby czegokolwiek oczekiwać, po prostu zaakceptuje to co zostanie mu dane. Chyba tak... Ale jak do jasnej cholery miał się zachować? Nie miał bladego pojęcia, chociaż z drugiej strony po głosie kobiety nie wyczuwał nic złego.
- Mówisz tak jakbym pobiegł odbudowywać Londyn po pożarze, a ja tylko teleportowałem się do kuchni po coś do jedzenia - powiedział nadymając policzki w udawanym oburzeniu, ale długo tak nie wytrzymał. - I nie, nigdzie się już stąd nie ruszałem, przecież obiecałem być grzeczny
Przez chwilę starał się wyśledzić za pomocą słuchu. - Nudzić? Oczywiście, że się nie nudziłem, przecież sama o to zadbałaś, żebym miał o czym myśleć - odpowiedział i nie mógł powstrzymać (nie żeby w ogóle chciał) szerokiego uśmiechu, który wkradł się mu na usta.
Wydał z siebie niewyartykułowany dźwięk, coś pomiędzy warknięciem i okrzykiem radości. Zostawiła go z jeszcze większym mętlikiem w głowie niż miał wcześniej. Wszystko to było ulotne, jak liść który musnął taflę stawu nim wiatr poderwał go dalej do lotu, a jednak było tak prawdziwe, że nie mógł temu w żaden sposób zaprzeczyć czy udawać, że to tylko wymysł jego wyobraźni - skutek zbyt mocnego uderzenia się w głowę wczorajszej nocy.
Bawi się tobą, jesteś użyteczny więc nie chce cię przepłoszyć
Głos jak zwykle nie czekał ani chwili na to aby uderzyć, ale teraz? Thomas dwa psie go nie słuchać. Ciężki kamień, który zalegał mu w brzuchu zniknął i zastąpiła go dziwna lekkość. Nie zdawał sobie nawet z tego sprawy, ze odkąd tylko poczuł na swoich wargach jej dotyk to uśmiecha się niczym głupi do sera.
- I co ja mam teraz zrobić z tym niby co? - zapytał sam siebie, bo nikt nie mógł mu pomóc. Odzierała go z jego wszystkich warstw, które trzymał na sobie w celu ochrony, żeby tylko nie pozwolić innym za bardzo się zbliżyć. A ona wpadała jak do siebie, wyrywając go zza murów - puff, pozbawiając go wszystkich masek i zostawiając w kompletnym nieładzie, bezbronnego jak kociaka, który pierwszy raz wyszedł z domu. Tak jak cisza była jego przyjaciółką, tak teraz jej nie znosił, miał ochotę krzyczeć, rozmawiać, śmiać się, cokolwiek...
Ale był przecież grzecznym chłopcem, nie pozwoli innym się martwić o siebie. Opadł na łóżko z głębokim westchnięciem, teraz już świadom, że usta cały czas ma rozciągnięte w szerokim uśmiechu. Sekund zdawały się być godzinami, kiedy tak na nich czekał.
~~~***~~~
Nie leżał co prawda tak znowu grzecznie przez ten czas, kiedy sam był w pokoju. Gdyby obrazy namalowane przez Millie mogły mówić to opowiedziałyby jak to wychodził niemal dystans maratonu kręcąc się w kółko po pomieszczeniu. Na szczęście kiedy weszli od dłuższego czasu leżał na łóżku, na chwilę nawet przysnął. Gdzieś w tej trapiącym go półsnie do środka wpadła Millie wraz towarzyszącym jej Basileusem rozbudzając Figga.
Poderwał się do pozycji siedzącej na tak dobrze znajomy głos. Gdzieś tam po drodze doszedł do wniosku... W sumie to do niczego nie doszedł, uznał, że nie jest w stanie rozgryźć tego co się dzieje i jedyną opcją, żeby nie zwariował jest fakt poddaniu się temu co się dzieje. Zresztą nie był w sytuacji gdzie mógłby czegokolwiek oczekiwać, po prostu zaakceptuje to co zostanie mu dane. Chyba tak... Ale jak do jasnej cholery miał się zachować? Nie miał bladego pojęcia, chociaż z drugiej strony po głosie kobiety nie wyczuwał nic złego.
- Mówisz tak jakbym pobiegł odbudowywać Londyn po pożarze, a ja tylko teleportowałem się do kuchni po coś do jedzenia - powiedział nadymając policzki w udawanym oburzeniu, ale długo tak nie wytrzymał. - I nie, nigdzie się już stąd nie ruszałem, przecież obiecałem być grzeczny
Przez chwilę starał się wyśledzić za pomocą słuchu. - Nudzić? Oczywiście, że się nie nudziłem, przecież sama o to zadbałaś, żebym miał o czym myśleć - odpowiedział i nie mógł powstrzymać (nie żeby w ogóle chciał) szerokiego uśmiechu, który wkradł się mu na usta.