19.09.2025, 21:21 ✶
Gdyby Jonathan nie nasłuchał się rzeczy na temat Jacquline od jej brata i wiedział, że rodzeństwo ma ze sobą dobrą, silną więź to może zażartowałby, że skoro Anthony tak często nie pojawia się w pracy to i jego zastepca może poświęcić jakąś godzinę w biurze na to, aby pomóc siostrze swojego szefa zaklimatyzować się w Londynie.
Oczywiście jednak nie zrobił tego, a zamiast tego jedynie skinął głową na jej komplement wobec jego gustów herbacianych i sam upił łyka ze swojej filiżanki.
– No cóż, niektóre sztuki są na tyle wybitne, lub karygodne, że korzystniej jest zachować trzeźwość, aby lepiej pamiętać każdy fragment, który później chce się komuś zachwalić, lub skrytykować. Stąd... – Uniósł filiżankę do góry. – Moje rozeznanie w dostępnych tutaj herbatach.
Upił kolejny łyk przyjemnie rozgrzewającego napoju i posłał kobiecie kolejny uśmiech. Jacqueline była podobna do Anthony'ego ale nie w ten bardzo widoczny sposób. Była to raczej sytuacja, gdy ktoś musiał wiedzieć, że należało szukać subtelnych podobieństw, aby je znaleźć. Chociaż gdyby zestawić ich obok siebie... Wtedy pewnie wszystko byłoby zdecydowanie bardziej widoczne.
Zerknął na wiszący na ścianie za Jacquelin zegar. Przerwa powoli zbliżała się do końca, wkrótce będą musieli wrócić na swoje miejsca, a po sztuce zapewne nie będzie dużo czasu na pogawędki. Tylko, że Jonathan chciał jednak trochę dalej pociągnąć tą rozmowę. Zrozumieć czemu pani Greengrass została okrzyknięta tą małostkowa córeczka tatusia, bo na razie jeszcze tego nie widział, a jednocześnie wiedział, że kobieta raczej nie będzie się tak zachowywać przy nowopoznanym czarodzieju.
– Nie chciałaby pani może zwiedzić teatru? – rzucił więc nagle, wpadając na ten pomysł dosłownie kilka sekund przed tym zanim go wypowiedział. – Mogę załatwić wycieczkę po godzinach otwarcia, lub rano, gdy jeszcze nic nie jest grane. Mogłaby pani wtedy przypatrzyć się pracom na zapleczu. Oczywiście jeśli chciałaby pani kogoś ze sobą jeszcze zabrać, to nie ma problemu, wręcz przeciwnie.
Oczywiście jednak nie zrobił tego, a zamiast tego jedynie skinął głową na jej komplement wobec jego gustów herbacianych i sam upił łyka ze swojej filiżanki.
– No cóż, niektóre sztuki są na tyle wybitne, lub karygodne, że korzystniej jest zachować trzeźwość, aby lepiej pamiętać każdy fragment, który później chce się komuś zachwalić, lub skrytykować. Stąd... – Uniósł filiżankę do góry. – Moje rozeznanie w dostępnych tutaj herbatach.
Upił kolejny łyk przyjemnie rozgrzewającego napoju i posłał kobiecie kolejny uśmiech. Jacqueline była podobna do Anthony'ego ale nie w ten bardzo widoczny sposób. Była to raczej sytuacja, gdy ktoś musiał wiedzieć, że należało szukać subtelnych podobieństw, aby je znaleźć. Chociaż gdyby zestawić ich obok siebie... Wtedy pewnie wszystko byłoby zdecydowanie bardziej widoczne.
Zerknął na wiszący na ścianie za Jacquelin zegar. Przerwa powoli zbliżała się do końca, wkrótce będą musieli wrócić na swoje miejsca, a po sztuce zapewne nie będzie dużo czasu na pogawędki. Tylko, że Jonathan chciał jednak trochę dalej pociągnąć tą rozmowę. Zrozumieć czemu pani Greengrass została okrzyknięta tą małostkowa córeczka tatusia, bo na razie jeszcze tego nie widział, a jednocześnie wiedział, że kobieta raczej nie będzie się tak zachowywać przy nowopoznanym czarodzieju.
– Nie chciałaby pani może zwiedzić teatru? – rzucił więc nagle, wpadając na ten pomysł dosłownie kilka sekund przed tym zanim go wypowiedział. – Mogę załatwić wycieczkę po godzinach otwarcia, lub rano, gdy jeszcze nic nie jest grane. Mogłaby pani wtedy przypatrzyć się pracom na zapleczu. Oczywiście jeśli chciałaby pani kogoś ze sobą jeszcze zabrać, to nie ma problemu, wręcz przeciwnie.