Nie chcąc zwlekać, Nicholas wolał od razu spotkać się i wyjaśnić sprawę, dotyczącą ich dalszej prywatnej współpracy, czy może i czegoś więcej. Przede wszystkim dowiedzieć się, jaki jest jego cel, wysyłając mu pakunek, w którym znajdowały się kokony motyli. Przyznać można, że Rodolphus, nie dawał o sobie zapomnieć. Nie chciał, zostać zapomnianym. Czy to mógł być także powód, aby zostawić coś swojego Nicholasowi? Coś od siebie?
Ciszę na cmentarzu przerywał także chód, ale to kaszel Traversa był bardziej słyszalny i mało przyjemny, gdy tylko zjawił się na cmentarzu. Nie od tygodnia się z nim męczył, a znacznie dłużej. Lecz kto wie, czy ostatnie wydarzenie, w którym brali udział niszcząc Londyn, nie pogorszyło sprawy? Na zadane przez Rodolphusa pytanie, Nicholas musiał się trochę zastanowić.
- Znacznie wcześniej.Odpowiedział szczerze, trzymając się dłonią klatki piersiowej, jakby ów kaszel miałby wymęczyć jego płuca.
- Jakby się zastanowić, ostatni dym mógł pogorszyć sprawę.
Dodał, choć wciąż nie był tego pewny. Mógłby skłamać, że to chwilowe. Ale Rodolphus znał jego problemy zdrowotne. Nawet tego przed nim nie ukryje. U uzdrowiciela nawet Nicholas nie był się przebadać. Brał eliksir jedynie serce. Próbował łagodzących kaszel ziołowych herbat, ale to nie pomagało tak, jakby tego oczekiwał. Propozycja z eliksirami brzmiała przekonująco. Potrzebował może czegoś silniejszego niż zwykłe zioła. Ale czy to pomoże na problem po "zatruciu" w Mauzoleum?
- Jeżeli to pomoże… Skorzystam.
Zgodził się, podchodząc bliżej, opuszczając rękę. Jeżeli mieli iść do domu Lestrange’a, mogą ruszać spacerem, chyba że czarodziej planował przenieść się za pomocą teleportacji. Może zamiast tej farmy motyli, zestaw uzdrowicielskich eliksirów byłby bardziej trafiony?