19.09.2025, 22:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2025, 18:19 przez Erik Longbottom.)
Z Norą przy barze.
— Jasne — potwierdził Erik, kiwając niespiesznie głową i zawracając w stronę baru. Nie miał zamiaru jakkolwiek oponować przed tym pomysłem. — Masz już jakiś pomysł, co sobie zamówisz?
Towarzystwo wokół którego się zakręciło i tak zdawało się nieco przerzedzić, więc tym lepiej będzie jak znajdą sobie jakieś zajęcie. Mężczyzna oparł się bokiem o krawędź barowego blatu i zamówił dla siebie zwykłą whisky z lodem. Na ten moment trudno było mu ocenić w jaką stronę skręci ta impreza. Czy zostaną zachowane wszelkie pozory klasy i stylu jakimi teoretycznie powinni wykazywać się wszyscy goście? A może dojdzie do jakiegoś niespodziewanego incydentu? Erik westchnął cicho, przesuwając wzrokiem po sali.
Prawdę mówiąc, nie miałby nic przeciwko spokojnemu wieczorowi. Może pomogłoby mu to jakoś uspokoić skołatane nerwy. Może wyzbył się negatywnych przeświadczeń na temat tego jaką opinią miała cieszyć się jego rodzina po katastrofie w Dolinie Godryka. Z drugiej strony, na imprezach czarodziejów nigdy nie można było zakładać, że wszystko pójdzie według planu. Magiczne drinki, niespodziewane transformacje... Czarodzieje na pewno mieli pod tym względem większe pole do popisu niż mugole.
— Aż ciężko uwierzyć, że jeszcze parę miesięcy temu bawiliśmy się na wiosnę w Warowni, co? — rzucił po chwili nieco nostalgicznym tonem. — Dopiero rozkręcałaś interes na Pokątnej, a problemu pokroju Beltane czy Spalonej Nocy były co najwyżej teoriami. Przewidywaniami na bliżej nieokreślony gorszy czas. — Westchnął ciężko. — Ciekawe, czy w przyszłym roku, ktoś przebije Brennę.
Jak do tej pory się nie zanosiło, aby jakakolwiek rodzina planowała otworzyć bramy swej posiadłości przed resztą społeczności. Z drugiej strony był przed nimi jeden z najintensywniejszych okresów w roku. Samhain, Yule… A po Yule już niedaleko było do Imbolc, a potem powtórka z Ostary. I kolejne poszukiwania czekoladowych jaj po lasach, skomentował bezgłośnie, wzdrygając się na wspomnienie ich jakże owocnych poszukiwań.
— Masz już jakieś większe plany na klubokawiarnię na jesień? — spytał z nutką zaciekawienia w głosie. — Podejrzewam, że okolice Święta Duchów mogą zaowocować całą masą nowych wypieków... Wiesz, te wszystkie duszki, nietoperze, wiedźmy, wampiry, wilkołaki... Pewnie będziesz równie zapracowana co Miodowe Królestwo w Hogsmeade.
— Jasne — potwierdził Erik, kiwając niespiesznie głową i zawracając w stronę baru. Nie miał zamiaru jakkolwiek oponować przed tym pomysłem. — Masz już jakiś pomysł, co sobie zamówisz?
Towarzystwo wokół którego się zakręciło i tak zdawało się nieco przerzedzić, więc tym lepiej będzie jak znajdą sobie jakieś zajęcie. Mężczyzna oparł się bokiem o krawędź barowego blatu i zamówił dla siebie zwykłą whisky z lodem. Na ten moment trudno było mu ocenić w jaką stronę skręci ta impreza. Czy zostaną zachowane wszelkie pozory klasy i stylu jakimi teoretycznie powinni wykazywać się wszyscy goście? A może dojdzie do jakiegoś niespodziewanego incydentu? Erik westchnął cicho, przesuwając wzrokiem po sali.
Prawdę mówiąc, nie miałby nic przeciwko spokojnemu wieczorowi. Może pomogłoby mu to jakoś uspokoić skołatane nerwy. Może wyzbył się negatywnych przeświadczeń na temat tego jaką opinią miała cieszyć się jego rodzina po katastrofie w Dolinie Godryka. Z drugiej strony, na imprezach czarodziejów nigdy nie można było zakładać, że wszystko pójdzie według planu. Magiczne drinki, niespodziewane transformacje... Czarodzieje na pewno mieli pod tym względem większe pole do popisu niż mugole.
— Aż ciężko uwierzyć, że jeszcze parę miesięcy temu bawiliśmy się na wiosnę w Warowni, co? — rzucił po chwili nieco nostalgicznym tonem. — Dopiero rozkręcałaś interes na Pokątnej, a problemu pokroju Beltane czy Spalonej Nocy były co najwyżej teoriami. Przewidywaniami na bliżej nieokreślony gorszy czas. — Westchnął ciężko. — Ciekawe, czy w przyszłym roku, ktoś przebije Brennę.
Jak do tej pory się nie zanosiło, aby jakakolwiek rodzina planowała otworzyć bramy swej posiadłości przed resztą społeczności. Z drugiej strony był przed nimi jeden z najintensywniejszych okresów w roku. Samhain, Yule… A po Yule już niedaleko było do Imbolc, a potem powtórka z Ostary. I kolejne poszukiwania czekoladowych jaj po lasach, skomentował bezgłośnie, wzdrygając się na wspomnienie ich jakże owocnych poszukiwań.
— Masz już jakieś większe plany na klubokawiarnię na jesień? — spytał z nutką zaciekawienia w głosie. — Podejrzewam, że okolice Święta Duchów mogą zaowocować całą masą nowych wypieków... Wiesz, te wszystkie duszki, nietoperze, wiedźmy, wampiry, wilkołaki... Pewnie będziesz równie zapracowana co Miodowe Królestwo w Hogsmeade.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