19.09.2025, 23:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2025, 23:36 przez Dora Crawford.)
razem z Brenną
- Ooo, no w sumie. Dawno nie byłam w Hogsmeade i prawie już o nim zapomniałam. Ciekawa jestem czy się tam dużo pozmieniało - zastanowiła się, wyraźnie błądząc myślami w kierunku wioski, która mieściła się niedaleko Hogwartu. Kiedyś, kiedy jeszcze uczęszczała do szkoły, bywała tam za każdym razem kiedy były organizowane wycieczki i wydawała jej się to jedną z najwspanialszych rozrywek. Chodziły z koleżankami na kremowe piwo i do Miodowego Królestwa, obkupując się w słodycze. Mogła też zajrzeć do zielarskiego sklepiku, żeby próbować hodować własne okazy z zielarstwa i to w dormitornium, a nie grzecznie w szklarni.
- W sensie... czy są jadalne czy jak? - zmrużyła oczy, przyglądając się nieco uważniej Brennie. Nie pomyślała o czymś takim wcześniej, jakoś zakładając że sadownicy znali jednak swoje towary i nie zamierzali nikogo nimi otruć. Tak samo też nie przeszło jej przez głowę, że skoro tocząca się przez połowę Anglii pożoga była magicznego pochodzenia, to mogła wypaczyć wszystko, dosłownie wszystko, co stanęło na jej drodze. A powinna, bo przecież w domach mieszkały teraz dziwne runy, poczucie strachu i inne, okropnie nieprzyjemne zdarzenia. - Wiesz... ja nie wiem, ale chyba trochę założyłam, ze nikt tutaj na jarmarku nie spróbuje niczego nowego? - z pewnym zastanowieniem, i odrobiną niepokoju, zerknęła na wystawione w koszach jabłka, które pyszniły się do przechodniów.
- Odganiają złe sny - uśmiechnął się sprzedawca. - Niech się pani nie martwi, wszystko z nimi w porządeczku. Jak je zjeść przed snem, to działają odprężająco. Jeśli ktoś ma problemy ze spaniem to śpi jak dzieciaczek i wreszcie trochę odpocznie. Działają trochę jak eliksiry na bezsenność, ale są o wiele smaczniejsze! - zarzekał się, zaraz też przytakując, ze owszem, suszone także posiadają. Szybko też zabrał się za nabieranie ich i pakowanie, żeby przypadkiem klientka się nie rozmyśliła.
- Przyprawy to chyba tutaj - powiedziała Dora, odwracając się, kiedy już Brenna odebrała jabłka, te magiczne i te całkiem zwyczajne. Ze stoiska za ich plecami docierał głęboki, korzenny zapach. - Poproszę paczuszkę przypraw korzennych. I taką do kompotu - uśmiechnęła się lekko do sprzedawcy, kiedy ten zaczął pakować wspomniane produkty, upychając tymczasem rzeczy w swojej torbie, żeby zrobić miejsce na wsadzenie tam pakunku.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.