24.09.2025, 17:43 ✶
Dla Jonathana te wszystkie jego gesty wokół Anthony'ego, które prowadziły do fizycznego kontaktu, były czymś tak naturalnym i oczywistym, jak rzucanie prostego zaklęcia. Tak samo jak to, że chociaż Shafiq na jego słowne zaczepki jeszcze się odgryzał, tak w przypadku dotyku Jonathan nie zakładał nigdy większej odpowiedzi. Jaki był więc jego zachwyt, gdy prosta czynność układania włosów, która powinna zakończyć się na tym, że Selwyn, gdy już skończy, zaraz się odsunie, spotkała się z dość bezczelnym odwróceniem jego uwagi od antoniuszowych kosmyków.
– Podoba mi się to – wyszeptał, chociaż słowo podoba w tym momencie zdecydowanie było pewnym niedoszacowaniem, gdy serce wciąż biło jak szalone, a głowa powoli przestawała rozumieć, czemu rozwalone łóżko było jakimkolwiek problemem, gdy obok były ściana, podłoga i prysznic.
– Cieszę się, że mogę inspirować cię do tak wybitnych historii, nawet jeśli służą one do zakrywania twoich zbrodni na tym biednym łóżku. – On leżał. To Tony za bardzo się ruszał. Za bardzo jak na standardy łóżka. Nie jego własne.
Czekałem na ciebie przez całe życie.
Słowa te wyrwały Jonathanowi powietrze z płuc, tak że jedyne, na co się zdobył to zaczepny uśmiech, po którym szybko skierował spojrzenie na swój kufer podróżny, by w końcu się oporządzić.
Gdy Anthony już wyszedł, nie było czasu na położenie się na podłodze w akompaniamencie westchnień, czy też, chociażby na oparcie czoła o chłodne lustro, by uspokoić oddech, lub przynajmniej myśleć o tym długo pod prysznicem. Dał więc szczęściu płynąć przez siebie, gdy szybko, lecz dokładnie doprowadzał się do porządku.
Czekałem na ciebie.
Wszystko było już na swoim miejscu. Skóra umyta. Kosmetyki nałożone. Koszula zapięta. Spodnie założone. Włosy ułożone. Sweter nałożony.
Przez całe życie.
Jonathan dotknął palcami magicznie miękkiego materiału.
Czuł, że powinien się bardziej bać. Niepokoić tym, co się stało i jak to zaważy na ich przyjaźni, ale… Czuł się naprawdę w tym wszystkim bezpiecznie, nawet jeśli uświadomił sobie, że w jednym miał rację – rzeczywiście był to koniec ich przyjaźni taką, jaką znali. Mylił się natomiast w tym, że po jesieni tej znajomości nastąpiłaby zima, bo najwyraźniej los postanowił przemienić ją od razu w wiosnę.
– Podoba mi się to – wyszeptał, chociaż słowo podoba w tym momencie zdecydowanie było pewnym niedoszacowaniem, gdy serce wciąż biło jak szalone, a głowa powoli przestawała rozumieć, czemu rozwalone łóżko było jakimkolwiek problemem, gdy obok były ściana, podłoga i prysznic.
– Cieszę się, że mogę inspirować cię do tak wybitnych historii, nawet jeśli służą one do zakrywania twoich zbrodni na tym biednym łóżku. – On leżał. To Tony za bardzo się ruszał. Za bardzo jak na standardy łóżka. Nie jego własne.
Czekałem na ciebie przez całe życie.
Słowa te wyrwały Jonathanowi powietrze z płuc, tak że jedyne, na co się zdobył to zaczepny uśmiech, po którym szybko skierował spojrzenie na swój kufer podróżny, by w końcu się oporządzić.
Gdy Anthony już wyszedł, nie było czasu na położenie się na podłodze w akompaniamencie westchnień, czy też, chociażby na oparcie czoła o chłodne lustro, by uspokoić oddech, lub przynajmniej myśleć o tym długo pod prysznicem. Dał więc szczęściu płynąć przez siebie, gdy szybko, lecz dokładnie doprowadzał się do porządku.
Czekałem na ciebie.
Wszystko było już na swoim miejscu. Skóra umyta. Kosmetyki nałożone. Koszula zapięta. Spodnie założone. Włosy ułożone. Sweter nałożony.
Przez całe życie.
Jonathan dotknął palcami magicznie miękkiego materiału.
Czuł, że powinien się bardziej bać. Niepokoić tym, co się stało i jak to zaważy na ich przyjaźni, ale… Czuł się naprawdę w tym wszystkim bezpiecznie, nawet jeśli uświadomił sobie, że w jednym miał rację – rzeczywiście był to koniec ich przyjaźni taką, jaką znali. Mylił się natomiast w tym, że po jesieni tej znajomości nastąpiłaby zima, bo najwyraźniej los postanowił przemienić ją od razu w wiosnę.
Koniec sesji