01.10.2025, 19:21 ✶
Szmaciarz.
Miles może i lubiła takie gierki, ale wtedy gdy miała mniejszego kaca.
I poprosiła grzecznie jak na siebie o kawę, więc fakt, że jej jeszcze nie dostała był dodatkowo czynnikiem dramogennym.
Fakt, że świadek nie zeznawał z miejsca również, chociaż pod tym względem bardziej irytował brak różdżki w dłoni, bo już jego nadgarstki przywiązane byłyby do framugi łóżka, a Moody zadowolona z siebie poszłaby wziąć prysznic zaraz potem jakby dostał swoją skarpetką w ryj.
Z pamiętaniem szkolnych czasów miała zasadniczy problem, podobny temu, że średnio pamiętała ubiegły tydzień a co dopiero Hogwart. Było kilka jasnych, jaskrawych punktów. Mecze. Treningi. Napierdalanie się z Yaxley w śniegu. Skakanie z wieży astornomicznej bez gwarantu przeżycia. Jebnięcie piorunem. Kutasiarz Mulciber. Takie tam. A nie dzieciak, który robił oczy jak talerze, gdy widział pikowanie jednej takiej szukającej gdy znicz był 10 cali nad ziemią.
Całował ją, to był jakiś profit z całej sytuacji. Ale ojciec - pierdolony stary auror o którym serio nie chciała i nie powinna myśleć w takiej sytuacji - wbił jej do głowy, że nie należy układać się z terrorystami.
Zwłaszcza takimi, którzy nie zapewnili jej dopływu kofeiny.
Oddała więc pocałunek, oddała z nawiązką, z pasją i energię elektryczną wtłoczoną w jej ciała lata temu gdy jebnął w nią piorun. A potem go użarła i korzystając z chwili zaskoczenia, zwinnie jak śliski płaz wywinęła go na drugą stronę i ręce ściągnęła tuż nad kształtne pośladki, jak do aresztowania. Walka wręcz, mięśni więcej pod białą skórą niż można byłoby przypuszczać na pierwszy rzut oka. Czy nawet na drugi. Albo trzeci. Przebłyski poprzedniej nocy mogły co prawda dać pewien obraz, że Moody nie była zahukanym biurowym chuchrem.
– Adwokat Ci tu nie pomoże Śliczna Buźko. – Na moment tylko się wygięła żeby zabrać podarte z wczorajszej eskapady pończochy przewieszone przez ramę łóżka. Ale fart. Szkoda, że nie miała tego podczas prowadzonych śledztw. – Skoro nie chcesz się wylegitymować znajdę swój sposób. – Mogła w sumie wstać i przetrzepać mu rzeczy, ale co to byłaby za zabawa. Zamiast tego położyła mu dłoń na żebrach i zaczęła badać - kość po kości. Gdzieś tu musiały być łaskotki. Oczywiście cały czas na nim siedziała, jeszcze spróbowałby jej uciec dziad!
Miles może i lubiła takie gierki, ale wtedy gdy miała mniejszego kaca.
I poprosiła grzecznie jak na siebie o kawę, więc fakt, że jej jeszcze nie dostała był dodatkowo czynnikiem dramogennym.
Fakt, że świadek nie zeznawał z miejsca również, chociaż pod tym względem bardziej irytował brak różdżki w dłoni, bo już jego nadgarstki przywiązane byłyby do framugi łóżka, a Moody zadowolona z siebie poszłaby wziąć prysznic zaraz potem jakby dostał swoją skarpetką w ryj.
Z pamiętaniem szkolnych czasów miała zasadniczy problem, podobny temu, że średnio pamiętała ubiegły tydzień a co dopiero Hogwart. Było kilka jasnych, jaskrawych punktów. Mecze. Treningi. Napierdalanie się z Yaxley w śniegu. Skakanie z wieży astornomicznej bez gwarantu przeżycia. Jebnięcie piorunem. Kutasiarz Mulciber. Takie tam. A nie dzieciak, który robił oczy jak talerze, gdy widział pikowanie jednej takiej szukającej gdy znicz był 10 cali nad ziemią.
Całował ją, to był jakiś profit z całej sytuacji. Ale ojciec - pierdolony stary auror o którym serio nie chciała i nie powinna myśleć w takiej sytuacji - wbił jej do głowy, że nie należy układać się z terrorystami.
Zwłaszcza takimi, którzy nie zapewnili jej dopływu kofeiny.
Oddała więc pocałunek, oddała z nawiązką, z pasją i energię elektryczną wtłoczoną w jej ciała lata temu gdy jebnął w nią piorun. A potem go użarła i korzystając z chwili zaskoczenia, zwinnie jak śliski płaz wywinęła go na drugą stronę i ręce ściągnęła tuż nad kształtne pośladki, jak do aresztowania. Walka wręcz, mięśni więcej pod białą skórą niż można byłoby przypuszczać na pierwszy rzut oka. Czy nawet na drugi. Albo trzeci. Przebłyski poprzedniej nocy mogły co prawda dać pewien obraz, że Moody nie była zahukanym biurowym chuchrem.
– Adwokat Ci tu nie pomoże Śliczna Buźko. – Na moment tylko się wygięła żeby zabrać podarte z wczorajszej eskapady pończochy przewieszone przez ramę łóżka. Ale fart. Szkoda, że nie miała tego podczas prowadzonych śledztw. – Skoro nie chcesz się wylegitymować znajdę swój sposób. – Mogła w sumie wstać i przetrzepać mu rzeczy, ale co to byłaby za zabawa. Zamiast tego położyła mu dłoń na żebrach i zaczęła badać - kość po kości. Gdzieś tu musiały być łaskotki. Oczywiście cały czas na nim siedziała, jeszcze spróbowałby jej uciec dziad!