19.09.2025, 09:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2025, 19:09 przez Brenna Longbottom.)
– A „złowieszcze” w takim razie? To ładne słowo. Szeleszczące i ma w sobie „zło”. Jestem pewna, że jego dom w lesie w Little Hangleton wygląda bardzo złowieszczo.
Brenna podejrzewałaby, że gdyby to była siostra Atreusa, odpowiedzią na to pytanie, co wtedy, byłby cios pięścią. Najlepiej w autorów takiej talii, ale gdyby byli nieosiągalni, to sprzedający je byliby drudzy na liście, a gdyby i tych nie dało się złapać, posiadacze. A jeżeli nie oni, to ostatecznie znalazłby się ktoś inny, kto by go akurat wkurzył. Jeśli szło o nią patrzyła na to trochę inaczej, bo ot będąc dziewczyną, krzywiła się na samą myśl.
– Rozbiłeś go w drobny mak i zraniłeś mnie prosto w serce – odparła lekko, bo i po prawdzie przecież doskonale wiedziała, że klątwołamacz nie mógł jej zwyczajnie wręczyć do zaniesienia lampy, która była faktycznie przeklęta. W dodatku „przeklęta jak stado demonów”. – Uznajmy, że zepsułam zabawę w zemście.
Obserwowała, jak bawił się kartami, a potem spojrzała na obrazek, który wylosował. Z Wielkimi Arkanami faktycznie byłoby łatwiej: niektóre z nich utkwiły w jej pamięci, bo po prostu pojawiały się często w dotyczących ją układach. Koło Fortuny przede wszystkim, ale też takie Siła czy Diabeł. Małe Arkana zlewały się jej w większości, chyba że akurat kiedyś Millie albo Morpheus rzucili co do nich jakiś komentarz. Jeśli kiedyś widziała Czwórkę Mieczy, to pamięć o tym momencie zatarła się w pamięci i nie miała zielonego pojęcia, co karta mogła oznaczać.
– Czyli powinieneś się położyć i przespać? – Chociaż po prawdzie to wydawało się jej bardzo łagodną interpretacją, bo półnaga kobieta wprawdzie leżała i wyglądała jakby spała, ale były jeszcze te wszystkie miecze... – Albo ja powinnam iść odpocząć, skoro to dla mnie. Ewentualnie hm, znaleźć jakąś półnagą kobietę? Dziękuję, jestem absolutnie zachwycona – odparła z powagą, przyjmując to „proroctwo”, chociaż tak jakby w ten czas na oddech nie wierzyła ani trochę.
Sięgnęła i do talii, nie bawiąc się w tasowania czy ich przerzucanie, po prostu wylosowując kolejną kartę, która akurat znalazła się tuż pod czwórką mieczy.
Obróciła obrazek, ale to też były Małe Arkana: wymalowano tutaj monetę, otoczoną kwiatami. I czaszkami. Oczywiście, że jak nie mogło być nikogo nagiego, to dali chociaż czaszki.
- As denarów. To kojarzę. Ostatnio trochę mnie prześladuje - stwierdziła, mrużąc oczy, gdy zorientowała się, że chociaż obrazek był inny, to ta sama karta, którą wyciągnęła dla niej Millie. - Może wygram na loterii albo coś? Podobno to karta możliwości, a złoto w dłoni daje nadzieję, jak to mi ujęto na to, że się nie utopię, cokolwiek to miałoby znaczyć... Skoro biorę miecze, ta może być dla ciebie, na pewno ograsz z nią wszystkich w kasynie - odparła, przesuwając kartę po blacie w jego kierunku. Jakby się zastanowić, to pomijając samą symbolikę kart, miecze bardziej pasowały do niej, złote monety do niego... - Jeśli spotka nas teraz jakiś przykry wypadek, to karty wracają do klątwołamacza.
Bo w końcu ponoć wszystkich, którym wróżył domorosły nekromanto - wróżbita, jakiś wypadek spotkał.
Brenna podejrzewałaby, że gdyby to była siostra Atreusa, odpowiedzią na to pytanie, co wtedy, byłby cios pięścią. Najlepiej w autorów takiej talii, ale gdyby byli nieosiągalni, to sprzedający je byliby drudzy na liście, a gdyby i tych nie dało się złapać, posiadacze. A jeżeli nie oni, to ostatecznie znalazłby się ktoś inny, kto by go akurat wkurzył. Jeśli szło o nią patrzyła na to trochę inaczej, bo ot będąc dziewczyną, krzywiła się na samą myśl.
– Rozbiłeś go w drobny mak i zraniłeś mnie prosto w serce – odparła lekko, bo i po prawdzie przecież doskonale wiedziała, że klątwołamacz nie mógł jej zwyczajnie wręczyć do zaniesienia lampy, która była faktycznie przeklęta. W dodatku „przeklęta jak stado demonów”. – Uznajmy, że zepsułam zabawę w zemście.
Obserwowała, jak bawił się kartami, a potem spojrzała na obrazek, który wylosował. Z Wielkimi Arkanami faktycznie byłoby łatwiej: niektóre z nich utkwiły w jej pamięci, bo po prostu pojawiały się często w dotyczących ją układach. Koło Fortuny przede wszystkim, ale też takie Siła czy Diabeł. Małe Arkana zlewały się jej w większości, chyba że akurat kiedyś Millie albo Morpheus rzucili co do nich jakiś komentarz. Jeśli kiedyś widziała Czwórkę Mieczy, to pamięć o tym momencie zatarła się w pamięci i nie miała zielonego pojęcia, co karta mogła oznaczać.
– Czyli powinieneś się położyć i przespać? – Chociaż po prawdzie to wydawało się jej bardzo łagodną interpretacją, bo półnaga kobieta wprawdzie leżała i wyglądała jakby spała, ale były jeszcze te wszystkie miecze... – Albo ja powinnam iść odpocząć, skoro to dla mnie. Ewentualnie hm, znaleźć jakąś półnagą kobietę? Dziękuję, jestem absolutnie zachwycona – odparła z powagą, przyjmując to „proroctwo”, chociaż tak jakby w ten czas na oddech nie wierzyła ani trochę.
Sięgnęła i do talii, nie bawiąc się w tasowania czy ich przerzucanie, po prostu wylosowując kolejną kartę, która akurat znalazła się tuż pod czwórką mieczy.
Rzut Tarot 1d78 - 24
As Denarów
As Denarów
Obróciła obrazek, ale to też były Małe Arkana: wymalowano tutaj monetę, otoczoną kwiatami. I czaszkami. Oczywiście, że jak nie mogło być nikogo nagiego, to dali chociaż czaszki.
- As denarów. To kojarzę. Ostatnio trochę mnie prześladuje - stwierdziła, mrużąc oczy, gdy zorientowała się, że chociaż obrazek był inny, to ta sama karta, którą wyciągnęła dla niej Millie. - Może wygram na loterii albo coś? Podobno to karta możliwości, a złoto w dłoni daje nadzieję, jak to mi ujęto na to, że się nie utopię, cokolwiek to miałoby znaczyć... Skoro biorę miecze, ta może być dla ciebie, na pewno ograsz z nią wszystkich w kasynie - odparła, przesuwając kartę po blacie w jego kierunku. Jakby się zastanowić, to pomijając samą symbolikę kart, miecze bardziej pasowały do niej, złote monety do niego... - Jeśli spotka nas teraz jakiś przykry wypadek, to karty wracają do klątwołamacza.
Bo w końcu ponoć wszystkich, którym wróżył domorosły nekromanto - wróżbita, jakiś wypadek spotkał.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.