25.09.2025, 02:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2025, 12:50 przez Jonathan Selwyn.)
Z każdą godziną spędzoną tutaj z Anthonym Jonathan coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że Hiszpania nie jest im w żaden sposób potrzebna do szczęścia.
– Naprawdę nie sądziłem, że aż tak fascynują cię kozy – powiedział do Anthony'ego, pocierając bardzo szybko, swoją nogą o łydkę drugiego mężczyzny, tak aby wyglądało to tylko jakby tylko spróbował jedynie zmienić ich ułożenie. – Gdybym o tym wiedział, zabrałbym cię na urodziny do mini zoo. Ah i na pewno zadbałbym o to aby sprzedawali tam również pluszowe, wilcze uszka. – Droczył się. Oczywiście, że tylko się droczył. Ale jakże wspaniale było się z nim droczyć w ten sposób i nawet nawiązywać do ich spotkania po Mabon, teraz gdy wszystko zostało już wyjaśnione, a cierpienie ostatnich tygodni zostało przekute w jakże piękne wspólne chwile. Nawet te przeklęte wilcze uszy nie powodowały już w nim chęci do upuszczania rzeczy, co dość ładnie zademonstrował, unoszący swój kubek z grzanym winem do ust.
– Myślę, że może przyjść czas, gdy naszemu drogiemu przyjacielowi karty będą wysypywać się nawet z kuchennych szuflad, ale to zdecydowanie jeszcze nie ten moment – powiedział uśmiechając się szeroko, mając wrażenie że czerpał z widoku Anthony'ego, tak jak roślina czerpała ze słońca. Oh tak bardzo chciał przez cały dzień powiedzieć mu pewne rzeczy, których nie chciał wypowiadać publicznie, nawet gdy rozmawiali po francusku. Na przykład to, że był pod wrażeniem jak doskonałą robotę na skórze Anthony'ego zrobiła maść na siniaki, która zawsze brał ze sobą i że w sumie minęło już zdecydowanie za dużo czasu od kiedy używał jej na ten dość specyficzny rodzaj siniaków. Albo że miał pewne pomysły na dzisiejszą noc. Albo że…
Zaśmiał się słysząc ostatnie pytanie Tony'ego.
– To z pewnością doskonałe pytanie zważywszy na to, że ostatnio wywróżył mi miłość i małżeństwo – odpowiedział lekko, zdecydowanie mocniej akcentując ten drugi człon wróżby.
– Naprawdę nie sądziłem, że aż tak fascynują cię kozy – powiedział do Anthony'ego, pocierając bardzo szybko, swoją nogą o łydkę drugiego mężczyzny, tak aby wyglądało to tylko jakby tylko spróbował jedynie zmienić ich ułożenie. – Gdybym o tym wiedział, zabrałbym cię na urodziny do mini zoo. Ah i na pewno zadbałbym o to aby sprzedawali tam również pluszowe, wilcze uszka. – Droczył się. Oczywiście, że tylko się droczył. Ale jakże wspaniale było się z nim droczyć w ten sposób i nawet nawiązywać do ich spotkania po Mabon, teraz gdy wszystko zostało już wyjaśnione, a cierpienie ostatnich tygodni zostało przekute w jakże piękne wspólne chwile. Nawet te przeklęte wilcze uszy nie powodowały już w nim chęci do upuszczania rzeczy, co dość ładnie zademonstrował, unoszący swój kubek z grzanym winem do ust.
– Myślę, że może przyjść czas, gdy naszemu drogiemu przyjacielowi karty będą wysypywać się nawet z kuchennych szuflad, ale to zdecydowanie jeszcze nie ten moment – powiedział uśmiechając się szeroko, mając wrażenie że czerpał z widoku Anthony'ego, tak jak roślina czerpała ze słońca. Oh tak bardzo chciał przez cały dzień powiedzieć mu pewne rzeczy, których nie chciał wypowiadać publicznie, nawet gdy rozmawiali po francusku. Na przykład to, że był pod wrażeniem jak doskonałą robotę na skórze Anthony'ego zrobiła maść na siniaki, która zawsze brał ze sobą i że w sumie minęło już zdecydowanie za dużo czasu od kiedy używał jej na ten dość specyficzny rodzaj siniaków. Albo że miał pewne pomysły na dzisiejszą noc. Albo że…
Zaśmiał się słysząc ostatnie pytanie Tony'ego.
– To z pewnością doskonałe pytanie zważywszy na to, że ostatnio wywróżył mi miłość i małżeństwo – odpowiedział lekko, zdecydowanie mocniej akcentując ten drugi człon wróżby.