20.02.2023, 14:29 ✶
Dziwny był ten klient. Taki rozemocjonowany, a powietrze aż zgęstniało do jego strachu. Czy coś mu grozi? Czy niebezpieczeństwo chciało go chwycić i skrócić mu życie? Czyżby polował na niego Śmierciożerca? To wyjaśniałoby nagły atak strachu. To oznacza, że nie może wypuścić mężczyzny z klubokawiarni do momentu aż nie przybędzie Nora, Erik, Brenna, Fergus… ktokolwiek z najbardziej zaznajomionych. Śmiech Salema zgasł, ta dziwna wesołość została brutalnie zgnieciona zapachem strachu i przerażenia bijącego od Theodore'a. Nie potrafił zrozumieć dlaczego akurat na niego teraz spoglądał z takimi obawami… z drugiej strony nie był zbyt dobry w poprawnym odczytywaniu intencji ludzkich. Może to po prostu taka reakcja na strach o swoje życie?
- Więc proszę tu zostać i nie wychodzić zza róg klubokawiarni. Najlepiej będzie jeśli pan tu zostanie do czasu aż przyjdzie ktoś bardziej wykwalifikowany.- wyjawił swój plan, mając nadzieję, że Nora niedługo przyjdzie i zajmie się sytuacją. Będzie mogła zawołać Brennę, a ta znowuż dowie się co się stało Theodore'owi skoro ten boi się wyjść za róg kawiarni. Ta rozmowa była interpretowana przez nich w skrajnościach. Puchary rudy ogon Salema zwinął się na końcówce a sierść nieco się zjeżyła co oznaczało niepokój. Usiadł na stoliku przy którym siedział sparaliżowany i blady ze strachu mężczyzna.
- Kiepsko pan wygląda. Niedługo powinna przyjść właścicielka tej klubokawiarni i zapewniam, że wówczas wszelkie problemy pana opuszczą. Proszę powiedzieć więcej o swojej rodzinie. Pana dzieci potrzebują pomocy, tak?- zagadywał go tak, jak to miał w zwyczaju. Nie spuszczał z niego oka, pilnował go… aby nie wyszedł skoro coś ewidentnie mu zagraża. Nie miał pojęcia, że to kocia obecność doprowadziła dorosłego mężczyznę do takiego stanu.
- Więc proszę tu zostać i nie wychodzić zza róg klubokawiarni. Najlepiej będzie jeśli pan tu zostanie do czasu aż przyjdzie ktoś bardziej wykwalifikowany.- wyjawił swój plan, mając nadzieję, że Nora niedługo przyjdzie i zajmie się sytuacją. Będzie mogła zawołać Brennę, a ta znowuż dowie się co się stało Theodore'owi skoro ten boi się wyjść za róg kawiarni. Ta rozmowa była interpretowana przez nich w skrajnościach. Puchary rudy ogon Salema zwinął się na końcówce a sierść nieco się zjeżyła co oznaczało niepokój. Usiadł na stoliku przy którym siedział sparaliżowany i blady ze strachu mężczyzna.
- Kiepsko pan wygląda. Niedługo powinna przyjść właścicielka tej klubokawiarni i zapewniam, że wówczas wszelkie problemy pana opuszczą. Proszę powiedzieć więcej o swojej rodzinie. Pana dzieci potrzebują pomocy, tak?- zagadywał go tak, jak to miał w zwyczaju. Nie spuszczał z niego oka, pilnował go… aby nie wyszedł skoro coś ewidentnie mu zagraża. Nie miał pojęcia, że to kocia obecność doprowadziła dorosłego mężczyznę do takiego stanu.