19.09.2025, 09:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2025, 09:47 przez Brenna Longbottom.)
– Jeśli uda się nam zgrać harmonogramy… i tak wątpię, żeby wszystko załatwiło się przy okazji jednej wizyty. Na razie ich spytam, kiedy któryś z nich będzie wolny.
Ściany zdawały się być wypełnione mrokiem, domownicy, wynoszący ocalałe rzeczy i próbujący za pomocą magii usunąć to, co zniszczono bezpowrotnie słyszeli wezwania, i wszyscy mieli wciąż wrażenie, że gdy przebywają w środku, coś ich obserwuje. Brenna nie wiedziała wiele o klątwołamaniu, ale miała nieodparte wrażenie, że Basilius i Thomas mimo całego swojego talentu mogą nie zdołać złamać klątwy za pierwszym razem. Mogli skoczyć tam któregoś razu wszyscy.
– Warto to zbadać, bo czemu nie? To chyba byłoby skomplikowane, ale można sprawdzić, a póki co dopytam Sama o te wisiorki… zawsze zmieniając na nich litery można zasugerować pozycję. Poza tym chętnie kupiłabym więcej dwukierunkowych lusterek, i cholera, jeżeli ktoś będzie chętny, to uczyła fal. Naprawdę mamy problemy z komunikacją.
Wcześniej jeszcze falami posługiwał się choćby Patrick, ale on w tej chwili przebywał we Francji i od jakiegoś czasu nie dawał znaku życia. Z lusterkami też był problem, bo niby miała na nie dość pieniędzy, ale tyle sklepów i zakładów rzemieślniczych zniszczono, że wiele towarów do niczego się już nie nadawało.
– Arcykapłanka brzmi więc jak Morpheus – skwitowała wykład Millie. Brenna kojarzyła kilka wielkich arkanów, które powracały w jej układach czy ze dwa małe arkana, którym towarzyszył jakiś komentarz ze strony Morpheusa czy Millie (jak choćby nieszczęsny paź kielichów), ale akurat o znaczeniach arcykapłanki nigdy nie słyszała. – Może wraca w tych twoich układach z jego powodu?
Albo to był przypadek. Brenna w swoim stosunku do wróżenia balansowała gdzieś na cienkiej linie, jakby sama niepewna, jak na to patrzeć – gdy z jednej strony miała naturę niedowiarka, z drugiej jasnowidzenie i wróżbiarstwo było tak istotne dla otaczających ją osób.
Milczała przez chwilę, gdy Millie tłumaczyła, sama zajęta przeżuwaniem pizzy, doskonałym pretekstem do zachowania milczenia. Jeśli szło o „mózg rozjebany” i „uczucia, które zapierdalają jak kołowrotek” to chyba faktycznie mniej więcej tak się czuła, po prostu starała się tego za bardzo nie pokazać. Poza tym uważała, że z rozjebanym mózgiem wciąż możesz biec, bo przecież nogi są całe, tak?
– Och, bogowie, pytania, z nimi zawsze mam największy problem – stwierdziła, odsuwając na wpół pusty karton na bok, i tym razem w jej głosie rozbrzmiewało rozbawienie. Bo jak szukać odpowiedzi, skoro nie znasz nawet pytań? Chodziło jej po głowie jedno, ale właściwie mogłoby sprowadzać się do prostej odpowiedzi „tak” albo „nie”, a Morpheus wspominał, że do bardziej skomplikowanych układów nie formułuje się takich pytań… – Czy takie ogólnie, na zasadzie, na czym się teraz skupić, będzie grało?
Ściany zdawały się być wypełnione mrokiem, domownicy, wynoszący ocalałe rzeczy i próbujący za pomocą magii usunąć to, co zniszczono bezpowrotnie słyszeli wezwania, i wszyscy mieli wciąż wrażenie, że gdy przebywają w środku, coś ich obserwuje. Brenna nie wiedziała wiele o klątwołamaniu, ale miała nieodparte wrażenie, że Basilius i Thomas mimo całego swojego talentu mogą nie zdołać złamać klątwy za pierwszym razem. Mogli skoczyć tam któregoś razu wszyscy.
– Warto to zbadać, bo czemu nie? To chyba byłoby skomplikowane, ale można sprawdzić, a póki co dopytam Sama o te wisiorki… zawsze zmieniając na nich litery można zasugerować pozycję. Poza tym chętnie kupiłabym więcej dwukierunkowych lusterek, i cholera, jeżeli ktoś będzie chętny, to uczyła fal. Naprawdę mamy problemy z komunikacją.
Wcześniej jeszcze falami posługiwał się choćby Patrick, ale on w tej chwili przebywał we Francji i od jakiegoś czasu nie dawał znaku życia. Z lusterkami też był problem, bo niby miała na nie dość pieniędzy, ale tyle sklepów i zakładów rzemieślniczych zniszczono, że wiele towarów do niczego się już nie nadawało.
– Arcykapłanka brzmi więc jak Morpheus – skwitowała wykład Millie. Brenna kojarzyła kilka wielkich arkanów, które powracały w jej układach czy ze dwa małe arkana, którym towarzyszył jakiś komentarz ze strony Morpheusa czy Millie (jak choćby nieszczęsny paź kielichów), ale akurat o znaczeniach arcykapłanki nigdy nie słyszała. – Może wraca w tych twoich układach z jego powodu?
Albo to był przypadek. Brenna w swoim stosunku do wróżenia balansowała gdzieś na cienkiej linie, jakby sama niepewna, jak na to patrzeć – gdy z jednej strony miała naturę niedowiarka, z drugiej jasnowidzenie i wróżbiarstwo było tak istotne dla otaczających ją osób.
Milczała przez chwilę, gdy Millie tłumaczyła, sama zajęta przeżuwaniem pizzy, doskonałym pretekstem do zachowania milczenia. Jeśli szło o „mózg rozjebany” i „uczucia, które zapierdalają jak kołowrotek” to chyba faktycznie mniej więcej tak się czuła, po prostu starała się tego za bardzo nie pokazać. Poza tym uważała, że z rozjebanym mózgiem wciąż możesz biec, bo przecież nogi są całe, tak?
– Och, bogowie, pytania, z nimi zawsze mam największy problem – stwierdziła, odsuwając na wpół pusty karton na bok, i tym razem w jej głosie rozbrzmiewało rozbawienie. Bo jak szukać odpowiedzi, skoro nie znasz nawet pytań? Chodziło jej po głowie jedno, ale właściwie mogłoby sprowadzać się do prostej odpowiedzi „tak” albo „nie”, a Morpheus wspominał, że do bardziej skomplikowanych układów nie formułuje się takich pytań… – Czy takie ogólnie, na zasadzie, na czym się teraz skupić, będzie grało?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.