22.09.2025, 20:09 ✶
- Głupie to będzie jak jako jedyny nie będziesz przebrany. To ma być część naszego wizerunku jako grupy - jakże rezolutnie zauważył - na pewno będziemy się tym wyróżniać, co dodatkowo pozwoli nam zapaść im w pamięć. Poza tym, ludzie którzy chcą się pozbywać klątw nigdy nie przejmowali się tym jak wyglądam im chodzi o efekt, a nie żeby ratował ich ktoś z niczym z wystawy Madam Malkin czy okładki Czarownicy - postanowił podważyć słowa Basiliusa faktami i cóż, nomen omen doświadczeniem. Gdyby faktycznie wygląd miał być wyznacznikiem tego czy ktoś dostanie zlecenie, to on miałby z tym mocny problem nie jeden raz, patrząc na to jak niedbale podchodził do własnego ubierania się. Miał jeszcze coś dodać, kiedy pytanie Millie bardzo skutecznie zamknęło mu usta. Szczególnie, że nie mógł spojrzeć na nią, rzucić spojrzenia mówiącego więcej niż tysiąc słów. Ale no nie miał jak, dodatkowo obecność Prewetta nie ułatwiała sytuacji. Nie to że go krępował, ale jednak... Thomas nie był nigdy wylewny, dlatego rozmawianie o swoich uczuciach nie było dla niego łatwe dla tych, którzy nie dostali się na stałe za jego mury samotności.
- Wiesz, o byciu w zakonie i z czym to jest związane - powiedział po chwili ciszy, kiedy wreszcie udało mu się jakoś wykaraskać z tego impasu czymś innym niż wykrzyczeniem jej "o tym pocałunku na do widzenia". O tak, zdecydowanie poczuł się z siebie dumny, aż pokazał jej język. Czasami zachowywał się nad wyraz infantylnie jak na ponad trzydziestoletniego faceta. Wydobywała z niego tego figlarnego, małego dzieciaka, który jak zakładał Figg już dawno przestał istnieć, a jednak...
Tylko ogólne rozbawienie nie trwało długo. Kolejna śmierć, osoby, która nie stała z boku bezczynnie. Czy umarła z powodu tych podpaleń? Pewnie tak, skoro pracowała z Zakonem. Pewnie nie ona jedna i nie ostatnia - dobrze wiedział, że nie każdy zapewne wyjdzie bez szwanku z tej nocy, sam był dobrym przykładem, ale nie mógł porównywać się do innych, on wyślizgnął się z tego praktycznie bez szwanku, a inni? Nie poczuł smutku, to co się w nim zakotłowało to wściekłość. Śmierć niewinnych bolała najbardziej. Zacisnął pięści tak mocno, ze paznokcie znaczyły krwawe ślady wewnątrz dłoni - tyle niepotrzebnych śmierci, tyle cierpienia niewinnych. Jedynymi, którzy powinni cierpieć i ginąć to poplecznicy Voldemorta.
Tak, dobrze, użyj tej nienawiści, idź i siej cierpienie!
Głos wbrew pozorom sprowadził go na ziemię, bo faktycznie myślał już o tym, żeby ruszyć na poszukiwania śmierciożerców, aby się z nimi "rozprawić". Delikatnie potrząsnął głową, jak kot, któremu na uchu usiadła mucha.
- W kuchni są ziemniaki, możemy sobie z nich zrobić ordery - rzucił dla rozluźnienia, choć teraz już nie niosło to aż tak zabawnej nuty jak powinno.
- Mam nadzieję, bo wykorzystam limit myślenia na całą dekadę w przód i potem będę takim warzywem bezmyślnym - zażartował z cichym chichotem. Ale faktycznie wolałby szybciej niż później odzyskać możliwość widzenia. Jeden dzień był niewidomy, a już rozmyślał nad tym czy nie można stworzyć jakiejś protezy, która pomaga innym patrzeć mimo utraty wzroku? Będzie musiał się temu przyjrzeć później.
- Dobra, obiecuje nie krzyczeć nawet jak kłamałeś i okaże się, że siedzisz tu teraz w spandeksie - uśmiechną się niewinnie po tej uwadze i jeszcze odpowiedział na pytania. - Zawroty głowy tak, ale to przez nią a nie rany - chciał wskazać paluchem na Millie, ale jedyne co zrobił to dźgnął w ramię Basiliusa. - Ah, przepraszam. Tak naprawdę poza swędzeniem to nic nie czułem - złożył potulnie raport przed magomedykiem.
