28.09.2025, 21:34 ✶
- Hm... złowieszcze? - powtórzył, wyraźnie obracając sobie to słowo w głowie i próbując uplasować jakoś sensownie w rankingu. - Jest blisko mrocznego, ale nie jakoś bardzo. Takie złowieszcze wycie w środku lasu o północy? No jeszcze jakoś to brzmi sensownie - zawyrokował wreszcie, może trochę zwyczajnie nie chcąc się tak zwyczajnie zgodzić.
Brenna tez miała rację, gdyby chodziło Florence, autor dostałby pięścią. I kolejny, a potem jeszcze jeden, bo Bulstrode był w stanie wyobrazić sobie, jak w takim scenariuszu wpada w zwyczajną furię. Posiadacze, twórca, nie ważne kto, bo leciałoby to w kierunku każdego, kto nieostrożnie wspomniałby o takiej talii w kontekście każdym innym niż kategorycznie potępiającym.
- Cała przyjemność po mojej stronie - parsknął. - No, ale jak taka właśnie jesteś, mściwa w sensie, to może i zasłużyłaś.
Atreus nigdy nie zadawał sobie jakiegoś filozoficznego pytania, która karta tarota mogła go symbolizować. Podchodził do tych obrazków raczej jako ciekawych ilustracji, które miały sens dla kogoś, ale na pewno nie dla niego. I właśnie po tym co było widać na nich, wybrałby może cesarza, albo nawet siłę. To były mocne karty - kto by nie chciał być typem siedzącym na tronie, albo potężnym lwem? Może i wcześniej nawet te arkana pasowałyby mu na jakimś głębszym poziomie, ale teraz, po beltane, chyba bardziej pasował mu głupiec.
- Ty powinnaś - karta według niego to się za bardzo teraz nie popisywała, bo Brennie to chyba zawsze przydałoby się odrobinę więcej snu. Jemu z resztą też, bo cierpiał na bezsenność. Otworzył jeszcze usta na moment, chyba chcąc skomentować tę nagą kobietę, ale ostatecznie dał sobie spokój. Nawet nie miał co głupiego na to powiedzieć.
As denarów objawił się im w pełnej krasie i przez moment przyglądał się tym pieniążkom z zaciekawieniem. Jej interpretacja tej karty bardzo mu się podobała, szczególnie kiedy zasugerowała, że może powinien z tej okazji udać się do kasyna.
- Przykry wyypadek? O nie nie nie. Nie mów tak nawet. Czeka mnie wizyta w kasynie, sama mi kazałaś przed chwilą, więc nic złego nie może się przydarzać. Zakazuję. Uważam też, że nas domorosły wróżbita Matthew, nie tyle przynosił innym nieszczęście poprzez próby skonfrontowania się z losem, co pewnie puszczał po godzinach jakieś nieprzyjemne klątwy. Albo bardzo chciałbym w to teraz wierzyć.
Brenna tez miała rację, gdyby chodziło Florence, autor dostałby pięścią. I kolejny, a potem jeszcze jeden, bo Bulstrode był w stanie wyobrazić sobie, jak w takim scenariuszu wpada w zwyczajną furię. Posiadacze, twórca, nie ważne kto, bo leciałoby to w kierunku każdego, kto nieostrożnie wspomniałby o takiej talii w kontekście każdym innym niż kategorycznie potępiającym.
- Cała przyjemność po mojej stronie - parsknął. - No, ale jak taka właśnie jesteś, mściwa w sensie, to może i zasłużyłaś.
Atreus nigdy nie zadawał sobie jakiegoś filozoficznego pytania, która karta tarota mogła go symbolizować. Podchodził do tych obrazków raczej jako ciekawych ilustracji, które miały sens dla kogoś, ale na pewno nie dla niego. I właśnie po tym co było widać na nich, wybrałby może cesarza, albo nawet siłę. To były mocne karty - kto by nie chciał być typem siedzącym na tronie, albo potężnym lwem? Może i wcześniej nawet te arkana pasowałyby mu na jakimś głębszym poziomie, ale teraz, po beltane, chyba bardziej pasował mu głupiec.
- Ty powinnaś - karta według niego to się za bardzo teraz nie popisywała, bo Brennie to chyba zawsze przydałoby się odrobinę więcej snu. Jemu z resztą też, bo cierpiał na bezsenność. Otworzył jeszcze usta na moment, chyba chcąc skomentować tę nagą kobietę, ale ostatecznie dał sobie spokój. Nawet nie miał co głupiego na to powiedzieć.
As denarów objawił się im w pełnej krasie i przez moment przyglądał się tym pieniążkom z zaciekawieniem. Jej interpretacja tej karty bardzo mu się podobała, szczególnie kiedy zasugerowała, że może powinien z tej okazji udać się do kasyna.
- Przykry wyypadek? O nie nie nie. Nie mów tak nawet. Czeka mnie wizyta w kasynie, sama mi kazałaś przed chwilą, więc nic złego nie może się przydarzać. Zakazuję. Uważam też, że nas domorosły wróżbita Matthew, nie tyle przynosił innym nieszczęście poprzez próby skonfrontowania się z losem, co pewnie puszczał po godzinach jakieś nieprzyjemne klątwy. Albo bardzo chciałbym w to teraz wierzyć.