Ugryzł się w język. Na tyle mocno, żeby na jego twarzy pojawił się grymas, ale się powstrzymał.
-W porządku - mruknął.
Miał nie pytać. Anthony powiedział mu, że nie było to coś, w co powinien się wtrącać, w swojej własnej głowie postanowił, że będzie pytać tylko wtedy, jeśli Jonathan pociągnie temat, a jego odpowiedź nie brzmiała, jakby chciał temat rozwijać, ale usłyszenie tylko wersji Anthony'ego było niesprawiedliwe wobec Jonathana.
-No dobra - odwrócił się na schodach, kiedy byli już prawie przed drzwiami do mieszkania. -Miałem nie pytać, ale nie możesz być na mnie zły za to, że jednak zapytam. Znasz przecież moją mamę. Wiem, że jesteś pokłócony z Anthonym. Nie wiem dokładnie, co się między wami stało, Anthony nie był zbyt... szczegółowy... w czasie rozmowy, ale wiem, że ze sobą nie rozmawiacie. Wiem, że to nie jest coś, w co powinienem się wtrącać. Jesteście dorośli i takie tam i potraficie sami zadbać o swoje sprawy, ale... - głęboki wdech. -Wszystko u ciebie w porządku? - chciał wiedzieć przynajmniej tyle.
Planowanie skandalu przed ucieczką w kraju - chociaż plan ten miał szanse na wprowadzenie mniejsze, niż zero - poprawiło mu humor, dzięki czemu przebywanie w zniszczonym mieszkaniu, w którym mieszkał z rodziną od kilku lat, nie było tak przygnębiające, jak może powinno być.
-Skandalem jest sama myśl, że zbliżyłbym się do jakiejkolwiek łodzi. Nawet jeśli tylko po to, żeby ją zatopić. Porzucenie narzeczonej przed ołtarzem też nie wzburzy tak publiki. Słysząc moje nazwisko przy takiej akcji, ludzie pewnie by pomyśleli, że to jakaś tradycja rodzinna. Albo ubierzemy Theo w turban, wystawimy go na Pokątnej i będzie wszystkim pannom, wdowom i rozwódkom przepowiadał, że w jakimś konkretnym pubie pozna Tego Jedynego. Właściciel jednego pubu mnie kiedyś wkurzył, więc w ramach współpracy czarodziejko goblińskiej moglibyśmy urządzać im tam randki. Zapewne mógłby to być koniec mojej kariery w Gringottcie, ale pewnie wtedy już by mnie to nie interesowało.
Jeżeli krzesło przejęło zdolności jego matki tylko dlatego, że na nim siedziała, to trochę szkoda, że reszta mebli nie również ich nie przejęła. A powinny, skoro mieszkali tu jeszcze Theo i Rita, którzy odziedziczyli po matce tę zdolność. Bardzo by im to ułatwiło życie.
Jessie podejrzewał, że Jonathan miał jakieś zdjęcia- Anthony i Morpheus może też, ale raczej nie będzie ich o to pytał - ale nie był pewien, czy jego ojcu chrzestnemu wysyłano zdjęcia, które Jessie chciał znaleźć.
Zdjęcia były, na szczęście, tylko miejscami przebarwione - nie były w stanie idealnym, ale ogień nie zdążył wyrządzić im większej krzywdy. Przeglądając je, nietrudno było zauważyć, że na większości z nich był Ned. Jessie odetchnął z ulgą, a zaledwie chwilę później na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, gdy jego wzrok padło na jedno ze zdjęć. Zrobione wieczorem, przed domem, w którym mieszkali w Ameryce. Ned, uśmiechający się do aparatu i śpiący, młodziutki Jessie, wtulony w ojca i owinięty kocem. Na odwrocie zdjęcia nie było nic - żadnej daty.
-Dziwne... Nie pamiętam, kiedy tata zrobił to zdjęcie i co my wtedy robiliśmy - Jessie zazwyczaj pamiętał momenty z ojcem, uchwycone na fotografiach, więc to go trochę zdziwiło.
Nie przyszli tu jednak tylko po to, by oglądać jego pokój i dumać nad zdjęciami.
-Ekhem... Sprawdzę pokój Rity.