Spojrzenie z pokrytych czernią dłoni przeniosło się znów na poważną twarz Hannibala, z której podążyło w górę, w stronę okien, w których stronę niepewnie zerkał Selwyn. Wpatrywał się w nie przez kilka kolejnych sekund, nim opuścił głowę i znów zawiesił wzrok na szyi drugiego chłopaka. Na tych czarnych śladach.
Ślady rąk na szyi.
-Nie potrzeba wiele, żebym zrozumiał, czemu po tamtej przeklętej nocy ktoś nie chce siedzieć w swoim mieszkaniu. Sam bym w swoim nie wytrzymał, ale zgaduję, że u ciebie to z grubej rury poszło - westchnął, nawet nie próbując żartować.
Na rozluźnienie atmosfery i poprawienie humoru jeszcze przyjdzie czas, a teraz trzeba było zająć się prawdziwym problemem.
Wszystko w sadzy. Straszy. Poddusza. Do tej pory robiło to tylko w nocy, ale z jakiegoś powodu postanowiło zacząć straszyć również w dzień. Postanowiło? A może do tej pory nie mogło tego robić?
-To coś zaczęło podduszać też w dzień? - spytał. -Widziałeś coś więcej? Coś, czego tam nie powinno być? Jakiś przedmiot albo coś w tym rodzaju? Jaka jest szansa, że ktoś mógł wejść do twojego mieszkania i coś tam podłożyć?
To ja już chyba wolę to cholerne krzesło, pomyślał, ale ugryzł się w język, zanim powiedział cokolwiek na głos. Nie na miejscu byłoby mówić takie rzeczy, kiedy Hannibal mierzył się w faktycznym problemem mieszkaniowym. Kto wie, czy to coś, co zalęgło mu się w mieszkaniu, nie zdecyduje w pewnym momencie zaatakować, ale już nie puści? I nie pozwoli Selwynowi się wymsknąć?
-Nie, żebym miał zamiar tam czegoś dotykać - przynajmniej dopóki nie będzie pewien, że dotknięcie czegokolwiek skończy się jedynie na czerni na dłoniach.
Skrzypnięcie drzwi zabrzmiało złowrogo. Jessie zmarszczył brwi i wyciągnął różdżkę.
-Han, ja powinienem iść pierwszy. I chyba lepiej będzie, jeśli po prostu poczekasz tutaj. Wciąż będę cię stąd słyszał. - biedaczek, najadł się tak dużo stresu. -Co za brak ogłady. Już na pierwszej randce odkrywać takie karty? Co zostanie na kolejne? Ja tam nie jestem fanem przygód na jedną noc.
Oczywiście, kolejnych randek z tym czymś planować nie miał zamiaru. Poklepał Hannibala po ramieniu i ostrożnie przekroczył próg.
Uderzyło w niego niemal od razu. To ciężkie, niepokojące uczucie osaczenia. Odsłonięcia, jakby wpatrywało się w niego na raz miliony par oczu. Przełknął ślinę i wszedł głębiej w mieszkanie, przyglądając się czarnym smugom... wszędzie. Oczy odnalazły lustro. Wystarczył jeden większy krok w lewo, by odbicie wyglądało, jakby czarne ślady dłoni zaciskały się na jego...
Odkaszlnął i odwrócił się od lustra. Nie widział nic, co mogłoby być źródłem tego czegoś, co wprosiło się do mieszkania bez pozwolenia.
Sukces!
Percepcja. Szuka czegoś, co mogłoby być źródłem domniemanej klątwy