20.09.2025, 20:00 ✶
Przesadził. To chyba było już pewne, że przesadził. Powiedział za dużo. Powiedział za mocno. Za bardzo zinterpretował dzisiejszą noc i teraz Anthony… Strach w głosie przyjaciela wciąż obijał mu się echem po głowie.
Po prostu myślał, że…
A może po prostu właśnie nic nie myślał.
Na Merlina, przecież zależało mu na nim, chciał go chronić, a nie przerażać, czy wprawiać w najmniejszy dyskomfort.
A dopiero za to przepraszał!
Gdy skończył rozmawiać z gospodynią, po prostu usiadł ponownie na łóżku w oczekiwaniu na Anthony'ego, z całych sił próbując nie zakładać już, że najlepiej będzie jeśli jednak przynajmniej on wróci dzisiaj do domu.
Wreszcie drzwi się otworzyły, a ku uldze Jonathana Anthony prezentował się tak dobrze jak zwykle i nie wyglądał na szczególnie straumatyzowanego.
A co więcej wręczył mu sweter.
Ich dłonie ponownie się spotkały i Jonathan mógłby przysiąść, że dotyk Shafiqa jeszcze przed chwilą był mniej palący.
A jednak i tak wyczarował mu sweter.
– Dziękuję. Na pewno będzie idealny. Zaraz do ciebie dołączę – powiedział, chcąc jak najszybciej iść do łazienki, aby dać Anthony'emu spokój. Sweter. Dlaczego wyczarował mu sweter, skoro zapewne chciał się od niego zupełnie odciąć? Nic już nie rozumiał. A może jednak… Nie. Na pewno nie. Takie życzenie sprawiło, że teraz był w tej sytuacji.
– Wszystko dobrze? Źle się czujesz?
Szybko zerwał się na równe nogi, gotowy w każdej chwili asekurować Anthony’ego co chyba było słusznym pomysłem, bo Anthony asekuracji najwyraźniej wymagał. W każdym razie nagłe Jonathan zorientował się, że przytrzymuje czarodzieja, z którym miał przecież ograniczyć kontakt fizyczny.
Po prostu myślał, że…
A może po prostu właśnie nic nie myślał.
Na Merlina, przecież zależało mu na nim, chciał go chronić, a nie przerażać, czy wprawiać w najmniejszy dyskomfort.
A dopiero za to przepraszał!
Gdy skończył rozmawiać z gospodynią, po prostu usiadł ponownie na łóżku w oczekiwaniu na Anthony'ego, z całych sił próbując nie zakładać już, że najlepiej będzie jeśli jednak przynajmniej on wróci dzisiaj do domu.
Wreszcie drzwi się otworzyły, a ku uldze Jonathana Anthony prezentował się tak dobrze jak zwykle i nie wyglądał na szczególnie straumatyzowanego.
A co więcej wręczył mu sweter.
Ich dłonie ponownie się spotkały i Jonathan mógłby przysiąść, że dotyk Shafiqa jeszcze przed chwilą był mniej palący.
A jednak i tak wyczarował mu sweter.
– Dziękuję. Na pewno będzie idealny. Zaraz do ciebie dołączę – powiedział, chcąc jak najszybciej iść do łazienki, aby dać Anthony'emu spokój. Sweter. Dlaczego wyczarował mu sweter, skoro zapewne chciał się od niego zupełnie odciąć? Nic już nie rozumiał. A może jednak… Nie. Na pewno nie. Takie życzenie sprawiło, że teraz był w tej sytuacji.
– Wszystko dobrze? Źle się czujesz?
Szybko zerwał się na równe nogi, gotowy w każdej chwili asekurować Anthony’ego co chyba było słusznym pomysłem, bo Anthony asekuracji najwyraźniej wymagał. W każdym razie nagłe Jonathan zorientował się, że przytrzymuje czarodzieja, z którym miał przecież ograniczyć kontakt fizyczny.