Te najbardziej oczywiste rady często były właśnie tymi najbardziej potrzebnymi właśnie dlatego, że były tak oczywiste. Tak oczywiste, że człowiek często po prostu o nich zapominał, skupiony na zapamiętaniu tych mniej oczywistych szczegółów i przypominał sobie o oczywistości, dopiero gdy dach sypał mu się na głowę. Albo działo się jakieś inne nieszczęście.
Jak teraz, na przykład. Tragedia pięknej posiadłości Anthony'ego pochłaniała właściciela tak bardzo, że ten poruszał się, jak to sam określił, trochę lekkodusznie, niewzruszony widmem ewentualnych klątw, do których pozbycia się wezwał swojego ciotecznego siostrzeńca. Jessie pewnie powinien był wcześniej upomnieć wuja, by zachował ostrożność. Na szczęście Lazarus nadał tej oczywistości głos i po jego słowach Jessie wyprostował się trochę bardziej. Tak, jeżeli w domostwie była jakaś klątwa, z całą pewnością nie chcieli jej odkryć przez właśnie aktywowanie jej.
Nowe pomieszczenie, tak przyjemnie przestronne i rozświetlone, było jak szklanka zimnej wody dla spragnionego w upale. Szkło chrupnęło mu pod butami i pierw podniósł najpierw jedną potem drugą nogę, oglądając podeszwy, czy żaden z odłamków się nie wbił. Na szczęście nie wbiło się nic. Następne dwa kroki w bok uwolniły spod jego butów te kilka odłamków, kiedy Lazarus zgarniał je na korytarz. A potem wyszli z gabinetu.
-A mi było smutno, że mi samochód zniszczyli - mruknął sam do siebie, kiedy tematem rozmowy znów stała się smocza figurka, podniszczona przez szkło.
Na drugi samochód mógł uzbierać pieniądze - nie stanie się to z pewnością szybko, ale było to możliwe do zrobienia. Mógł znaleźć taki sam albo podobny model, ale ten smok... Jadeit... Oryginał... Zniszczony oryginał, nawet po ewentualnej naprawie, nie wróci do wcześniejszej świetności, bo przecież skazy zostaną. A drugi takie egzemplarz może i gdzieś istnieje, ale nie będzie to to samo - bo będzie to jedynie replika.
I spróbuj znaleźć kogoś, kto podejmie się odratowania takiego artefaktu.
Tak więc parter i wschodnie skrzydło... Pokiwał powoli głową, gdy Lazarus mówił do Anthony'ego.
-Był pan klątwołamaczem, panie Lovegood? - spytał po chwili, przechylając głowę lekko w bok
Pytanie zadane było spokojnym tonem, używanym w zwykłej rozmowie, ale usłyszeć można było w nim nutę zainteresowania. Również w oczach młodego chłopaka pojawiła się znajoma iskierka.
Ciekawość.
!Strach przed imieniem
Rzucam teraz, bo oczywiście przypomniałam sobie o tym w trzeciej kolejce