- Wczoraj wszyscy padliśmy jak kawki, ale po wczorajszych wydarzeniach szklanka czegoś mocniejszego nie byłaby złym pomysłem, moglibyśmy też wypić za tych... no za tych, którzy odeszli - zakończył nieco kulawo, nie musieli przecież chlać na umór, ale choć trochę przytępić zmysły, żeby łatwiej było zapomnieć o koszmarach wczorajszych. Mimo, że dobrze wiedział, że nijak to m się tak nie uda.
- A to nie będzie dla niego wymówka, że przegrywa bo jest dwóch na jednego? - zapytał półgębkiem Millie, ale Prewett przecież idealnie mógł to usłyszeć, przecież siedział tuż obok niego mając mu zdjąć opatrunek.
- Wiesz, o byciu w zakonie i z czym to jest związane - powiedział po chwili ciszy, kiedy wreszcie udało mu się jakoś wykaraskać z tego impasu czymś innym niż wykrzyczeniem jej "o tym pocałunku na do widzenia". O tak, zdecydowanie poczuł się z siebie dumny, aż pokazał jej język. Czasami zachowywał się nad wyraz infantylnie jak na ponad trzydziestoletniego faceta. Wydobywała z niego tego figlarnego, małego dzieciaka, który jak zakładał Figg już dawno przestał istnieć, a jednak...
Tylko ogólne rozbawienie nie trwało długo. Kolejna śmierć, osoby, która nie stała z boku bezczynnie. Czy umarła z powodu tych podpaleń? Pewnie tak, skoro pracowała z Zakonem. Pewnie nie ona jedna i nie ostatnia - dobrze wiedział, że nie każdy zapewne wyjdzie bez szwanku z tej nocy, sam był dobrym przykładem, ale nie mógł porównywać się do innych, on wyślizgnął się z tego praktycznie bez szwanku, a inni? Nie poczuł smutku, to co się w nim zakotłowało to wściekłość. Śmierć niewinnych bolała najbardziej. Zacisnął pięści tak mocno, ze paznokcie znaczyły krwawe ślady wewnątrz dłoni - tyle niepotrzebnych śmierci, tyle cierpienia niewinnych. Jedynymi, którzy powinni cierpieć i ginąć to poplecznicy Voldemorta.
Tak, dobrze, użyj tej nienawiści, idź i siej cierpienie!
Głos wbrew pozorom sprowadził go na ziemię, bo faktycznie myślał już o tym, żeby ruszyć na poszukiwania śmierciożerców, aby się z nimi "rozprawić". Delikatnie potrząsnął głową, jak kot, któremu na uchu usiadła mucha.
- W kuchni są ziemniaki, możemy sobie z nich zrobić ordery - rzucił dla rozluźnienia, choć teraz już nie niosło to aż tak zabawnej nuty jak powinno.
- Mam nadzieję, bo wykorzystam limit myślenia na całą dekadę w przód i potem będę takim warzywem bezmyślnym - zażartował z cichym chichotem. Ale faktycznie wolałby szybciej niż później odzyskać możliwość widzenia. Jeden dzień był niewidomy, a już rozmyślał nad tym czy nie można stworzyć jakiejś protezy, która pomaga innym patrzeć mimo utraty wzroku? Będzie musiał się temu przyjrzeć później.
- Dobra, obiecuje nie krzyczeć nawet jak kłamałeś i okaże się, że siedzisz tu teraz w spandeksie - uśmiechną się niewinnie po tej uwadze i jeszcze odpowiedział na pytania. - Zawroty głowy tak, ale to przez nią a nie rany - chciał wskazać paluchem na Millie, ale jedyne co zrobił to dźgnął w ramię Basiliusa. - Ah, przepraszam. Tak naprawdę poza swędzeniem to nic nie czułem - złożył potulnie raport przed magomedykiem.
- Wczoraj wszyscy padliśmy jak kawki, ale po wczorajszych wydarzeniach szklanka czegoś mocniejszego nie byłaby złym pomysłem, moglibyśmy też wypić za tych... no za tych, którzy odeszli - zakończył nieco kulawo, nie musieli przecież chlać na umór, ale choć trochę przytępić zmysły, żeby łatwiej było zapomnieć o koszmarach wczorajszych. Mimo, że dobrze wiedział, że nijak to m się tak nie uda.
- A to nie będzie dla niego wymówka, że przegrywa bo jest dwóch na jednego? - zapytał półgębkiem Millie, ale Prewett przecież idealnie mógł to usłyszeć, przecież siedział tuż obok niego mając mu zdjąć opatrunek.