01.10.2025, 14:06 ✶
- Być może były opatrzone jakimiś indywidualnymi zaklęciami, ale niewiele już z nich zostało. Czarna magia... może powodować degenerację innych efektów w czasie.
Powiódł wzrokiem za płynącym ku górze dymem, zastanawiając się przelotnie, czy da się podobne kółko wykonać z pomocą papierosa, czy może fajka jest niezbędna. Potem, z powrotem poważny i skupiony, zwrócił się do rozmówczyni:
- Jeżeli ma być zdatna do standardowego użytku, to optymalnie byłoby usunąć klątwę. Wydaje mi się, że będzie atakować każdego, bez wyjątku.
Poczekał jeszcze na ostateczne potwierdzenie, a gdy Ceolsige kiwnęła głową, odstawił filiżankę i spodeczek na najbliższą półkę i zabrał się do pracy.
Wyjął ostrożnie talię z pudełka, położył na środku stolika i sięgnął po przygotowaną zawczasu skrzynkę, odrapaną i z runami wyglądającymi, jak naniesione ręcznie - niekiedy nawet wyryte niewprawną ręką, a następnie poprawione. Mieściła jego dawne narzędzia pracy.
Dwa lata. Dwa lata, zanim byłeś w stanie w ogóle na nie patrzeć.
Otworzył ją - w środku znajdowało się parę świec, kilka kawałków kredy i jakieś przybory nieodgadnionego przeznaczenia, niektóre w dwóch kopiach - metalowej i drewnianej.
Wyciągnął kredę i zaczął rysować wokół kupki kart jakiś krąg, wypisując w różnych jego punktach runy - niektóre wewnątrz, a niektóre na zewnątrz.
Następne dziesięć minut dało Burke możliwość dalszej kontemplacji księgozbioru klątwołamacza - głównie składającego się z woluminów traktujących o kwestiach zawodowych - albo też jego wychudzonej, odzianej w czerń sylwetki, gdy precyzyjnymi ruchami różdżki pozbywał się karcianego przekleństwa, czasami mamrocząc pod nosem inkantacje. W końcu zgarnął karty, rozłożone podczas procesu na kilka stosików, włożył na powrót do opakowania i przesunął w stronę właścicielki.
- Czyste - oznajmił, stukając różdżką o stół i usuwając wyrysowane wcześniej znaki. Mógłby właściwie namalować tu permanentny krąg ochronny, zwłaszcza, że ostatnio Ceolsige wpadała ze zleceniami jakby częściej. Spojrzał na nią. W swojej pracy skupiał się raczej na efektywności i bezpieczeństwie, niż na dramatycznych ozdobnikach, więc wcale by się nie zdziwił, gdyby była znudzona.
Powiódł wzrokiem za płynącym ku górze dymem, zastanawiając się przelotnie, czy da się podobne kółko wykonać z pomocą papierosa, czy może fajka jest niezbędna. Potem, z powrotem poważny i skupiony, zwrócił się do rozmówczyni:
- Jeżeli ma być zdatna do standardowego użytku, to optymalnie byłoby usunąć klątwę. Wydaje mi się, że będzie atakować każdego, bez wyjątku.
Poczekał jeszcze na ostateczne potwierdzenie, a gdy Ceolsige kiwnęła głową, odstawił filiżankę i spodeczek na najbliższą półkę i zabrał się do pracy.
Wyjął ostrożnie talię z pudełka, położył na środku stolika i sięgnął po przygotowaną zawczasu skrzynkę, odrapaną i z runami wyglądającymi, jak naniesione ręcznie - niekiedy nawet wyryte niewprawną ręką, a następnie poprawione. Mieściła jego dawne narzędzia pracy.
Dwa lata. Dwa lata, zanim byłeś w stanie w ogóle na nie patrzeć.
Otworzył ją - w środku znajdowało się parę świec, kilka kawałków kredy i jakieś przybory nieodgadnionego przeznaczenia, niektóre w dwóch kopiach - metalowej i drewnianej.
Wyciągnął kredę i zaczął rysować wokół kupki kart jakiś krąg, wypisując w różnych jego punktach runy - niektóre wewnątrz, a niektóre na zewnątrz.
Następne dziesięć minut dało Burke możliwość dalszej kontemplacji księgozbioru klątwołamacza - głównie składającego się z woluminów traktujących o kwestiach zawodowych - albo też jego wychudzonej, odzianej w czerń sylwetki, gdy precyzyjnymi ruchami różdżki pozbywał się karcianego przekleństwa, czasami mamrocząc pod nosem inkantacje. W końcu zgarnął karty, rozłożone podczas procesu na kilka stosików, włożył na powrót do opakowania i przesunął w stronę właścicielki.
- Czyste - oznajmił, stukając różdżką o stół i usuwając wyrysowane wcześniej znaki. Mógłby właściwie namalować tu permanentny krąg ochronny, zwłaszcza, że ostatnio Ceolsige wpadała ze zleceniami jakby częściej. Spojrzał na nią. W swojej pracy skupiał się raczej na efektywności i bezpieczeństwie, niż na dramatycznych ozdobnikach, więc wcale by się nie zdziwił, gdyby była znudzona.