28.09.2025, 10:40 ✶
Opowieść, którą miała im przedstawić nie była jedynie jej historią. Należała do całej społeczności. Londyńczycy być może nie rozumieli tego, jak bardzo w małych wioskach ludzie zżywali się ze sobą. Wszyscy się tam znali, wychowywali się razem. Hierarchie tworzyły się naturalnie: ci starsi wiekiem domyślnie byli ważniejsi, jednak gdy pojawiała się młoda, silna osobowość, potrafiła wywalczyć to, co ważne było dla społeczności.
Callie wzięła głęboki oddech. Umiejętność opowiadania historii była w jej wsi bardzo ważna, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Czym mogli żyć na tej małej przestrzeni, jeśli nie historiami o szerokim świecie i minionych czasach?
— Naszą wieś Spalona Noc również skrzywdziła. Bardzo dotkliwie. Gdy wyszliśmy z kryjówek, przeszliśmy się wokoło, by ocenić straty. Największą z nich była śmierć dwójki naszych mieszkańców, starszego małżeństwa. Byli to właściciele sadu, głównego źródła naszego utrzymania. Każdy z nas od dziecka chodzi tam zbierać owoce, każdego roku. Jabłka, gruszki, truskawki i maliny. Być może nawet przyszło wam kiedyś ich skosztować, bo później sprzedajemy je również w Londynie. Zawsze nasze zbiory były obfite, jednak... tym razem sad został pochłonięty przez czarnomagiczny ogień. Owoce pokrył popiół i stały się inne. Długo zdobywaliśmy się na to, by ich skosztować, aż wreszcie córka zmarłego małżeństwa, twierdząc, że po śmierci rodziców może się i otruć, zjadła owoc. Nie zaszkodził jej. Wręcz przeciwnie — wyleczył ją z problemów ze snem, które przyniosła jej Spalona Noc. Matka czuwała nad naszym sadem, a natura odnalazła sposób, by zwalczyć zło i pobłogosławić nas takim właśnie darem. To są właśnie te owoce: popiół ze Spalonej Nocy dał im właściwości lecznicze. Leczą z bezsenności lepiej niż jakikolwiek eliksir nasenny. A mamy ich tyle, że uznaliśmy, że w Londynie, który również został dotknięty przez Spaloną Noc, pomogą wielu ludziom.
Skończyła opowieść. Wszystko było prawdziwe, co do słowa. Nie musiała nawet przesadzać, bo rzeczywiście w ich sadach doszło do cudu. Przyjechało nawet kilku kapłanów, by ujrzeć to, co sadowi podarowała Matka i przyznali, że zdarzenie to było jej interwencją.