01.10.2025, 05:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2025, 05:32 przez Atreus Bulstrode.)
Wywrócił oczami, bo to nie o to chodziło. Ale na tym drobnym geście zatrzymał się zwyczajnie, odpuszczając sobie dalsze dyskusje na ten temat, bo nie za to mu płacili, żeby pilnował jakich słów używano w raportach.
- Ja myślę, że tobie się tylko wydaje, że inni nie wiedzą - odpowiedział z uśmiechem, ignorując również te jej mruczane pod nosem słówka. Każdy niewyspany zawsze stawiał okoniem na wspomnienie, że chyba potrzeba mu było odrobinę więcej snu. Znaczy, każdy zaspany pracoholik, bo coś jednak musiało trzymać człowieka w pionie i pchać do przodu. Inne rzeczy, jak na przykład potrzeba położenia czegokolwiek na talerz, też się liczyły, ale Brenna akurat na brak pieniędzy nie cierpiała. Całe szczęście.
- Jest to oczywiście racja, ale co powiesz na kompromis i stwierdzenie, że obydwoje mamy na siebie zły wpływ? Brzmi to odpowiednio złowieszczo dla każdego, kto porozmawiał z którymś z nas przynajmniej raz w życiu - ten jego problem hazardowy, jak to brzydko było nie raz określane, to czasem przydawał się bardzo przydatny. Na przykład kiedy trzeba było inwigilować kasyna, ale tak na poważnie, a nie tylko dla przyjemności. I zdaniem Atreusa wszyscy powinni doceniać, że brał to na siebie. Z resztą, nie mogło być nic złego w tym co robił, skoro ani jego rodzina od tego nie biedniała, ani nikt nikomu nic nie kradł w ten sposób. Słyszał bowiem o tych wszystkich wielkich heistach na kasyna.
- Połowa? Obrażasz mnie chyba, jaka niby połowa. Jedna czwarta co najwyżej, bo ja tam muszę dojść, rozegrać partię i do tego jeszcze wygrać. To trzy rzeczy, a ty co? Wybrałaś kartę. To jedna. Trzy do jednego, prosta matematyka - przynajmniej brzmiało, jakby miało się zgadzać. - Nooo, tak mi się wydaje. Nie rozumiem o co ci chodzi, nie podoba ci się imię Matthew? Za mało szeleszczące, złowrogie i mroczne? Według mnie to tacy niby normalni są zawsze najgorsi. Taka Brenna? To też bardzo normalne imię - parsknął rozbawiony. Imię Brenna może nie należało do najbardziej wyjątkowych i wiejących czystokrwistą wyższością, ale jego właścicielkę ciężko było nazwać normalną. Znaczy się zgadzało.
- Ja myślę, że tobie się tylko wydaje, że inni nie wiedzą - odpowiedział z uśmiechem, ignorując również te jej mruczane pod nosem słówka. Każdy niewyspany zawsze stawiał okoniem na wspomnienie, że chyba potrzeba mu było odrobinę więcej snu. Znaczy, każdy zaspany pracoholik, bo coś jednak musiało trzymać człowieka w pionie i pchać do przodu. Inne rzeczy, jak na przykład potrzeba położenia czegokolwiek na talerz, też się liczyły, ale Brenna akurat na brak pieniędzy nie cierpiała. Całe szczęście.
- Jest to oczywiście racja, ale co powiesz na kompromis i stwierdzenie, że obydwoje mamy na siebie zły wpływ? Brzmi to odpowiednio złowieszczo dla każdego, kto porozmawiał z którymś z nas przynajmniej raz w życiu - ten jego problem hazardowy, jak to brzydko było nie raz określane, to czasem przydawał się bardzo przydatny. Na przykład kiedy trzeba było inwigilować kasyna, ale tak na poważnie, a nie tylko dla przyjemności. I zdaniem Atreusa wszyscy powinni doceniać, że brał to na siebie. Z resztą, nie mogło być nic złego w tym co robił, skoro ani jego rodzina od tego nie biedniała, ani nikt nikomu nic nie kradł w ten sposób. Słyszał bowiem o tych wszystkich wielkich heistach na kasyna.
- Połowa? Obrażasz mnie chyba, jaka niby połowa. Jedna czwarta co najwyżej, bo ja tam muszę dojść, rozegrać partię i do tego jeszcze wygrać. To trzy rzeczy, a ty co? Wybrałaś kartę. To jedna. Trzy do jednego, prosta matematyka - przynajmniej brzmiało, jakby miało się zgadzać. - Nooo, tak mi się wydaje. Nie rozumiem o co ci chodzi, nie podoba ci się imię Matthew? Za mało szeleszczące, złowrogie i mroczne? Według mnie to tacy niby normalni są zawsze najgorsi. Taka Brenna? To też bardzo normalne imię - parsknął rozbawiony. Imię Brenna może nie należało do najbardziej wyjątkowych i wiejących czystokrwistą wyższością, ale jego właścicielkę ciężko było nazwać normalną. Znaczy się zgadzało.