20.09.2025, 18:13 ✶
Dobrze, że było już tak późno, a może już wcześnie rano? Świadomość, ze było już grubo po północy, że za parę godzin miał wstać świt, jakoś pocieszał w tej całej, jakże beznadziejnej sytuacji. W końcu światełko w tunelu zawsze było nadzieją; nie ważne czy w gruncie rzeczy było faktycznym z niego wyjściem czy może rozpędzonym pociągiem - wskazywało na to, że można było iść dalej i nie było się zmuszonym do tkwienia w mroku w nieskończoność.
Czekolada rozlała się słodyczą po podniebieniu, oblepiając je i przez moment chyba faktycznie była tym, czego Dora potrzebowała. Zdecydowanie też pomagał fakt, że brygadzista trzymał ją w objęciach, nie pozwalając by nogi ugięły się pod nią, a nawet pomógł jej wstać. Dopiero kiedy zaczął mówić coś więcej, rozbiegane spojrzenie dziewczyny zogniskowało się na nim nieco uważniej, studiując jego rysy twarz i z pewnym zdziwieniem odnajdując w nich znajome detale.
- Nic ci się nie stało? - zapytała z troską, jakby nagle to jego bezpieczeństwo było ważniejsze od jej własnego. Dla niej nie było niczego dziwnego w martwieniu się o innych, szczególnie tych których znała i lubiła, nawet jeśli nie widziała ich od ukończenia szkoły. A Cedric przecież sam właśnie powiedział, że był wtedy w złym miejscu. - Nie - powiedziała nagle, uświadamiając sobie co powiedział dalej i machinalnie zaciskając mocniej palce na jego ręce. - Znaczy, nie trzeba. Nic takiego mi nie jest... - powiedziała powoli, ale przecież wciąż trzymała się go kurczowo, w znajomości jego osoby odnajdując o wiele większe oparcie, niż chciałaby to przyznać. Ta twarz nie kryła się za maską, nie była okrutna i miała dobre słowa - była przeciwieństwem tego, co właśnie ją spotkało. - Nora... tak, to moja znajoma. Ale nie, ja... ja muszę wrócić do domu... - coś ciągnęło Dorę za żołądek i czuła się trochę, jakby nałykała się kamieni. Na Śmierciożercę wpadła przypadkiem i mimochodem, do tego miała zmienioną twarz, ale... nagle uderzyła w nią świadomość i jakieś trwożne pytanie, że co jeśli jej rodzeństwu i ojcu także groziło niebezpieczeństwo.
ZZZZDRRRRRRRRRRRAJCY...
Zaszumiało jej w głowie i nagle szarpnęła się nerwowo, oglądając za siebie, jakby co najmniej kolejny śmierciożerca właśnie wyrósł im za plecami.
- Słyszałeś?
Czekolada rozlała się słodyczą po podniebieniu, oblepiając je i przez moment chyba faktycznie była tym, czego Dora potrzebowała. Zdecydowanie też pomagał fakt, że brygadzista trzymał ją w objęciach, nie pozwalając by nogi ugięły się pod nią, a nawet pomógł jej wstać. Dopiero kiedy zaczął mówić coś więcej, rozbiegane spojrzenie dziewczyny zogniskowało się na nim nieco uważniej, studiując jego rysy twarz i z pewnym zdziwieniem odnajdując w nich znajome detale.
- Nic ci się nie stało? - zapytała z troską, jakby nagle to jego bezpieczeństwo było ważniejsze od jej własnego. Dla niej nie było niczego dziwnego w martwieniu się o innych, szczególnie tych których znała i lubiła, nawet jeśli nie widziała ich od ukończenia szkoły. A Cedric przecież sam właśnie powiedział, że był wtedy w złym miejscu. - Nie - powiedziała nagle, uświadamiając sobie co powiedział dalej i machinalnie zaciskając mocniej palce na jego ręce. - Znaczy, nie trzeba. Nic takiego mi nie jest... - powiedziała powoli, ale przecież wciąż trzymała się go kurczowo, w znajomości jego osoby odnajdując o wiele większe oparcie, niż chciałaby to przyznać. Ta twarz nie kryła się za maską, nie była okrutna i miała dobre słowa - była przeciwieństwem tego, co właśnie ją spotkało. - Nora... tak, to moja znajoma. Ale nie, ja... ja muszę wrócić do domu... - coś ciągnęło Dorę za żołądek i czuła się trochę, jakby nałykała się kamieni. Na Śmierciożercę wpadła przypadkiem i mimochodem, do tego miała zmienioną twarz, ale... nagle uderzyła w nią świadomość i jakieś trwożne pytanie, że co jeśli jej rodzeństwu i ojcu także groziło niebezpieczeństwo.
ZZZZDRRRRRRRRRRRAJCY...
Zaszumiało jej w głowie i nagle szarpnęła się nerwowo, oglądając za siebie, jakby co najmniej kolejny śmierciożerca właśnie wyrósł im za plecami.
- Słyszałeś?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.