To, co działo się tej pamiętnej nocy, widzieli wszyscy. Byli tego świadkami. Ale też część z nich, jest za to odpowiedzialna. W tym Travers. Rozglądając się, dostrzegł iż przesuwając głazy, nie wycelował w to miejsce. Żaden też kontener nie znalazł się w tym wnętrzu. Również nikt z jego towarzyszy jakoś nie uszkodził tego miejsca zbyt mocno, skoro Lupin zapewnił, że fundamenty są nadal na swoim miejscu. Jedynie ogień zrobił swoje. O czym świadczył sam zapach i liczne zniszczenia wywołane przez niszczycielski żywioł.
W przeciwieństwie do Osirisa, Nicholas zachowywał powagę. Nie uśmiechał się. Wciąż był sobą, tą znaną z chłodnego podejścia do wszystkiego osobą. Słuchał odpowiedzi Lupina, nawet gdy swoje spojrzenie utkwił na długo w odcisku dłoni na ścianie. Na tyle długo, aż postanowiła zniknąć. Zmienić swoje miejsce.
- Z chęcią.Ograniczał picie alkoholu, ale na jeden kieliszek czy szklankę robił wyjątek. Umiał zachować umiar. Przy czym, skorzysta z gościnności, aby móc porozmawiać na kilka tematów dla siebie ważnych. Udzielając odpowiedzi, skierował swoją uwagę na gospodarza.
- Planujesz odbudowę tego miejsca?
Pociągnął neutralny temat. Wyrażając zainteresowanie miejscem pracy Lupina. Czy może ma w planie zrobić z tym coś innego? Odpuścić? Otworzyć się gdzie indziej?
Rozglądając się ponownie, szukał odpowiedniego miejsca, gdzie mogliby usiąść i porozmawiać. Czy może przejdą na zaplecze? Takie rozwiązanie wolałby jak bardziej. Jak najdalej nieodpowiednich oczu i uszu innych osób, gdyby nawet jakimś cudem przechodzili. Szyby, choć brudne, nie zawsze były dobrą "zasłoną" danego miejsca. Lecz czy były tutaj jakieś warunku odpowiednie na spokojną i prywatną rozmowę? O to, zapyta później.