-Ktoś mógł ci jeszcze coś wrzucić przez to okno, ale jeśli nic nie widziałeś... - byłoby łatwiej, gdyby jednak coś tam było.
Gdyby problemem był jakiś przeklęty przedmiot, który ktoś wrzucił Hannibalowi do mieszkania, od razu wiadomo by było, co trzeba robić i problem zostałby rozwiązany bardzo szybko. Tymczasem trzeba było najpierw znaleźć źródło tej klątwy, o ile faktycznie była to klątwa, pozbyć się jej i nie pobrudzić się przy tym sadzą.
-Jestem pewien - powiedział zupełnie poważnie. -O, to jest bardzo dobry pomysł.
Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to do żadnego duszenia może nie dojdzie, a po kolejnych słowach Hannibala Jessie pokazał mu uniesiony kciuk i kiwnął do niego głową.
Nie dotykać nic. Ostrożnie stawiać kroki. Nie przegapić nic. Jessie złamał jedną z zasad w momencie, w którym zaczął unikać patrzenia w lustro. Nie było tam nic, co mogłoby im pomóc w przywróceniu mieszkania do stanu używalności, ale nie chciał patrzeć na czarne ślady, które zdawały się zaciskać na szyi jego odbicia. Nie chciał, żeby magia, która zalęgła się w tym miejscu, sprawiła, że poczułby te dłonie na swojej szyi. Nie chciał, by jego ręce same powędrowały do tego miejsca. Nie chciał dać się omamić tej magii, chociaż miał przeczucie, że ślady palców jednak pojawiają się na jego szyi i z każdą sekundą robią się jakby coraz wyraźniejsze.
Nie widział nic, co mogłoby być źródłem tego cholerstwa. Nic podejrzanego. Żadnego przedmiotu, żadnego śladu czyjej niepożądanej obecności. Nic. A jednak coś jakby uwiesiło się na jego ramionach. Coś go cały czas obserwowało. Coś ich obserwowało.
-Mam dobrą i złą wiadomość - zawołał do Hannibala i odchrząknął, kiedy głos mu się załamał. -Zła jest taka, że nie widzę nic, co mogłoby być źródłem tego cholerstwa.
Dwa głębokie wdechy.
-A dobra jest taka, że nie widzę nic, co mogłoby być źródłem tego cholerstwa, czyli może nie zyskałeś jeszcze tak walniętego psycho-antyfana, który skorzystałby ze Spalonej Nocy, żeby ci się włamać do mieszkania i zostawić tu... to coś... żeby cię męczyło.
Wciąż jednak nie widział nic, co było dość problematyczne.
-Od razu z grubej rury - powiedział, a kącik jego ust uniósł się na sekundę. -To trochę ekstremalne, jak na pierwszą noc. Większość chyba by zaczęła na przykład od wiązania, albo opaski na oczy.
Kolejny wdech. Kolejny wydech. Palce mocniej zacisnęły się na rączce różdżki. Skoro oczy nie dostrzegały...
Uniósł różdżkę i obracając się powoli, wypuścił zaklęcie. Jeżeli było tu coś, czego nie widziały oczy, to magia miała szansę to wyłapać i odsłonić.
Akcja nieudana
Rozproszenie/Klątwołamanie, żeby sprawdzić, czy magia coś wyłapie
-Kurwa.