20.02.2023, 16:14 ✶
- A niby dlaczego nie może być tak, żeby ktoś się wałęsał o tej porze? – zapytał zaczepnie Edgar. – Bo sobie tak regulamin szkolny mówi? A kim ty jesteś, żeby się słuchać regulaminu szkolnego? Jakąś tchórzliwą puchonką? Przecież go ustalono ze trzysta lat temu! Nikt z tych durni, którzy wtedy to ustalali już nawet nie żyje! A ty ciągle chcesz żyć tak, jak oni ci kazali?
Duch Jęczącej Marty przyglądał się młodemu ślizgonowi, gdy ten wygłaszał swoją tyradę. Unosił się nad ziemią, może zastanawiając się nad jego słowami, a może dochodząc do wniosku, że to właśnie takie podejście sprawiło, że sam został zamordowany.
- To, że przebywam tu teraz to wina Olivii Hornby – sprostowała, odwracając się w stronę Eunice. – Po mojej śmierci trochę jej dokuczałam. Trochę nawet bardzo. Chciałam, żeby wreszcie zrozumiała co mi zrobiła. Byłam nawet na weselu jej brata – na jej wargach pojawił się usatysfakcjonowany uśmiech.
- Super! Dobrze jej tak! – wtrącił zadowolony Edgar. Najwidoczniej był z tych, którzy lubili i chcieli się mścić za doznane na nich krzywdy.
- Niestety, oczywiście poszła na mnie na skargę do Ministerstwa Magii. I tak zmusili mnie, żebym została w Hogwarcie – dokończyła, już dużo markotniej, Jęcząca Marta. – Teraz dokucza mi tylko czasem Irytek.
- Ale to ona cię zabiła? – zapytał Edgar. – Ta cała Olivia Hornby?
Duch pokręcił głową.
- Nie, nie, to nie była ona – zaprzeczył. – Olivia była po prostu głupią, wstrętną dziewczyną, która naśmiewała się ze mnie, bo nosiłam okulary i miałam krosty na twarzy! – syknęła dużo bardziej poirytowanym tonem. – Ale umarłam… to było… to było coś zupełnie innego.
- Co takiego? – dopytał młodszy ślizgon. Sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie przeszło mu przez głowę, że Jęcząca Marta mogła nie chcieć mówić o swojej śmierci. Patrzył na nią z zainteresowaniem, czekając na jej dalsze słowa, jakby nawet nie rozważał, że mogła nie zdradzić im tak ważnych dla siebie informacji. – To był jakiś potwór? Albo nauczyciel? Ktoś, kogo znamy? Może profesor Binns?
Duch poruszył się niespokojnie.
- Nie. Chyba nie – powiedział powoli, ku wyraźnemu rozczarowaniu i konsternacji Edgara. – To było bardzo, bardzo dziwne. W pierwszej chwili siedziałam sama w łazience, właśnie w tej toalecie, w której się schowaliście. – Tu znowu oczy ślizgona rozszerzyły się z ekscytacji, ale nawet on miał w sobie tyle taktu, by nie zawołać nagle: „Ale super! Siedziałem w kabinie, gdzie kogoś zamordowano!”. - I płakałam przez Olivię Hornby. A potem usłyszałam głos chłopca w łazience. Wyjrzałam, żeby mu powiedzieć, że to toaleta dla dziewczyn i… - półprzezroczyste ramiona drgnęły, jakby tu miała się urwać cała historia.
- I co? – dopytał Edgar.
- I umarłam. Pamiętam jeszcze tylko oczy. Duże oczy – podkreśliła, jakby ich rozmiar miał jakieś szczególne znaczenie.
- I to były oczy tego chłopca?
- Nie wiem – zaprzeczyła Marta.
Edgar wyglądał na zbitego z pantałyku. Na jego twarzy pojawił się wyraźny mars i coś, co bez większych trudności można było uznać za niedowierzanie. Nie rozumiał, jak mogła nie wiedzieć, kto ją zabił. Przecież spojrzała swojemu mordercy prosto w oczy!
- Ja to bym temu chłopcu nie darował – zapewnił mściwie. – Ścigałbym go tak długo aż ze strachu wyskoczyłby z okna albo się powiesił. A potem mściłbym się na jego rodzicach i rodzeństwie, i dzieciach tego rodzeństwa, dziadkach i wszystkich, wszystkich członkach rodziny, których bym odnalazł.
