-Myślę, że kwiaty i hasło bezpieczeństwa byłyby wskazane na drugi pierwszy raz - powiedział -A z egzorcystą możesz się skontaktować, jeśli będzie zainteresowana czymś mocniejszym.
No właśnie... Kiedy nadali temu czemuś formę żeńską?
Luźna rozmowa pozwoliła odrobinę rozładować napiętą atmosferę i może niejedna osoba powiedziałaby, że nie były to dobre warunki pracy dla klątwołamaczy- czy przez takie pogadanki nie było im trudniej skupić się na swoim zadaniu? - ale na szczęście nie było tu nikogo, kto by im na ten temat truł nad głowami, a i Hannibal zdawał się dzięki temu rozluźniać. Jessie również nie czuł się wybijany z rytmu, więc nie było powodu do narzekania.
Przynajmniej do momentu, w którym coś poszło źle.
Jasper nie do końca wiedział, co dokładnie się stało - czy było to spowodowane skrzypnięciem drzwi, a może podłogi, czy było to przez to ciągłe wrażenie bycia obserwowanym, a może za bardzo rozproszyły go czarne ślady na ścianach...
Cokolwiek to było - wpłynęło również na jego magię. Zaklęcie rozeszło się po pomieszczeniu, ale nie zadziałało tak, jak powinno i jak Jessie tego chciał.
To nie była klątwa. Nawet jeśli zaklęcie nie zadziałało, pojawiła się myśl, że i tak by nie zadziałało - jak zaklęcie, mające rozproszyć klątwy, miałoby zadziałać na coś, co klątwą nie było?
Zaklął jeszcze raz, już ciszej, potrząsnął głową, czując coraz silniejszy niepokój przez uczucie bycia obserwowanym i chciał już wyjść z pokoju, kiedy coś przemknęło przez korytarz i to coś, czym był sam Hannibal, omal na niego nie wpadł.
-Woah! - wymsknęło mu się i wyciągnął ręce, gotowy złapać kolegę, gdyby ten miał się potknąć o próg albo swoje własne progi. -Miałeś czekać na mnie na korytarzu!
Odchrząknął drugi raz, tym razem dlatego, że głos mu się trochę podniósł.
-Ze mną... Ze mną wszystko w porządku - powiedział. -Nie, to... To nie jest klątwo. Wybacz, ale nie jestem w stanie ci z tym pomóc. Mogę... Mogę spytać Ritę, czy wygląda to dla niej na ducha, ewentualnie czy mogłaby na to zerknąć, albo... Zostaje jeszcze modlitwa do Matki i może jakiś rytuał... A na razie... Tak, możemy się stąd zmywać.
Brzmiało to, jak dobry plan i Jessie chciał go już wcielić w życie, kiedy zauważył, że Hannibal patrzył trochę niżej, niż na jego twarz. Jego dłoń sama powędrowała do jego szyi.
-Co? Mam coś na szyi?