24.09.2025, 19:04 ✶
Popatrzył na Morpheusa bardzo uważnie, szczególnie po tych słowach Dzięki matce i aż mu się uśmiech figlarny przybłąkał przez usta.
- A tam, ta Matka nie miała z tym nic wspólnego. Nie mam tego komfortu pozwolenia sobie na bycie poranionym, bo jeszcze by się matka martwiła. A nie daj Merlinie bym umarł, to dopiero by mi dała do wiwatu, wolę o tym nie myśleć - wzdrygnął się z udawanym przestrachem, bo co jak co, ale nigdy go złe relacje z rodzicielką nie dotyczyły. Nie do końca normalne, to już coś innego, bo przecież był nią zafascynowany.
Zwrócił się ponownie ku Scarlett, aby usłyszeć jej odpowiedzi i teraz to już nie powstrzymał szerokiego uśmiechu, był dumny? No jak paw! Na szczęście dla wszystkich obecnych w tym mieszkaniu, nie posiadał tak bujnego obegna, do rozłożenia - w sumie to nie miał żadnego ogona.
- Wiesz, jakbym znowu czekał na odpowiedni moment to jeszcze by kolejny budynek wybuchł - powiedział żartobliwie. - Musimy tylko znaleźć kawiarnie możliwie jak najdalej dworców - dodał jeszcze tym razem cicho chichocząc z własnego dowcipu.
- Słyszałem, nigdy bym nie pomyślał, że można czarować bez magii, a jednak coś w tej jej muzyce było... Wiesz, jakby każda nuta niosła za sobą coś więcej niż tylko dźwięk - wykonał nieokreślony ruch dłońmi w powietrzu, próbując jakby gestem opisać to czego nie był w stanie przekazać słowami. Theo był jednak nad wyraz żywiołowy, być może to dlatego tak trudniej było mu korzystać ze swojego daru, który "odziedziczył" po Longbottomie i pod jego pieczą rozwijał. Ale młodość kierowała się własnymi zasadami, które nie zawsze szły w parze z dystyngowanym spokojem i opanowaniem jakie obrazował Morpheus.
- Dopiero co wróciłeś z Egiptu i już idziesz wypływasz? - zapytał wuja, ale dowiedz wiedział, że jego praca nie polegała na siedzeniu za biurkiem. - Hej, ja nie szukam kłopotów! To one znajdują mnie. Uważaj na siebie i powodzenia, cokolwiek będziesz robić! - rzucił jeszcze do wychodzącego Shafiqa, kiedy machał mu na pożegnanie.
- A tam, ta Matka nie miała z tym nic wspólnego. Nie mam tego komfortu pozwolenia sobie na bycie poranionym, bo jeszcze by się matka martwiła. A nie daj Merlinie bym umarł, to dopiero by mi dała do wiwatu, wolę o tym nie myśleć - wzdrygnął się z udawanym przestrachem, bo co jak co, ale nigdy go złe relacje z rodzicielką nie dotyczyły. Nie do końca normalne, to już coś innego, bo przecież był nią zafascynowany.
Zwrócił się ponownie ku Scarlett, aby usłyszeć jej odpowiedzi i teraz to już nie powstrzymał szerokiego uśmiechu, był dumny? No jak paw! Na szczęście dla wszystkich obecnych w tym mieszkaniu, nie posiadał tak bujnego obegna, do rozłożenia - w sumie to nie miał żadnego ogona.
- Wiesz, jakbym znowu czekał na odpowiedni moment to jeszcze by kolejny budynek wybuchł - powiedział żartobliwie. - Musimy tylko znaleźć kawiarnie możliwie jak najdalej dworców - dodał jeszcze tym razem cicho chichocząc z własnego dowcipu.
- Słyszałem, nigdy bym nie pomyślał, że można czarować bez magii, a jednak coś w tej jej muzyce było... Wiesz, jakby każda nuta niosła za sobą coś więcej niż tylko dźwięk - wykonał nieokreślony ruch dłońmi w powietrzu, próbując jakby gestem opisać to czego nie był w stanie przekazać słowami. Theo był jednak nad wyraz żywiołowy, być może to dlatego tak trudniej było mu korzystać ze swojego daru, który "odziedziczył" po Longbottomie i pod jego pieczą rozwijał. Ale młodość kierowała się własnymi zasadami, które nie zawsze szły w parze z dystyngowanym spokojem i opanowaniem jakie obrazował Morpheus.
- Dopiero co wróciłeś z Egiptu i już idziesz wypływasz? - zapytał wuja, ale dowiedz wiedział, że jego praca nie polegała na siedzeniu za biurkiem. - Hej, ja nie szukam kłopotów! To one znajdują mnie. Uważaj na siebie i powodzenia, cokolwiek będziesz robić! - rzucił jeszcze do wychodzącego Shafiqa, kiedy machał mu na pożegnanie.