- Tylko, że ja nie wiem co to był za chłopiec – sprostowała Jęcząca Marta.
Duch Jęczącej Marty przyglądał się młodemu ślizgonowi, gdy ten wygłaszał swoją tyradę. Unosił się nad ziemią, może zastanawiając się nad jego słowami, a może dochodząc do wniosku, że to właśnie takie podejście sprawiło, że sam został zamordowany.
- To, że przebywam tu teraz to wina Olivii Hornby – sprostowała, odwracając się w stronę Eunice. – Po mojej śmierci trochę jej dokuczałam. Trochę nawet bardzo. Chciałam, żeby wreszcie zrozumiała co mi zrobiła. Byłam nawet na weselu jej brata – na jej wargach pojawił się usatysfakcjonowany uśmiech.
- Super! Dobrze jej tak! – wtrącił zadowolony Edgar. Najwidoczniej był z tych, którzy lubili i chcieli się mścić za doznane na nich krzywdy.
- Niestety, oczywiście poszła na mnie na skargę do Ministerstwa Magii. I tak zmusili mnie, żebym została w Hogwarcie – dokończyła, już dużo markotniej, Jęcząca Marta. – Teraz dokucza mi tylko czasem Irytek.
- Ale to ona cię zabiła? – zapytał Edgar. – Ta cała Olivia Hornby?
Duch pokręcił głową.
- Nie, nie, to nie była ona – zaprzeczył. – Olivia była po prostu głupią, wstrętną dziewczyną, która naśmiewała się ze mnie, bo nosiłam okulary i miałam krosty na twarzy! – syknęła dużo bardziej poirytowanym tonem. – Ale umarłam… to było… to było coś zupełnie innego.
- Co takiego? – dopytał młodszy ślizgon. Sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie przeszło mu przez głowę, że Jęcząca Marta mogła nie chcieć mówić o swojej śmierci. Patrzył na nią z zainteresowaniem, czekając na jej dalsze słowa, jakby nawet nie rozważał, że mogła nie zdradzić im tak ważnych dla siebie informacji. – To był jakiś potwór? Albo nauczyciel? Ktoś, kogo znamy? Może profesor Binns?
Duch poruszył się niespokojnie.
- Nie. Chyba nie – powiedział powoli, ku wyraźnemu rozczarowaniu i konsternacji Edgara. – To było bardzo, bardzo dziwne. W pierwszej chwili siedziałam sama w łazience, właśnie w tej toalecie, w której się schowaliście. – Tu znowu oczy ślizgona rozszerzyły się z ekscytacji, ale nawet on miał w sobie tyle taktu, by nie zawołać nagle: „Ale super! Siedziałem w kabinie, gdzie kogoś zamordowano!”. - I płakałam przez Olivię Hornby. A potem usłyszałam głos chłopca w łazience. Wyjrzałam, żeby mu powiedzieć, że to toaleta dla dziewczyn i… - półprzezroczyste ramiona drgnęły, jakby tu miała się urwać cała historia.
- I co? – dopytał Edgar.
- I umarłam. Pamiętam jeszcze tylko oczy. Duże oczy – podkreśliła, jakby ich rozmiar miał jakieś szczególne znaczenie.
- I to były oczy tego chłopca?
- Nie wiem – zaprzeczyła Marta.
Edgar wyglądał na zbitego z pantałyku. Na jego twarzy pojawił się wyraźny mars i coś, co bez większych trudności można było uznać za niedowierzanie. Nie rozumiał, jak mogła nie wiedzieć, kto ją zabił. Przecież spojrzała swojemu mordercy prosto w oczy!
- Ja to bym temu chłopcu nie darował – zapewnił mściwie. – Ścigałbym go tak długo aż ze strachu wyskoczyłby z okna albo się powiesił. A potem mściłbym się na jego rodzicach i rodzeństwie, i dzieciach tego rodzeństwa, dziadkach i wszystkich, wszystkich członkach rodziny, których bym odnalazł.
- Tylko, że ja nie wiem co to był za chłopiec – sprostowała Jęcząca Marta.