01.10.2025, 12:19 ✶
Śmiganie po niemagicznym Londynie było o tyle proste, że można było na dupsko naciągnąć dres i bajobongo do przodu. Do magicznego Londynu trzeba było się magicznie ubierać, bo inaczej można było oberwać pomidorem, albo - jak w przypadku niedawnych wydarzeń - kulą ognia w plecy. Albo jakimś pierdolonym widmem.
Miles jednak obecnie była wolnym Zgredkiem człowiekiem i pozbyła się niewygodnego wspomnienia ze swojego łba. Znów więc mogła bezrefleksyjnie nieco podchodzić do życia, ale przede wszystkim mogła powiedzieć:
– Ten kutasiarz VOLDEMORT to jest kurwa jednak zajebistym typem od wizerunku. Pomyśl ile to kurwa trzeba było się napracować, żeby można było wypowiedzieć w pełni swobody i krasie jego patusiarskie nazwisko: v o l d e w m o r d e. Ciekawe jak ma na imię. Pewnie jakoś chujowo. Bob. A jego włosy są ucięte na pierdolony garnek, mówie Ci to bez trzeciego oka, ani nawet czwartego – przywitała Icaursa potokiem słów nie związanych z czymkolwiek poza bieżącymi wydarzeniami.
– Bejba ale się teraz urządziłeś zajebiście! Kiedy parapetówka? Moje zapasy co prawda hehe spłonęły, ale mogę na szybko coś upędzić. – Objęła Prewetta i poczochrała mu włosy, co se myśli ten Prewett być takim przylizem? – Bałam się, że Cię zwęgliło, nie odzywałeś się tak długo. Co tam w ogóle? Masz kawe? – wypluwała z siebie kolejne słowa rozjebując się na fotelu jakby była u siebie. – W ogóle od razu spytam - nabawiłeś się tej chujozy z ogniem, czy jesteś normalny? Ludzie teraz dostają padaczki na widok zapalniczki, wolę się upewnić nim zapale – pytanie padło jak miała już peta w buzi, ale łaskawie wykazała się szczytem wrodzonej empatii trepów Moodych, a może odklejonych od rzeczywistości Trelawneyów. Mieszanka wybuchowa, przynajmniej w tym konkretnym przypadku.
Miles jednak obecnie była wolnym Zgredkiem człowiekiem i pozbyła się niewygodnego wspomnienia ze swojego łba. Znów więc mogła bezrefleksyjnie nieco podchodzić do życia, ale przede wszystkim mogła powiedzieć:
– Ten kutasiarz VOLDEMORT to jest kurwa jednak zajebistym typem od wizerunku. Pomyśl ile to kurwa trzeba było się napracować, żeby można było wypowiedzieć w pełni swobody i krasie jego patusiarskie nazwisko: v o l d e w m o r d e. Ciekawe jak ma na imię. Pewnie jakoś chujowo. Bob. A jego włosy są ucięte na pierdolony garnek, mówie Ci to bez trzeciego oka, ani nawet czwartego – przywitała Icaursa potokiem słów nie związanych z czymkolwiek poza bieżącymi wydarzeniami.
– Bejba ale się teraz urządziłeś zajebiście! Kiedy parapetówka? Moje zapasy co prawda hehe spłonęły, ale mogę na szybko coś upędzić. – Objęła Prewetta i poczochrała mu włosy, co se myśli ten Prewett być takim przylizem? – Bałam się, że Cię zwęgliło, nie odzywałeś się tak długo. Co tam w ogóle? Masz kawe? – wypluwała z siebie kolejne słowa rozjebując się na fotelu jakby była u siebie. – W ogóle od razu spytam - nabawiłeś się tej chujozy z ogniem, czy jesteś normalny? Ludzie teraz dostają padaczki na widok zapalniczki, wolę się upewnić nim zapale – pytanie padło jak miała już peta w buzi, ale łaskawie wykazała się szczytem wrodzonej empatii trepów Moodych, a może odklejonych od rzeczywistości Trelawneyów. Mieszanka wybuchowa, przynajmniej w tym konkretnym przypadku.