20.09.2025, 14:19 ✶
Tak, jak Jonathanowi nie obce były mowy wygłaszane w celu wywołania w swoim rozmówcy konkretnych emocji, lub naprowadzeniu rozmowy na właściwiy przebieg, tak tutaj nie miał pojęcia czego oczekiwać. Prawdę mówiąc nie miał chyba nawet pojęcia, czego on sam oczekiwał, chociaż jego własny przyśpieszony oddech, gdy Anthony się ku niemu wychylił, zdradzał Selwyna z pragnieniami, o których jeszcze nie wiedział, że był już ich pewien.
Potwierdzenie. Chciał potwierdzenia.
Że mu się nie wydawało.
Że te niewypowiedziane słowa naprawdę brzmiały tak jak myślał.
Że to miało sens.
Że nie było głupie.
Że usta Anthony’ego były tak miękkie, jak zawsze mu się wydawało.
Pukanie wszystko zniszczyło.
Jonathan w pierwszej chwili zamarł, a potem gdy dotarło do niego, jak energicznie Anthony się odsunął, sam powtórzył ten gest chyba jedynie w jakimś dziwnym udawaniu, że i on się speszył. Następnie szybko rzucił się do przodu bo Anthony zleciał z łóżka.
– Nic ci nie jest? – spytał całkiem rozbawiony tą sytuacją. Zupełnie jakby byli jakimiś młodzikami i już miał się podzielić z Anthonym tą wybitną myślą, gdy usłyszał ton głosu przyjaciela. Od razu spoważniał.
Oh…
Chyba…
Chyba przesadził.
Przez jego ciało przebiegła nagle fala wstrząsu, jakby to on spotkał się z twardym podłożem.
Nie chciał go przestraszyć.
Nie chciał znowu go nieumyślnie skrzywdzić.
Może… Może będzie dobrze.
W końcu nic takiego się nie stało.
Poza tym, że na dobrą sprawę oznajmił, że jeszcze chwila, a się w nim zakocha.
Pukanie powtórzyło się, a Jonathan wreszcie zerwał się z łóżka.
– Tak, oczywiście, wszystko idealnie. Czułem się tak jak we własnym – odpowiedział kobiecie po francusku, nieco uchylając drzwi z uśmiechem, który sugerował, że nic, ale to nic się nie stało. – Zaraz będziemy na śniadaniu. Jak dobrze, że zapukałaś moja droga. Chyba umarłbym gdybym nie spróbował tych słynnych kiełbasek, które wczoraj tak chwaliłaś.
Kobieta sobie poszła. Niestety inne problemy nie zamierzały sobie pójść.
Potwierdzenie. Chciał potwierdzenia.
Że mu się nie wydawało.
Że te niewypowiedziane słowa naprawdę brzmiały tak jak myślał.
Że to miało sens.
Że nie było głupie.
Że usta Anthony’ego były tak miękkie, jak zawsze mu się wydawało.
Pukanie wszystko zniszczyło.
Jonathan w pierwszej chwili zamarł, a potem gdy dotarło do niego, jak energicznie Anthony się odsunął, sam powtórzył ten gest chyba jedynie w jakimś dziwnym udawaniu, że i on się speszył. Następnie szybko rzucił się do przodu bo Anthony zleciał z łóżka.
– Nic ci nie jest? – spytał całkiem rozbawiony tą sytuacją. Zupełnie jakby byli jakimiś młodzikami i już miał się podzielić z Anthonym tą wybitną myślą, gdy usłyszał ton głosu przyjaciela. Od razu spoważniał.
Oh…
Chyba…
Chyba przesadził.
Przez jego ciało przebiegła nagle fala wstrząsu, jakby to on spotkał się z twardym podłożem.
Nie chciał go przestraszyć.
Nie chciał znowu go nieumyślnie skrzywdzić.
Może… Może będzie dobrze.
W końcu nic takiego się nie stało.
Poza tym, że na dobrą sprawę oznajmił, że jeszcze chwila, a się w nim zakocha.
Pukanie powtórzyło się, a Jonathan wreszcie zerwał się z łóżka.
– Tak, oczywiście, wszystko idealnie. Czułem się tak jak we własnym – odpowiedział kobiecie po francusku, nieco uchylając drzwi z uśmiechem, który sugerował, że nic, ale to nic się nie stało. – Zaraz będziemy na śniadaniu. Jak dobrze, że zapukałaś moja droga. Chyba umarłbym gdybym nie spróbował tych słynnych kiełbasek, które wczoraj tak chwaliłaś.
Kobieta sobie poszła. Niestety inne problemy nie zamierzały sobie pójść.