24.09.2025, 19:53 ✶
Theo nigdy nie zamierzał babrać się polityką czy chociażby jego zainteresowania w ogóle oscylowały wokół tego tematu, jednakże trudno było w obecnych czasach pozostać całkowicie nieczułym i zaślepionym na to co dzieje się wokół, żeby chociaż nie pojmować podstaw otaczającego ich świata. To naprawdę przykre, że w wieku szkolnym, zamiast martwić się nieodrobioną pracą domową z transmutacji czy eliksirów, albo jak zaprosić osobę, która zawróciła im w głowie do Hogsmead to muszą martwić się statusem krwi i tym czy ktoś nie będzie im wyrzucał tego gdzie się urodzili. To zupełnie jakby łamać różdżkę bo wybrała kogoś z piegami, albo bo wybrała jakiegoś rudzie... No dobra, z tymi rudymi to jednak może i jest prawda. Ale nadal świat stawał się popieprzony.
Cały wewnętrzny monolog zajęło mu mniej niż normalnie by to mówił, dlatego nie stał i nie gapił się na Electrę jak szpak w gnat - i całe szczęście, bo jeszcze by go za świra wzięła.
- To, że jako niepochodzący z rodziny czystej krwi pozbywał się kurzu z tej zatwardziałej instytucji jaką jest Ministerstwo Magii. wiesz powiew świeżości, lepsze jutro i takie dyrdymały - tyle o nim słyszałem, że jest jakaś nadzieja. A potem wziął i zmarł. Doprawdy, zupełnie jakby komuś tak mocno przeszkadzał na tym stanowisku, nie uważasz? - czujnie przyglądał się Gryfonie kiedy zadawał to pytanie. ale też powoli prowadził ją w kierunku kuchni. Bo kto jak kto, ale Puchoni dobrze wiedzieli, gdzie jest hogwarcka kuchnia. Był ciekaw poglądów Prewettówny na temat statusu krwi i jak to definiuje czarodziejów, ale pomny nauk matki nie prowokował tych rozmów i pytań bezpośrednich. Już i tak rozmawiając o Nobbym naginał to co mu mówiła, że nie powinien robić, żeby się nie wychylać.
- Mogolskiego quidditcha? Oh... Pewnie mówisz o piłce nożnej - załapał po chwili myślenia, bo doprawdy, jak mugole by mieli grać w quidditcha. Biegać po ziemie z miotłami między nogami? To by było ciekawe do oglądania - zapewne wyglądaliby bardziej niż komicznie.
- Nie wiem, to wszystko jest dziwnym zbiegiem okoliczności, że minister który może wprowadzić nieco orzeźwienia w te zatęchłe mury, nagle umiera na tajemniczą chorobę. Nie uważasz?
Cały wewnętrzny monolog zajęło mu mniej niż normalnie by to mówił, dlatego nie stał i nie gapił się na Electrę jak szpak w gnat - i całe szczęście, bo jeszcze by go za świra wzięła.
- To, że jako niepochodzący z rodziny czystej krwi pozbywał się kurzu z tej zatwardziałej instytucji jaką jest Ministerstwo Magii. wiesz powiew świeżości, lepsze jutro i takie dyrdymały - tyle o nim słyszałem, że jest jakaś nadzieja. A potem wziął i zmarł. Doprawdy, zupełnie jakby komuś tak mocno przeszkadzał na tym stanowisku, nie uważasz? - czujnie przyglądał się Gryfonie kiedy zadawał to pytanie. ale też powoli prowadził ją w kierunku kuchni. Bo kto jak kto, ale Puchoni dobrze wiedzieli, gdzie jest hogwarcka kuchnia. Był ciekaw poglądów Prewettówny na temat statusu krwi i jak to definiuje czarodziejów, ale pomny nauk matki nie prowokował tych rozmów i pytań bezpośrednich. Już i tak rozmawiając o Nobbym naginał to co mu mówiła, że nie powinien robić, żeby się nie wychylać.
- Mogolskiego quidditcha? Oh... Pewnie mówisz o piłce nożnej - załapał po chwili myślenia, bo doprawdy, jak mugole by mieli grać w quidditcha. Biegać po ziemie z miotłami między nogami? To by było ciekawe do oglądania - zapewne wyglądaliby bardziej niż komicznie.
- Nie wiem, to wszystko jest dziwnym zbiegiem okoliczności, że minister który może wprowadzić nieco orzeźwienia w te zatęchłe mury, nagle umiera na tajemniczą chorobę. Nie uważasz?