19.09.2025, 21:35 ✶
Z Dorą, kupują peleryny
– Ty wieszałaś jakąś bombkę? – spytała Brenna lekko, bo dla niej może na swój sposób to było gorzkie wspomnienie, ale nie było przecież takim dla Dory, skoro sama je przywołała. - Chodzi mi o takie rzeczy jak ubrania, buty… nowy kubek, zeszyty i tak dalej – wyliczyła Brenna. Dora szczęśliwie też zaczynała spędzać więcej czasu w Stawie akurat przed pożarami, a oni wszyscy zaopatrywali to miejsce powoli, ale konsekwentnie w artykuły pierwszej potrzeby, ale to nie znaczyło, że dziewczynie nie było potrzeba niczego.
Poza tym, po prawdzie, nie powinna zakładać więcej tych co bardziej charakterystycznych ubrań, które nosiła wcześniej.
– Ale za śliwkami też się rozejrzymy.
Bo te zebrane z sadu Longbottomów spłonęły razem z resztą zawartości spiżarni. Nikt w końcu nie myślał o przetworach i koszach z owocami, gdy dach domu zajął się ogniem.
– Wygląda bardzo ładnie. Dobrze na tobie leży – powiedziała Brenna, może nawet z odrobiną zaskoczenia, bo materiał pod dotykiem nie wydawał się aż tak dobrej jakości, by układał się w ten sposób, a na większości straganów tego dnia widziała wiele marnych towarów i nie spodziewała się takiego efektu, mimo tego, że hafty zdawały się całkiem urocze. Najwyraźniej peleryna naprawdę została zaklęta przez utalentowanego rzemieślnika. – Czemu nie? – odparła, odpinając guziki własnego płaszcza. Wprawdzie to okrycie ocalało, a gdzieś w pudłach w londyńskim mieszkaniu było jeszcze jedno, ale już jej ulubiona kurtka przepadła, a Brenna miewała złe tendencje do szybkiego niszczenia ubrań. Wsunęła ręce w rękawy zielonej peleryny, podobnej do tej Dory, choć o innym układzie liści, a potem odruchowo poprawiła jej poły. – Chyba ją wezmę – zdecydowała, posyłając uśmiech sklepikarzowi, a później wydobyła z wewnętrznej kieszeni własnego płaszcza sakiewkę, by zapłacić. Przedmiot był dość drogi, ale przy tym, co działo się w Londynie, wart swojej ceny. – Chyba tu na stoisku obok mają świece i rzeczy na bezsenność… – dodała, spoglądając w stronę sąsiedniego stoiska.
– Ty wieszałaś jakąś bombkę? – spytała Brenna lekko, bo dla niej może na swój sposób to było gorzkie wspomnienie, ale nie było przecież takim dla Dory, skoro sama je przywołała. - Chodzi mi o takie rzeczy jak ubrania, buty… nowy kubek, zeszyty i tak dalej – wyliczyła Brenna. Dora szczęśliwie też zaczynała spędzać więcej czasu w Stawie akurat przed pożarami, a oni wszyscy zaopatrywali to miejsce powoli, ale konsekwentnie w artykuły pierwszej potrzeby, ale to nie znaczyło, że dziewczynie nie było potrzeba niczego.
Poza tym, po prawdzie, nie powinna zakładać więcej tych co bardziej charakterystycznych ubrań, które nosiła wcześniej.
– Ale za śliwkami też się rozejrzymy.
Bo te zebrane z sadu Longbottomów spłonęły razem z resztą zawartości spiżarni. Nikt w końcu nie myślał o przetworach i koszach z owocami, gdy dach domu zajął się ogniem.
– Wygląda bardzo ładnie. Dobrze na tobie leży – powiedziała Brenna, może nawet z odrobiną zaskoczenia, bo materiał pod dotykiem nie wydawał się aż tak dobrej jakości, by układał się w ten sposób, a na większości straganów tego dnia widziała wiele marnych towarów i nie spodziewała się takiego efektu, mimo tego, że hafty zdawały się całkiem urocze. Najwyraźniej peleryna naprawdę została zaklęta przez utalentowanego rzemieślnika. – Czemu nie? – odparła, odpinając guziki własnego płaszcza. Wprawdzie to okrycie ocalało, a gdzieś w pudłach w londyńskim mieszkaniu było jeszcze jedno, ale już jej ulubiona kurtka przepadła, a Brenna miewała złe tendencje do szybkiego niszczenia ubrań. Wsunęła ręce w rękawy zielonej peleryny, podobnej do tej Dory, choć o innym układzie liści, a potem odruchowo poprawiła jej poły. – Chyba ją wezmę – zdecydowała, posyłając uśmiech sklepikarzowi, a później wydobyła z wewnętrznej kieszeni własnego płaszcza sakiewkę, by zapłacić. Przedmiot był dość drogi, ale przy tym, co działo się w Londynie, wart swojej ceny. – Chyba tu na stoisku obok mają świece i rzeczy na bezsenność… – dodała, spoglądając w stronę sąsiedniego stoiska.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.