25.09.2025, 04:53 ✶
razem z Brenną; składają wianki i wychodzą
- Trochę szkoda - powiedziała sztywno, czując jak niepewność narastała, rwana wizją płomieni. Z resztą, nawet nie wizją, bo rozpalone na dziedzińcu światła robiły swoje, kiedy podskakujące płomyki świec nic nie robiły sobie z tego, że mogły być takie straszne.
Wieniec Dory wykonany był z tego, co było pod ręką - ziół, plonów i zwyczajnej zieleni, którą łatwo było znaleźć dookoła, a także dopiąć nią całą plecionkę. We wszystko wpleciona była natomiast wstążka, a całość nawet jeśli nie prezentowała się przesadnie wystawnie, to wykonana była starannie i z sercem.
Crawley nie przejmowała się rozglądaniem, a zamiast tego wbiła wzrok w ziemię, szukając w niej pewnie jakiejś stabilności czy wsparcia w wyzwaniach, jakie stawiał przed nią los.
- Dobrze - pokiwała głową, bo to była najlepsza taktyka, jaką mogły w tym momencie obrać. Dlatego szybko zbliżyła się do stołu, składając na nim swój podarek. Podobnie jak Brenna nie sięgnęła po świeczki, tylko odmówiła modlitwę o pomyślność, zdrowie, ale i przede wszystkim spokój ducha - ona, jej rodzina i Longbottomowie potrzebowali chociaż chwili wytchnienia po ostatnich wydarzeniach. Kiedy skończyła, odnalazła się z Brenną, aby szybko opuścić dziedziniec i wrócić do domu.
//rzut na robienie wianka; 94
Postacie opuszczają sesję
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.