Droga Geraldine,
Pozwól, że podzielę się z Tobą pewną wiadomością, którą usłyszałam dziś od Twojej matki. Z ust lady Jennifer padło jasno: jej mąż pragnie, aby na waszym weselnym przyjęciu pojawiły się pieczone dziki - nie mniej niż trzy - podane w całości, obok jelenia, również podanego na gorąco i w jednym kawałku, wraz z głową i odnóżami. Nie mają to być świnie, które mogłyby wystarczyć gościom i zaspokoić formę górskiego wesela, do której dążymy. To właśnie dziki.
Nie zamierzam ukrywać, że ta wizja wprawiła mnie w konsternację i niejakie zaniepokojenie. Polowanie podobno już zlecono i trudno wyobrazić sobie odwrócenie biegu rzeczy. Niemniej zdaję sobie sprawę, iż podobna decyzja, wprowadzona bez konsultacji z Wami, może rodzić komplikacje - estetyczne, praktyczne, a nawet towarzyskie.
Pragnę wierzyć, że to tylko wyraz przywiązania do tradycji, lecz nie mogę zignorować faktu, iż łowy już trwają, zatem decyzja ta jest niemal nieodwołalna.
Wiem, że obowiązek wobec ojca nie jest czymś, co łatwo odrzucić. Liczę jednak, że - wraz z matką - znajdziesz sposób, by nadać tej sprawie ramy rozsądku. Ja sama uczynię, co w mojej mocy, aby zapanować nad powagą całej sytuacji, lecz przyznaję otwarcie - jestem głęboko zaniepokojona kierunkiem, jaki obiera ta nagła kooperacja.
Niech Morgana ma was oboje w swojej opiece. Sądzę, że tym razem to życzenie nabiera wyjątkowej mocy.