20.02.2023, 21:56 ✶
Zwyczajem kotów jest nierobienie tego, na co nie ma się ochoty. Nade wszystko nie lubił kierowanych w niego zaklęć. Nie tylko uwłaczało to jego kociej dumie (niby czemu nienawidził obcinania pazurów?) ale i bałaganiło w jego futrze. Czy czarodzieje zdawali sobie sprawę jak ciężko jest wylizać naelektryzowaną sierść? A co, jeśli jakiś czar spopieli końcówki włosia? Nie może być! Nic dziwnego, że na widok płynącej w jego stronę fali magicznej energii po prostu zwinnie uskoczył z bardzo urażonym:
- MIAU! - krzyknął choć był to bardziej głos instynktu aniżeli rozumu. Niestety odskoczył w złą stronę i stracił grunt pod łapami. Wysunięte pazury z nieprzyjemnym pyskiem przejechały po rynnie i zatrzymały się dopiero przy samym początku rury spustowej. Wbił wszystkie dostępne pazury w stal obejmując rurę niczym tonący chwytający się brzytwy.
- MIAU. ZDEJMIJ MNIE STĄD. NIE ZAKLĘCIAMI. - zawołał odwracając lekko pyszczek w jej stronę. Przednimi łapami próbował wspiąć się do rynny ale zdołał jedynie zahaczyć o nią dwoma pazurami - dzięki temu dawał radę się utrzymać i nie zjeżdżał brzuchem po rurze na sam dół. Serce jego małe acz pojemne biło jak oszalałe w jego futerkowych trzewiach.
- Pilnuj zwierząt! Ale zdejmij mnie stąd. Łatwo tu wejść ale nie da się zejść, nie rozumiesz tej zależności? Zrób coś, miaaaaau. - to był ten moment kiedy pozwalał sobie na trochę paniki. Wściekle napuszony ogon owinął wokół rury i cały czas napinał mięśnie kociej sylwetki dzięki czemu utrzymywał się w tej niewygodnej pozycji. Wiedział, że wystarczy jeden fałszywy ruch a zleci z impetem na chodnik. Oczywiście istniała spora szansa, że spadnie na cztery łapy - to było instynktowne - lecz nie chciał teraz tego sprawdzać. Wiedział, że znajduje się wysoko i nie umie zejść. Zmuszał zatem Avelinę do wymyślenia rozwiązania bo on w tej sytuacji potrzebował szczególnego wybawienia... rzecz jasna z zachowaniem wszelkiej dumy, gracji i powagi. Ten, który się zaśmieje pożegna się wkrótce ze swymi oczyma...
- MIAU! - krzyknął choć był to bardziej głos instynktu aniżeli rozumu. Niestety odskoczył w złą stronę i stracił grunt pod łapami. Wysunięte pazury z nieprzyjemnym pyskiem przejechały po rynnie i zatrzymały się dopiero przy samym początku rury spustowej. Wbił wszystkie dostępne pazury w stal obejmując rurę niczym tonący chwytający się brzytwy.
- MIAU. ZDEJMIJ MNIE STĄD. NIE ZAKLĘCIAMI. - zawołał odwracając lekko pyszczek w jej stronę. Przednimi łapami próbował wspiąć się do rynny ale zdołał jedynie zahaczyć o nią dwoma pazurami - dzięki temu dawał radę się utrzymać i nie zjeżdżał brzuchem po rurze na sam dół. Serce jego małe acz pojemne biło jak oszalałe w jego futerkowych trzewiach.
- Pilnuj zwierząt! Ale zdejmij mnie stąd. Łatwo tu wejść ale nie da się zejść, nie rozumiesz tej zależności? Zrób coś, miaaaaau. - to był ten moment kiedy pozwalał sobie na trochę paniki. Wściekle napuszony ogon owinął wokół rury i cały czas napinał mięśnie kociej sylwetki dzięki czemu utrzymywał się w tej niewygodnej pozycji. Wiedział, że wystarczy jeden fałszywy ruch a zleci z impetem na chodnik. Oczywiście istniała spora szansa, że spadnie na cztery łapy - to było instynktowne - lecz nie chciał teraz tego sprawdzać. Wiedział, że znajduje się wysoko i nie umie zejść. Zmuszał zatem Avelinę do wymyślenia rozwiązania bo on w tej sytuacji potrzebował szczególnego wybawienia... rzecz jasna z zachowaniem wszelkiej dumy, gracji i powagi. Ten, który się zaśmieje pożegna się wkrótce ze swymi oczyma...