23.09.2025, 14:01 ✶
Wszystko układało się po jego myśli. Dostał dokładnie to, co chciał, choć nie spodziewał się tego, jak bardzo i jak szybko kobieta przejmie inicjatywę. Przyjął zmianę pozycji, w wyniku której musiał patrzyć na nią z dołu, z rozmarzonym wyrazem twarzy. Na jego ustach na stałe zagościł podekscytowany uśmieszek, zaś jego wzrok bezwstydnie wędrował po odsłoniętych częściach jej ciała. W jego oczach seksapil aż z niej kipiał i to nie mimo nieperfekcyjnego wyglądu, ale dzięki niemu. Nierówny makijaż, niewyspane oczy, każdy odstający, nierówno ułożony kosmyk włosów wyrażał jej dzikość i pasję, których był świadkiem poprzedniej nocy. A tych właśnie rzeczy pragnął w tym momencie najbardziej.
- Staraj się dalej, a czuję, że zasłużysz na to wszystko i na jeszcze więcej - pochwalił ją, choć tak naprawdę słowa nie były koniecznie: jego twarz wyrażała w pełni jak zadowolony w tym momencie był.
Popełnił błąd. Dosyć głupi. Mógł nie wspominać jej nazwiska. Gdyby poczekał, to mogliby się zabawić, a na sam koniec, gdy już emocje opadną i ciśnienie z nich zejdzie, przedstawiłby się i uświadomiłby jej, że już się kiedyś poznali. A tak niepotrzebnie ryzykował, że partnerka oprzytomnienie, przypomni sobie o możliwych konsekwencjach ich szaleństw i przyjmie bardziej powściągliwą postawę. Wstrzymał na chwilę oddech, potwierdził krótkim skinięciem głowy to, że jest czarodziejem, po czym odetchnął z ulgą widząc, że Miles nie poruszył dźwięk swojego nazwiska na tyle, by zejść ze swojego partnera i nabrać dystansu.
Dał jej przejąć inicjatywę. Nie siłował się z nią, pozwalając bez żadnego oporu, by przełożyła jego ręce nad głowę, choć gdy nachyliła się by to zrobić, wykorzystał okazję do tego, by ją pocałować. Zaatakował usta Moody mocno, nie hamując się, wyrażając w ten sposób pragnienie, które mimo całej nocy zaspokajania, ponownie się w nim pojawiło.
- Moje imię to sekret, pani detektyw. Podobnie jak to skąd cię znam - odparł. Spojrzał jej głęboko w oczy oraz napiął swoje mięśnie. Tak naprawdę nie obchodziło go to, czy jest aurorką czy brygadzistką (nawet nie potrafił obu posad między sobą rozróżnić) czy jeszcze kimś innym, czy go pamiętała, czy pozna jego imię czy nie. Tylko się silił na poważny ton. Bawił się nią. Testował. Sprawdzał, jak daleko się posunie w tej zabawie. - Jakiej metody użyjesz, żeby wyciągnąć informacje od podejrzanego? - rzucił jej wyzwanie.
- Staraj się dalej, a czuję, że zasłużysz na to wszystko i na jeszcze więcej - pochwalił ją, choć tak naprawdę słowa nie były koniecznie: jego twarz wyrażała w pełni jak zadowolony w tym momencie był.
Popełnił błąd. Dosyć głupi. Mógł nie wspominać jej nazwiska. Gdyby poczekał, to mogliby się zabawić, a na sam koniec, gdy już emocje opadną i ciśnienie z nich zejdzie, przedstawiłby się i uświadomiłby jej, że już się kiedyś poznali. A tak niepotrzebnie ryzykował, że partnerka oprzytomnienie, przypomni sobie o możliwych konsekwencjach ich szaleństw i przyjmie bardziej powściągliwą postawę. Wstrzymał na chwilę oddech, potwierdził krótkim skinięciem głowy to, że jest czarodziejem, po czym odetchnął z ulgą widząc, że Miles nie poruszył dźwięk swojego nazwiska na tyle, by zejść ze swojego partnera i nabrać dystansu.
Dał jej przejąć inicjatywę. Nie siłował się z nią, pozwalając bez żadnego oporu, by przełożyła jego ręce nad głowę, choć gdy nachyliła się by to zrobić, wykorzystał okazję do tego, by ją pocałować. Zaatakował usta Moody mocno, nie hamując się, wyrażając w ten sposób pragnienie, które mimo całej nocy zaspokajania, ponownie się w nim pojawiło.
- Moje imię to sekret, pani detektyw. Podobnie jak to skąd cię znam - odparł. Spojrzał jej głęboko w oczy oraz napiął swoje mięśnie. Tak naprawdę nie obchodziło go to, czy jest aurorką czy brygadzistką (nawet nie potrafił obu posad między sobą rozróżnić) czy jeszcze kimś innym, czy go pamiętała, czy pozna jego imię czy nie. Tylko się silił na poważny ton. Bawił się nią. Testował. Sprawdzał, jak daleko się posunie w tej zabawie. - Jakiej metody użyjesz, żeby wyciągnąć informacje od podejrzanego? - rzucił jej wyzwanie.