22.09.2025, 15:05 ✶
Przyglądał się mężczyźnie przed dłuższą jeszcze chwilę, masując sobie mostek p tym napadzie kaszlu. Chyba jednak jego żart był przestrzelony, no cóż nie pierwszy i nie ostatni raz, to raczej częsty trait tego śmieszka poza kontrolą jakim był Thomas.
- Wiem, ja tylko żartowałem - dodał raczej niemrawo, nie mógł do końca rozgryźć Crowa. Fakt, że nie znał go zbyt dobrze również nie pomagała, biorą pod uwagę jak nieogarnięty w sprawach międzyludzkich był Figg. - Większość? Raczej nie czarodziejów, chyba, że mają styczność z mugolami, wtedy to inna sprawa. - wzruszył ramionami zaciągając się papierosem i patrząc na uchylone okno. Było jeszcze tak wcześnie, dzień się dopiero zaczynał tak naprawdę. - Nie, raczej nie - odpowiedział wydmuchując przez okno dym, ale w przeciwieństwie do Edge'a nie dbał o uformowanie ich w jakikolwiek kształt. Zamiast finezji po prostu kierował się czysta siłą swoich płuc w pozbyciu się papierosowego dymu.
Przez chwilę kiedy tak stali i palili razem papierosy w otwartym oknie kuchni jego siostry. Czuł się o te kilkanaście lat młodszy, zupełnie jakby nigdy nie wyjechał z Anglii, jakby wymykał się po nocach i wracał do domu z nowo poznanymi ludźmi - coś czego nigdy nie robił, a przynajmniej nie w kraju. Posłał delikatny uśmiech swojemu towarzyszowi zupełnie - zdecydowanie lepiej było spędzać z nim czas tutaj niźli w zapomnianej przez boga jaskini, gdzie jak się okazało wszystko chciało ich zabić. Może to nie demon był przeciwnikiem, ale oni sami i ich "chęć" do zgładzenia doppeggengera.
- Nie wiem - powiedział wydmuchując chmurę dymu, która leniwie popłynęła przez okno aby rozwiać się na pokątnej. - Z jednej strony nie chce o tym nigdy wspominać - powiedział przymykając oczy. - Ale z drugiej strony, lepiej wiedzieć jak pokonać bestie - dodał ostrzej niż zamierzał i złapał się na tym, że zacisnął palce mocno na trzymanym papierosie, niemal go gniotąc. Bezwiednie zapragnął zesłać wszystko co najgorsze na tego demona, chełpić się jego cierpieniem i bólem. Wolną dłonią potarł oczy, próbując się opanować, chociaż uciekanie się do rozwiązywania problemu, zwłaszcza TEGO problemu siłą było nader kuszące.
- Wiedza o tym, jak radzić sobie z czymś takim przydać mi się może kiedyś w pracy - dodał wzruszając ramionami, z Voldemortem wiszącym nad Wyspami niczym burzowa chmura ostatnie czego potrzebował to wytaczać osobistą vendettę przeciw jakiemuś demonowi, nie miał na to czasu. Ale jeśli "przypadkiem" na niego trafi...
- A Ty co zamierzasz zrobić? Czy po prostu o tym zapomnieć - przechylił głowę patrząc spod półprzymkniętych powiek na Crowa.
- Wiem, ja tylko żartowałem - dodał raczej niemrawo, nie mógł do końca rozgryźć Crowa. Fakt, że nie znał go zbyt dobrze również nie pomagała, biorą pod uwagę jak nieogarnięty w sprawach międzyludzkich był Figg. - Większość? Raczej nie czarodziejów, chyba, że mają styczność z mugolami, wtedy to inna sprawa. - wzruszył ramionami zaciągając się papierosem i patrząc na uchylone okno. Było jeszcze tak wcześnie, dzień się dopiero zaczynał tak naprawdę. - Nie, raczej nie - odpowiedział wydmuchując przez okno dym, ale w przeciwieństwie do Edge'a nie dbał o uformowanie ich w jakikolwiek kształt. Zamiast finezji po prostu kierował się czysta siłą swoich płuc w pozbyciu się papierosowego dymu.
Przez chwilę kiedy tak stali i palili razem papierosy w otwartym oknie kuchni jego siostry. Czuł się o te kilkanaście lat młodszy, zupełnie jakby nigdy nie wyjechał z Anglii, jakby wymykał się po nocach i wracał do domu z nowo poznanymi ludźmi - coś czego nigdy nie robił, a przynajmniej nie w kraju. Posłał delikatny uśmiech swojemu towarzyszowi zupełnie - zdecydowanie lepiej było spędzać z nim czas tutaj niźli w zapomnianej przez boga jaskini, gdzie jak się okazało wszystko chciało ich zabić. Może to nie demon był przeciwnikiem, ale oni sami i ich "chęć" do zgładzenia doppeggengera.
- Nie wiem - powiedział wydmuchując chmurę dymu, która leniwie popłynęła przez okno aby rozwiać się na pokątnej. - Z jednej strony nie chce o tym nigdy wspominać - powiedział przymykając oczy. - Ale z drugiej strony, lepiej wiedzieć jak pokonać bestie - dodał ostrzej niż zamierzał i złapał się na tym, że zacisnął palce mocno na trzymanym papierosie, niemal go gniotąc. Bezwiednie zapragnął zesłać wszystko co najgorsze na tego demona, chełpić się jego cierpieniem i bólem. Wolną dłonią potarł oczy, próbując się opanować, chociaż uciekanie się do rozwiązywania problemu, zwłaszcza TEGO problemu siłą było nader kuszące.
- Wiedza o tym, jak radzić sobie z czymś takim przydać mi się może kiedyś w pracy - dodał wzruszając ramionami, z Voldemortem wiszącym nad Wyspami niczym burzowa chmura ostatnie czego potrzebował to wytaczać osobistą vendettę przeciw jakiemuś demonowi, nie miał na to czasu. Ale jeśli "przypadkiem" na niego trafi...
- A Ty co zamierzasz zrobić? Czy po prostu o tym zapomnieć - przechylił głowę patrząc spod półprzymkniętych powiek na Crowa.