z Erikiem, przy barze
- Nie sądzę, aby serwowali tu nasze ulubione, kolorowe drinki, wiesz. Zapewne więc postawię na szampana, może białe wino? Jeszcze się nie zastanawiałam. - Nie mogli podawać tutaj drinków, o których wspomniała, bo to ona była ich autorką. Oczywiście w tym przypadku brakowało Figgównie nieco skromności, jednak nie sądziła, aby ktoś był w stanie pobić jej barmańskie umiejętności, zresztą mało kto o nich wiedział, skrywała je bardzo głęboko i pokazywała głównie swoim najbliższym przyjaciołom, nawet nie wszystkim klientom, bo obawiała się tego iż to mogłoby być dla nich zbyt wiele.
- To prawda, wiele się wydarzyło w te ostatnie pół roku, wzloty i upadki, chociaż ostatnio tendencja jest raczej spadkowa. - Dużo złego ich spotkało, nie dało się tego pominąć, jednak nadal się wspierali, nadal mogli liczyć na swoją pomoc, to nigdy miało się nie zmienić. Dobrze było mieć świadomość, że ma się obok siebie kogoś takiego, naprawdę bardzo doceniała tę przyjaźń, która ich łączyła. - Pobić Brennę? Jedyna osoba, która może to zrobić to ona sama. - Dodała z uśmiechem, bo znała możliwości Longbottomówny, wiedziała, że w pewnych dziedzinach była niedościgniona i to była jedna z nich.
- Okolice święta duchów to Twoje trzydzieste urodziny, nie zamierzam przesadnie angażować się wtedy w sprawy cukierniane, tylko wspierać Cię, kiedy to się wydarzy, wiem, że przekroczenie tej magicznej liczby może być naprawdę bardzo dramatyczne, zamierzam być Twoim oparciem w tym trudnym dla Ciebie czasie. - Oczywiście poniekąd tylko żartowała... jednak jeśli tylko faktycznie będzie potrzebował jej obok siebie, to na pewno się tam znajdzie, aby odsunąć myśli Erika od tego, że coraz bardziej zbliżał się do bycia starym człowiekiem.
Sięgnęła po kieliszek z szampanem, gdy w powietrzu znalazły się trzy stoły. Przeniosła na nie wzrok, wpatrywała się w to przedstawienie nad ziemią bardzo uważnie. Zrobiło jej się ciepło, miała nadzieję, że tort nie wyląduje na ziemi, chociaż w wyobraźni widziała już, jak spektakularnie na nią spada. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, kamień spadł jej z serca. - Moje dzieło. - Powiedziała cicho do Erika, bardzo dumna z siebie, jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie wyobrażała sobie tego, że jej wypieki będą ozdobą takich przyjęć. Jak widać nie było rzeczy niemożliwych.