23.09.2025, 02:29 ✶
Uśmiechnęła się lekko i bardzo ugodowo, bo rozmowa o plecach odbywana już była przynajmniej tysiąc razy. Woody, albo raczej jego złociste serduszko, miał tendencję do zbierania z ulicy przybłęd - i chwała mu za to! Ale jednocześnie wszystkie te jego znajdy miały kocią mordę i kiedy tylko wyczuwały słabość to zaraz się nią interesowały. Bolące plecki? Ojojoj, dziadku proszę usiądź. Chowały się za tym oczywiście dobre intencje, ale chyba nikt w Rejwachu nie byłby sobą, gdyby nie dodał do tego łyżeczki zgryźliwości. Kiedy więc coś Clemensa bolało, to jego dzieciaczki zawsze chciały dla niego jak najlepiej, a on okropnie się przed tym wzbraniał.
- Pomodlę się o to specjalnie podczas Mabon - zgodziła się grzecznie. Obstawiała jednak, że życie miało dla niej dwie ścieżki; albo ją w jego wieku absolutnie nic nie będzie bolało, ale tak całkiem naprawdę, albo będzie konkretnie połamana, ale jednocześnie w grobie.
Cała ta sytuacja z dziwkami McKinnonów i gnijącymi cyckami to była kolejka górska, która mimo wzlotów to nieuchronnie jednak zmierzała ku upadkowi i Asena była bardzo w sumie zadowolona, że ostatecznie temat został ucięty. Ważne że rezygnowali z dostawiania kurew pod drzwi.
- Jak możesz?! - oburzyła się wyraźnie, bo jeszcze czego że by takie rzeczy zmyślała. - No przecież mam takie okulary. Uczciwie je ukradłam klientowi! Znaczy zostawił - zmarszczyła brwi, bo może i te lody to była bajera, ale okulary już jak najbardziej były prawdziwe. Nie miała ich dzisiaj na sobie tylko dlatego, że jej nie pasowały do biznesowej prezentacji. - Cała? - Asena spojrzała na Tarpa jakby postradał zmysły, a wbrew pozorom robiła to bardzo rzadko. - No chyba sobie właśnie ze mnie żartujesz. Dowóz miotłami to będzie większość tego przedsięwzięcia, obawiam się, to jak on tak niby ma brać całość? Połowę co najwyżej, już też nie będzie nam dawał swoich najlepszych ludzi tylko na bank jakichś pachołów, bo reszta musi się obowiązkowo pałować pod monopolowym na skrzyżowaniu Nokturna i Horyzontalnej, a inni walić konia przy schodkach na Podziemne. On się powinien cieszyć, że my z taką propozycją do niego przychodzimy w ogóle, bo biznes to jest biznes - zdenerwowała się nawet nieco i ton jej zabrzmiał bardziej rzeczowo niż sobie tego w tym momencie życzyła. - Zastanowiłabym się bardziej, jak trafić do klienta. Ta, zniżka dla Harpii powinna być dobra, ale klient musi wiedzieć żeby do nas wracać. Program lojalnościowy? Gdyby przypadkiem ktoś próbował nam zajebać pomysł to musimy mieć z miejsca przewagę. Wejść mocno na rynek - dźgnęła palcem blat stołu i na moment zastygła, patrząc Woody'emu prosto w oczy. - Przecież ty nie masz prawa jazdy. Rozbijesz się o pierwszy lepszy zakręt na wyjeździe z Nokturna.
- Pomodlę się o to specjalnie podczas Mabon - zgodziła się grzecznie. Obstawiała jednak, że życie miało dla niej dwie ścieżki; albo ją w jego wieku absolutnie nic nie będzie bolało, ale tak całkiem naprawdę, albo będzie konkretnie połamana, ale jednocześnie w grobie.
Cała ta sytuacja z dziwkami McKinnonów i gnijącymi cyckami to była kolejka górska, która mimo wzlotów to nieuchronnie jednak zmierzała ku upadkowi i Asena była bardzo w sumie zadowolona, że ostatecznie temat został ucięty. Ważne że rezygnowali z dostawiania kurew pod drzwi.
- Jak możesz?! - oburzyła się wyraźnie, bo jeszcze czego że by takie rzeczy zmyślała. - No przecież mam takie okulary. Uczciwie je ukradłam klientowi! Znaczy zostawił - zmarszczyła brwi, bo może i te lody to była bajera, ale okulary już jak najbardziej były prawdziwe. Nie miała ich dzisiaj na sobie tylko dlatego, że jej nie pasowały do biznesowej prezentacji. - Cała? - Asena spojrzała na Tarpa jakby postradał zmysły, a wbrew pozorom robiła to bardzo rzadko. - No chyba sobie właśnie ze mnie żartujesz. Dowóz miotłami to będzie większość tego przedsięwzięcia, obawiam się, to jak on tak niby ma brać całość? Połowę co najwyżej, już też nie będzie nam dawał swoich najlepszych ludzi tylko na bank jakichś pachołów, bo reszta musi się obowiązkowo pałować pod monopolowym na skrzyżowaniu Nokturna i Horyzontalnej, a inni walić konia przy schodkach na Podziemne. On się powinien cieszyć, że my z taką propozycją do niego przychodzimy w ogóle, bo biznes to jest biznes - zdenerwowała się nawet nieco i ton jej zabrzmiał bardziej rzeczowo niż sobie tego w tym momencie życzyła. - Zastanowiłabym się bardziej, jak trafić do klienta. Ta, zniżka dla Harpii powinna być dobra, ale klient musi wiedzieć żeby do nas wracać. Program lojalnościowy? Gdyby przypadkiem ktoś próbował nam zajebać pomysł to musimy mieć z miejsca przewagę. Wejść mocno na rynek - dźgnęła palcem blat stołu i na moment zastygła, patrząc Woody'emu prosto w oczy. - Przecież ty nie masz prawa jazdy. Rozbijesz się o pierwszy lepszy zakręt na wyjeździe z Nokturna.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine