23.10.2022, 11:01 ✶
Ach, Zakazany Las. Niby dawno i nieprawda, a jednak dobrze pamiętała, co się w Hogwarcie działo – kobiet nie dzieliła aż tak duża różnica wieku, żeby nie spotkać się w jednej szkole, w tym samym czasie. W każdym razie…
… była w stanie posądzić Brennę o największe nawet szaleństwo. Część z nich zaliczała do tych dobrych i sama z chęcią brała w nich udział, jak na przykład zaczytywanie się w mugolskiej literaturze, niebezpiecznie zahaczającą o skądinąd prawdziwy świat. Czego pisarze pozostawali błogo nieświadomi.
- No nie wiem, nie wiem. Muszę się nad tym zastanowić. Może to całkiem uzasadniona pycha? - wyrzekła z udawaną powagą, przekomarzając się z kuzynką. Raczej dość oczywiste, że nie zarzuci ręki na kark Erika, nie zwichrzy mu czupryny drugą ręką i nie palnie, jaki to z niego mądry chłopaczek, że tak troszczy się o swą siostrę. A raczej o to, by zapewnić bezpieczeństwo całemu otoczeniu.
W końcu to nie słodki, puchaty kociaczek, tylko smok.
- W istocie, potrafisz być niezwykle skuteczna – zgodziła się z kobietą z pewnym rozbawieniem w głosie. Zadziwiające, jak wiele inni potrafili zrobić, żeby tylko Brenna przestała gadać i suszyć im głowę na wszelkie możliwe sposoby.
- Licytację? A kiedy? - zainteresowała się bliżej. Teoretycznie to nie jej bajka, całkowicie nie jej świat – ale więzy krwi do czegoś w pewnym sensie zobowiązywały. - I zastanowię się, na razie nikt mi nie przychodzi na myśl – obiecała, pośpiesznie grzebiąc w pamięci, kogo by mogła wydać Brennie na pożarcie. - I wiesz, jakbyś potrzebowała jakiejś pomocy z organizowaniem tego wszystkiego, to daj tylko znać – zadeklarowała. I parsknęła, kręcąc głową. Ach, te sowy, no normalnie… cieszyła się, że jej sowa nie odwalała takich rzeczy; jeden problem w życiu mniej.
I w istocie, zgranie grafików z godzinami seansów mogło być bardzo, bardzo trudne. Najwyżej będzie błagać przełożonego o zmianę, ewentualnie współpracowników o zamianę. Wszystko, byleby tylko dopiąć celu.
Niemniej wszystko to stanowiło pieśń przyszłości, póki co…
… obie kobiety się ulotniły, wraz ze swymi łupami.
… była w stanie posądzić Brennę o największe nawet szaleństwo. Część z nich zaliczała do tych dobrych i sama z chęcią brała w nich udział, jak na przykład zaczytywanie się w mugolskiej literaturze, niebezpiecznie zahaczającą o skądinąd prawdziwy świat. Czego pisarze pozostawali błogo nieświadomi.
- No nie wiem, nie wiem. Muszę się nad tym zastanowić. Może to całkiem uzasadniona pycha? - wyrzekła z udawaną powagą, przekomarzając się z kuzynką. Raczej dość oczywiste, że nie zarzuci ręki na kark Erika, nie zwichrzy mu czupryny drugą ręką i nie palnie, jaki to z niego mądry chłopaczek, że tak troszczy się o swą siostrę. A raczej o to, by zapewnić bezpieczeństwo całemu otoczeniu.
W końcu to nie słodki, puchaty kociaczek, tylko smok.
- W istocie, potrafisz być niezwykle skuteczna – zgodziła się z kobietą z pewnym rozbawieniem w głosie. Zadziwiające, jak wiele inni potrafili zrobić, żeby tylko Brenna przestała gadać i suszyć im głowę na wszelkie możliwe sposoby.
- Licytację? A kiedy? - zainteresowała się bliżej. Teoretycznie to nie jej bajka, całkowicie nie jej świat – ale więzy krwi do czegoś w pewnym sensie zobowiązywały. - I zastanowię się, na razie nikt mi nie przychodzi na myśl – obiecała, pośpiesznie grzebiąc w pamięci, kogo by mogła wydać Brennie na pożarcie. - I wiesz, jakbyś potrzebowała jakiejś pomocy z organizowaniem tego wszystkiego, to daj tylko znać – zadeklarowała. I parsknęła, kręcąc głową. Ach, te sowy, no normalnie… cieszyła się, że jej sowa nie odwalała takich rzeczy; jeden problem w życiu mniej.
I w istocie, zgranie grafików z godzinami seansów mogło być bardzo, bardzo trudne. Najwyżej będzie błagać przełożonego o zmianę, ewentualnie współpracowników o zamianę. Wszystko, byleby tylko dopiąć celu.
Niemniej wszystko to stanowiło pieśń przyszłości, póki co…
… obie kobiety się ulotniły, wraz ze swymi łupami.
Koniec sesji