20.09.2025, 12:38 ✶
— Uhm, oui, oui, siempre – mruknął, czując jak już powoli i nieubłaganie wysuwał się z objęć snu. Zaraz ciało się rozbudzi, ale czy to dzisiaj była naprawdę aż tak zła perspektywa? Sennie spojrzał na Anthony'ego, który zanurzył palce w jego włosach, ale powieki były jeszcze przez chwilę zbyt ociężałe, aby utrzymać spojrzenie, więc na ten krótki moment zadowolił się jedynie obrazem w głowie Shafiqa. To jednak szybko mu się znudziło, a motywacja do przyglądania się drugiemu mężczyźnie szybko zmotywowało go do ponownego otworzenia oczu.
Uśmiechnął się.
Odpowiedź Anthony'ego z oczywistych przyczyn przypadła mu do gustu.
Oh jak on uwielbiał, gdy Shafiq wymyślał cwane wymówki.
Tak jak i swetrowa propozycja.
Lubił też gdy popisywał się swoją magią zwłaszcza teraz gdy czasem potrzebował do tego już wyłącznie dłoni.
Pytania o ciasto już nie usłyszał, bo myślami zawędrował za daleko i w tych myślach uniósł się z leżenia do pozycji półsiadu, nawet jeśli oznaczało to przerwanie pieszczoty.
Oczy jednak w dalszym ciągu utkwione miał wyłącznie w Anthonym. W tym jak nagle w szarej toni jego spojrzenia pojawiło się tyle czułości. Na chwile jego wzrok zawędrował też ku ustom Shafiqa, tym samym, o których całowaniu kiedyś rozmyślał, ale był pewny, że te marzenia pozostawił za sobą tak dawno temu.
Dawnego zauroczenia.
Dawnego…
Czemu więc przeszłość odezwała się aż tak szybko, a wszystkie wymarzone kiedyś gesty, przychodziły tak naturalnie? Jakby te wszystkie lata przerwy wcale nie istniały.
Ostrożnie ujął w dłonie twarz Anthony'ego.
Miał wrażenie, że tej nocy zostało powiedziane znacznie więcej, niż wskazywałaby na to ilość słów, a jednocześnie nic nie zostało potwierdzone.
– Chciałbym cię ostrzec mój drogi – powiedział, błądząc po jego twarzy, niezdolny do zatrzymania się w jednym punkcie. – Nie umiem ci obiecać, że moje uczucia nie wykroczą zaraz poza przyjaźń, jeśli jeszcze chwilę tak pobędziemy, bo już teraz jawi mi się to jako piękny pomysł.
O ile już nie wykroczyły.
Uśmiechnął się.
Odpowiedź Anthony'ego z oczywistych przyczyn przypadła mu do gustu.
Oh jak on uwielbiał, gdy Shafiq wymyślał cwane wymówki.
Tak jak i swetrowa propozycja.
Lubił też gdy popisywał się swoją magią zwłaszcza teraz gdy czasem potrzebował do tego już wyłącznie dłoni.
Pytania o ciasto już nie usłyszał, bo myślami zawędrował za daleko i w tych myślach uniósł się z leżenia do pozycji półsiadu, nawet jeśli oznaczało to przerwanie pieszczoty.
Oczy jednak w dalszym ciągu utkwione miał wyłącznie w Anthonym. W tym jak nagle w szarej toni jego spojrzenia pojawiło się tyle czułości. Na chwile jego wzrok zawędrował też ku ustom Shafiqa, tym samym, o których całowaniu kiedyś rozmyślał, ale był pewny, że te marzenia pozostawił za sobą tak dawno temu.
Dawnego zauroczenia.
Dawnego…
Czemu więc przeszłość odezwała się aż tak szybko, a wszystkie wymarzone kiedyś gesty, przychodziły tak naturalnie? Jakby te wszystkie lata przerwy wcale nie istniały.
Ostrożnie ujął w dłonie twarz Anthony'ego.
Miał wrażenie, że tej nocy zostało powiedziane znacznie więcej, niż wskazywałaby na to ilość słów, a jednocześnie nic nie zostało potwierdzone.
– Chciałbym cię ostrzec mój drogi – powiedział, błądząc po jego twarzy, niezdolny do zatrzymania się w jednym punkcie. – Nie umiem ci obiecać, że moje uczucia nie wykroczą zaraz poza przyjaźń, jeśli jeszcze chwilę tak pobędziemy, bo już teraz jawi mi się to jako piękny pomysł.
O ile już nie wykroczyły.