29.09.2025, 17:45 ✶
- W takim wypadku musimy pozostać przy dużej liczbie dowodów opisanych jako mroczne – zgodziła się bez większych protestów, bo w większości spraw była trochę mnie uparta od niego i nie planowała kruszyć kopii w sprawie tego złowieszczego. Może i w sumie nie bez powodów nekromanci pisali mroczne książki, nie złowieszcze… – Nie mów tylko innym, dobrze udaję miłą, nie chcę, żebyś teraz wszystko zepsuł.
Mruknęła pod nosem coś, co brzmiało jak „oj tam, oj tam” i „ale ja spałam”, kiedy stwierdził, że powinna położyć się i przespać, bo przecież w nocy grzecznie spała w Księżycowym Stawie i to nawet sześć godzin, więc naprawdę nie rozumiała, o co im wszystkim chodzi. Życie było w końcu za krótkie, żeby je całe przesypiać, a poza tym było o wiele za dużo do zrobienia, żeby tracić czas na jakieś tam bzdury.
– Powiedziałabym, że wychodzi na to, że mam na ciebie zły wpływ, ale jestem pewna, że i tak znalazłby się inny pretekst niż ta karta – stwierdziła, chyba podchodząc do problemu hazardowego z nadmierną beztroską, zwłaszcza jak na glinę, ale w młodości spędziła trochę za dużo czasu z jednym Prewettem, żeby ta cała gra w kasynach jakoś ją poruszała. To znaczy do tego momentu, gdy mieli jakiegoś trupa z połamanymi palcami i trzeba było szukać, kto ściągał z niego długi albo doszło do jakiejś wielkiej awantury w kasynie. – To byłby szczęśliwy obrót wydarzeń? W sensie jeśli okazałoby się, że rzucał klątwy na swoich klientów. Jeżeli uda się to udowodnić, będzie bardzo ładnie wyglądało w statystykach aresztowań, no i na żadne z nas nie spadłaby żadna przypadkowa lampa. W każdym razie, totalnie uważam, że skoro to ja cię posłałam do kasyna, jak nic należy mi się połowa wygranej – oświadczyła, oglądając jeszcze po raz ostatni kartę z mieczami i roznegliżowaną damą, która zastąpiła zwyczajowego rycerza. I już, już miała zamiar powiedzieć, że nie będzie dłużej zawracała mu głowy, ale zawiesiła się na moment. – Zaraz. Matthew? Serio, tak naprawdę ma na imię Matthew? To ja już rozumiem, czemu wszystko musiało być takie mroczne. Ewidentnie sobie rekompensował.
Włącznie z jego, najwyraźniej, pseudonimem scenicznym, bo pewnie tym był stojący w dokumentach sprawy Azrael.
Mruknęła pod nosem coś, co brzmiało jak „oj tam, oj tam” i „ale ja spałam”, kiedy stwierdził, że powinna położyć się i przespać, bo przecież w nocy grzecznie spała w Księżycowym Stawie i to nawet sześć godzin, więc naprawdę nie rozumiała, o co im wszystkim chodzi. Życie było w końcu za krótkie, żeby je całe przesypiać, a poza tym było o wiele za dużo do zrobienia, żeby tracić czas na jakieś tam bzdury.
– Powiedziałabym, że wychodzi na to, że mam na ciebie zły wpływ, ale jestem pewna, że i tak znalazłby się inny pretekst niż ta karta – stwierdziła, chyba podchodząc do problemu hazardowego z nadmierną beztroską, zwłaszcza jak na glinę, ale w młodości spędziła trochę za dużo czasu z jednym Prewettem, żeby ta cała gra w kasynach jakoś ją poruszała. To znaczy do tego momentu, gdy mieli jakiegoś trupa z połamanymi palcami i trzeba było szukać, kto ściągał z niego długi albo doszło do jakiejś wielkiej awantury w kasynie. – To byłby szczęśliwy obrót wydarzeń? W sensie jeśli okazałoby się, że rzucał klątwy na swoich klientów. Jeżeli uda się to udowodnić, będzie bardzo ładnie wyglądało w statystykach aresztowań, no i na żadne z nas nie spadłaby żadna przypadkowa lampa. W każdym razie, totalnie uważam, że skoro to ja cię posłałam do kasyna, jak nic należy mi się połowa wygranej – oświadczyła, oglądając jeszcze po raz ostatni kartę z mieczami i roznegliżowaną damą, która zastąpiła zwyczajowego rycerza. I już, już miała zamiar powiedzieć, że nie będzie dłużej zawracała mu głowy, ale zawiesiła się na moment. – Zaraz. Matthew? Serio, tak naprawdę ma na imię Matthew? To ja już rozumiem, czemu wszystko musiało być takie mroczne. Ewidentnie sobie rekompensował.
Włącznie z jego, najwyraźniej, pseudonimem scenicznym, bo pewnie tym był stojący w dokumentach sprawy Azrael.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.