01.10.2025, 09:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2025, 10:10 przez Lazarus Lovegood.)
Lazarus, wbrew pozorom, potrzebował towarzystwa. Wrodzona nieśmiałość, niechęć do hałaśliwych zbiorowisk ludzkich, upodobanie do pracy w ciszy i skupieniu, wreszcie zawód, wymagający nieraz wielomiesięcznych wyjazdów w odległe rejony kraju, nie sprzyjały kultywowaniu przyjaźni. No i była jeszcze kwestia jego… problemów. Znikania z horyzontu na długie tygodnie. Ograniczania swojego funkcjonowania tylko do pracy, niezbędnego minimum. Nieodpowiadania na listy.
Robert Crouch jednak, po gryfońsku uparty, całkiem niespodziewanie wytrwały, przyjaźnił się z nim przez całą szkołę, przez całe jego wielomiesięczne milczenie, przez pobyty w Lecznicy Dusz. Lazarus doceniał to. I dlatego teraz, kiedy czuł się najlepiej od dawna, chętnie dał się wyciągnąć na spacer.
Robert miał psa. To była nowość. Dość logiczna kolej rzeczy, biorąc pod uwagę, że córka sędziego niedawno wyjechała do Hogwartu, ale z gatunku tych, które okazują się logiczne w retrospekcji, a niespodziewane, kiedy się zdarzają. Pies nazywał się Oliver Twist i reagował na to imię, jakby chciał za wszelką cenę udowodnić Lazarusowi, ze nie ma racji, uważając, że jest za długie. W tych chwilach, kiedy nie próbował jednocześnie obwąchać wszystkiego w zasięgu wzroku, rzecz jasna.
Lovegood zorientował się w poczynaniach psiaka dopiero, kiedy jego przyjaciel przerwał swą pełną entuzjazmu opowieść by z czujnością charakterystyczną dla ludzi mających doświadczenie w opiece nad małymi dziećmi rzucić się na ratunek, prawdopodobnie jednako zwierzakowi i przedmiotowi, który Oliver zamierzał właśnie zjeść.
- Co to jest? - zapytał, podchodząc. Odebrał z rąk Roberta kopertę, faktycznie opisaną jego imieniem i nazwiskiem. W środku wyczuł jakiś niewielki przedmiot. Jego twarz przybrała wyraz podejrzliwości, kiedy sięgnął po różdżkę. Trzymając kopertę w dwóch palcach, posłał w nią trochę magii, sprawdzając pod kątem ewentualnych niebezpieczeństw.
Wyczuł… coś. Nie klątwę. Popatrzył na Roberta, unosząc lekko brwi, a potem ostrożnie otworzył przesyłkę i zajrzał do środka. Z nieodgadnioną miną wydobył wahadełko.
Skąd ono się tu wzięło? Dlaczego było zaadresowane do niego? Czy było bezpieczne?
Pytania, na które nie miał szansy odpowiedzieć bez większej ilości danych.
- Jest jakoś zaklęte, ale nie wiem, jak - oznajmił, nie pozwalając na razie wahadełku się rozhustać - Jak myślisz, o co tu chodzi?
Robert Crouch jednak, po gryfońsku uparty, całkiem niespodziewanie wytrwały, przyjaźnił się z nim przez całą szkołę, przez całe jego wielomiesięczne milczenie, przez pobyty w Lecznicy Dusz. Lazarus doceniał to. I dlatego teraz, kiedy czuł się najlepiej od dawna, chętnie dał się wyciągnąć na spacer.
Robert miał psa. To była nowość. Dość logiczna kolej rzeczy, biorąc pod uwagę, że córka sędziego niedawno wyjechała do Hogwartu, ale z gatunku tych, które okazują się logiczne w retrospekcji, a niespodziewane, kiedy się zdarzają. Pies nazywał się Oliver Twist i reagował na to imię, jakby chciał za wszelką cenę udowodnić Lazarusowi, ze nie ma racji, uważając, że jest za długie. W tych chwilach, kiedy nie próbował jednocześnie obwąchać wszystkiego w zasięgu wzroku, rzecz jasna.
Lovegood zorientował się w poczynaniach psiaka dopiero, kiedy jego przyjaciel przerwał swą pełną entuzjazmu opowieść by z czujnością charakterystyczną dla ludzi mających doświadczenie w opiece nad małymi dziećmi rzucić się na ratunek, prawdopodobnie jednako zwierzakowi i przedmiotowi, który Oliver zamierzał właśnie zjeść.
- Co to jest? - zapytał, podchodząc. Odebrał z rąk Roberta kopertę, faktycznie opisaną jego imieniem i nazwiskiem. W środku wyczuł jakiś niewielki przedmiot. Jego twarz przybrała wyraz podejrzliwości, kiedy sięgnął po różdżkę. Trzymając kopertę w dwóch palcach, posłał w nią trochę magii, sprawdzając pod kątem ewentualnych niebezpieczeństw.
Wyczuł… coś. Nie klątwę. Popatrzył na Roberta, unosząc lekko brwi, a potem ostrożnie otworzył przesyłkę i zajrzał do środka. Z nieodgadnioną miną wydobył wahadełko.
Skąd ono się tu wzięło? Dlaczego było zaadresowane do niego? Czy było bezpieczne?
Pytania, na które nie miał szansy odpowiedzieć bez większej ilości danych.
- Jest jakoś zaklęte, ale nie wiem, jak - oznajmił, nie pozwalając na razie wahadełku się rozhustać - Jak myślisz, o co tu chodzi?