22.09.2025, 12:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2025, 12:53 przez Millie Moody.)
Przypatrywała się Brennie uważnie, a trochę tak jakby w ogóle zobaczyła ją pierwszy raz. No tak... no tak... Tu było wiele rys na tym pięknym szkle i wcale nie podobało jej się to w przypadku jej zwykle energicznej koleżanki, która parła do przodu jak lodołamacz. Zaczęła tasować karty trochę wolniej i pierwszy raz w życiu pojawiła się u niej jakaś wątpliwość. Jakieś szczątki empatii podpowiadające, że to pytanie może być ważniejsze, niż początkowo przypuszczała. A wiedziała - niestety - co potrafi wyjść z tych kart. Krzyż celtycki był wsparciem, ale było tam wiele kart. A potrzebny był konkret. Fokus. Najważniejsza sprawa. Może wystarczyły trzy. W prostocie siła. W trójce moc.
– Dobrze Brenna, zrobimy tak... Ty zaprzysz nam herbaty, a ja skupię się na trzech rzeczach dla Ciebie. Trzy rzeczy. Trzy rzeczy, do pomyślenia, zamiast tego całego... całego węzła. Tej burzy. Trzy rzeczy. Jedna z wczoraj, jedna z dziś i jedna z jutra. – Choć nie wierzyła do końca w rytuały przy wróżeniu, tym razem dotknęła trzech miejsc przed sobą. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Lekcja, uważność i porada. Potasowała jeszcze trochę, poszeptała pytania, zaklinając w słowach nowy układ, by kartom przypadkiem się nie pojebało. I w końcu padły:
Miles zdała sobie sprawę z tego, że jednak może odetchnąć, bo żadne miecze nie przebijały ciała przyjaciółki. Zmrużyła oczy. Spośród tej trójki finalistów, jedna winna ściągnąć jej wzrok, jedna winna być tym... clue nadchodzących zdarzeń, jedna powinna...
pośród krzewów Asa przebiegł drób. Moody zamrugała, bo nie była pewna, ale splot wzmacniający wróżbiarską intuicję nie pozostawiał złudzeń. Kurka oznaczała ciepło domowego ogniska. Warownia została spalona, ale to nie budynek tworzył rodzinę.
Nawet się uśmiechnęła.
– Więc tak... Lekcja z przeszłości mówi o poszukiwaniu celu, o introspekcji, o tym, że odsunęłaś się na pewnym etapie od ludzi, żeby zastanowić się jak to wszystko ogarnąć. To karta ziemi, to karta spokoju ale też takiej no... ciszy. – Moody zbyt skupiona na sobie nie zauważyła tej chwili. Kiedy to było? Przecież ledwie przed miesiącem. – Tu masz teraźniejszość. To księżyc, wodna karta, w dodatku odwrócona. – Tu nie będzie miło - zasępiła się, ale przestała mówić tylko na moment. – To karta wątpliwości i za dużej ilości myśli. Zapadnięcia się w strachu, w koszmarach, w wątpieniu w samego siebie. To bardzo... bardzo trudny czas jest, teraz no... dla Ciebie. Jest noc, a ten mały nypel na górze świeci niby, ale kłamie, a Ty toniesz. Ale.. ale nie martw się, bo..– tu sięgnęła owiele bardziej rozpromieniona po ostatniąkartę. Tego co miało nadejść. – Zobacz, to karta możliwości. Znów ziemia, znów stabilność. As jest świeżym początkiem, a złoto które tu błyszczy w tej dłoni daje nadzieję, że wypełzniesz na brzeg księżycowego bajora, jak ja poprzednio jak walczyliśmy z tą kurwą. Wyjdziesz i zobaczysz nowy ogród. Poczucie... stabilizacji. W rodzinie i bliskich. To brzmi kurewsko wiesz jak z poradnika Czarownicy, ale właśnie tam odnajedziesz spokój i siły by znów zacząć wyznaczać nowe cele. Pragnienia. Kierunki. Trochę Ci zazdroszczę wiesz? Od mojej rodziny to ewentualnie rózga przez łeb, tak będzie fantastycznie na Mabon, ale no, o Tobie mówimy nie omnie.
– Dobrze Brenna, zrobimy tak... Ty zaprzysz nam herbaty, a ja skupię się na trzech rzeczach dla Ciebie. Trzy rzeczy. Trzy rzeczy, do pomyślenia, zamiast tego całego... całego węzła. Tej burzy. Trzy rzeczy. Jedna z wczoraj, jedna z dziś i jedna z jutra. – Choć nie wierzyła do końca w rytuały przy wróżeniu, tym razem dotknęła trzech miejsc przed sobą. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Lekcja, uważność i porada. Potasowała jeszcze trochę, poszeptała pytania, zaklinając w słowach nowy układ, by kartom przypadkiem się nie pojebało. I w końcu padły:
Eremita | odwrócony Księżyc | As denarów
Miles zdała sobie sprawę z tego, że jednak może odetchnąć, bo żadne miecze nie przebijały ciała przyjaciółki. Zmrużyła oczy. Spośród tej trójki finalistów, jedna winna ściągnąć jej wzrok, jedna winna być tym... clue nadchodzących zdarzeń, jedna powinna...
Rzut Symbol 1d258 - 111
Kura (domowe szczęście)
Kura (domowe szczęście)
pośród krzewów Asa przebiegł drób. Moody zamrugała, bo nie była pewna, ale splot wzmacniający wróżbiarską intuicję nie pozostawiał złudzeń. Kurka oznaczała ciepło domowego ogniska. Warownia została spalona, ale to nie budynek tworzył rodzinę.
Nawet się uśmiechnęła.
– Więc tak... Lekcja z przeszłości mówi o poszukiwaniu celu, o introspekcji, o tym, że odsunęłaś się na pewnym etapie od ludzi, żeby zastanowić się jak to wszystko ogarnąć. To karta ziemi, to karta spokoju ale też takiej no... ciszy. – Moody zbyt skupiona na sobie nie zauważyła tej chwili. Kiedy to było? Przecież ledwie przed miesiącem. – Tu masz teraźniejszość. To księżyc, wodna karta, w dodatku odwrócona. – Tu nie będzie miło - zasępiła się, ale przestała mówić tylko na moment. – To karta wątpliwości i za dużej ilości myśli. Zapadnięcia się w strachu, w koszmarach, w wątpieniu w samego siebie. To bardzo... bardzo trudny czas jest, teraz no... dla Ciebie. Jest noc, a ten mały nypel na górze świeci niby, ale kłamie, a Ty toniesz. Ale.. ale nie martw się, bo..– tu sięgnęła owiele bardziej rozpromieniona po ostatniąkartę. Tego co miało nadejść. – Zobacz, to karta możliwości. Znów ziemia, znów stabilność. As jest świeżym początkiem, a złoto które tu błyszczy w tej dłoni daje nadzieję, że wypełzniesz na brzeg księżycowego bajora, jak ja poprzednio jak walczyliśmy z tą kurwą. Wyjdziesz i zobaczysz nowy ogród. Poczucie... stabilizacji. W rodzinie i bliskich. To brzmi kurewsko wiesz jak z poradnika Czarownicy, ale właśnie tam odnajedziesz spokój i siły by znów zacząć wyznaczać nowe cele. Pragnienia. Kierunki. Trochę Ci zazdroszczę wiesz? Od mojej rodziny to ewentualnie rózga przez łeb, tak będzie fantastycznie na Mabon, ale no, o Tobie mówimy nie omnie.