21.09.2025, 17:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2025, 17:30 przez Elias Bletchley.)
Elias nie miał okazji odpowiedzieć na pytanie swojej... kompanki, gdy zaczęła rozpytywać o kolorową ozdobe, a kiedy przyszło co do czego... Pozwolił się przygwoździć do pobliskiego regału, jednak wynikało to raczej z mieszanki szoku i słabej kondycji fizycznej, niźli braku obaw względem... Jak właściwie powinien ją nazywać? Keyleth? Nicholas? Nicole? Kto wie, które imię jest tym właściwym, pomyślał bezwiednie, mimowolnie przyciskając głowę mocniej do krawędzi regału, jakby w ten sposób mógł zyskać parę cennych centymetrów dystansu, które mogły ocalić mu życie.
Oczywiście, Bletchley był świadomy tego, że nie jest jedynym metamorfomagiem na świecie. Nigdy nie uważał się za jakiś szczególny płatek śniegu tylko przez to, że dysponował tak niecodziennymi... umiejętnościami. W niektórych rodzinach takich osób musiało się rodzić na pęczki! Całe rodzeństwa. Zastępy rodzeństw i kuzynów! Nie powinno go więc dziwić, że spotkał kogoś o podobnych zdolnościach. Po prostu... Nie spodziewał się tego akurat w tej sytuacji. I to jeszcze w swojej świątyni na zapleczu Alchemii.
Błagam. Nie. Wzywać. Pomocy. Key. Nico. Tłumaczenia czarownicy nie miały dla niego żadnego sensu; słowa mieszały się ze sobą, tworząc praktycznie niezrozumiałą kakofonię ludzkich odgłosów. A mimo to Elias wodził wzrokiem po twarzy Keyleth próbując zrozumieć cokolwiek. Szukał odpowiedzi w jej oczach, emocji zmieniających rysy twarzy. Jaki był jej cel? Chciała mu zrobić krzywdę? Przeprosić? Wytłumaczyć? Zabić? Okraść? Porwać? Z jakiegoś powodu ta ostatnia opcja, jakkolwiek irracjonalna, wydała mu się najbardziej przerażająca.
Czarodziej poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku i... Dał się ponieść fali energii, która nim wstrząsnęła. Pozwolił, aby dziedzictwo metamorfomaga wyszło na wierzch. Poczuł jak zmienia się jego twarz, włosy wydłużają się i zmieniają strukturę, aby koniec końców Keyleth objawiła się... Jej całkiem niezła kopia. Nie idealna, ale biorąc pod uwagę, jak chaotyczny był cały proces i tak wyszło mu całkiem nieźle.
— Nie... Zabijaj... Mnie! — wyrzęził Elias, wzdrygając się na to, jak słowa te zatańczyły na jego ustach. — Ja nic nikomu nie zrobiłem! Chodzi o pieniądze? O jakieś długi karciane? Ja... — Nawet jeśli w tej chwili nie wiedział, czy w ogóle jest komuś cokolwiek winien. — Ja oddam! Przysięgam, że oddam!
Skrzywił się, strzelając oczami na wszystkie strony, aby dopiero po chwili zdać sobie sprawę, że jego skóra zmieniła kolor. Dopiero wtedy w głowie zaświtała mu myśl, że chyba przybrał postać swojej... koleżanki? Oprawczyni? Elias odchylił głowę w bok i uniósł ręce w górę, jakby chciał się przygotować na Plaskacza lub nagłe uderzenie w głowę.
Oczywiście, Bletchley był świadomy tego, że nie jest jedynym metamorfomagiem na świecie. Nigdy nie uważał się za jakiś szczególny płatek śniegu tylko przez to, że dysponował tak niecodziennymi... umiejętnościami. W niektórych rodzinach takich osób musiało się rodzić na pęczki! Całe rodzeństwa. Zastępy rodzeństw i kuzynów! Nie powinno go więc dziwić, że spotkał kogoś o podobnych zdolnościach. Po prostu... Nie spodziewał się tego akurat w tej sytuacji. I to jeszcze w swojej świątyni na zapleczu Alchemii.
Błagam. Nie. Wzywać. Pomocy. Key. Nico. Tłumaczenia czarownicy nie miały dla niego żadnego sensu; słowa mieszały się ze sobą, tworząc praktycznie niezrozumiałą kakofonię ludzkich odgłosów. A mimo to Elias wodził wzrokiem po twarzy Keyleth próbując zrozumieć cokolwiek. Szukał odpowiedzi w jej oczach, emocji zmieniających rysy twarzy. Jaki był jej cel? Chciała mu zrobić krzywdę? Przeprosić? Wytłumaczyć? Zabić? Okraść? Porwać? Z jakiegoś powodu ta ostatnia opcja, jakkolwiek irracjonalna, wydała mu się najbardziej przerażająca.
Czarodziej poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku i... Dał się ponieść fali energii, która nim wstrząsnęła. Pozwolił, aby dziedzictwo metamorfomaga wyszło na wierzch. Poczuł jak zmienia się jego twarz, włosy wydłużają się i zmieniają strukturę, aby koniec końców Keyleth objawiła się... Jej całkiem niezła kopia. Nie idealna, ale biorąc pod uwagę, jak chaotyczny był cały proces i tak wyszło mu całkiem nieźle.
— Nie... Zabijaj... Mnie! — wyrzęził Elias, wzdrygając się na to, jak słowa te zatańczyły na jego ustach. — Ja nic nikomu nie zrobiłem! Chodzi o pieniądze? O jakieś długi karciane? Ja... — Nawet jeśli w tej chwili nie wiedział, czy w ogóle jest komuś cokolwiek winien. — Ja oddam! Przysięgam, że oddam!
Skrzywił się, strzelając oczami na wszystkie strony, aby dopiero po chwili zdać sobie sprawę, że jego skóra zmieniła kolor. Dopiero wtedy w głowie zaświtała mu myśl, że chyba przybrał postać swojej... koleżanki? Oprawczyni? Elias odchylił głowę w bok i uniósł ręce w górę, jakby chciał się przygotować na Plaskacza lub nagłe uderzenie w głowę.
(Transmutacja) Jak dobrze wyjdzie transformacja w Keyleth z nerwów? x2
Rzut N 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana