Obaj są śmierciożercami. Obaj zabijali. O czym także świadczyły ostatnie czyny, z tygodnia poprzedniego. Widząc uśmiech na twarzy Rodolphusa, wzruszenie ramion i te słowa, nie zaprzeczające. Nawet i Nicholas uniósł lekko kącik ust, jakby go przyłapał na własnych słowach. Doceniający gest upominek, był raczej nagrodą za te czyny. Pytanie tylko, od kogo Rodolphus dostał to urocze stworzenie?
Gdy już byli przy tym temacie, Travers pociągnął odnośnie prezentu jaki otrzymał od Lestrange’a – Motylarnii. Zadając pytania, których odpowiedzi wysłuchał, chowając instrukcję spożywania eliksirów do kieszeni spodni, następnie siadając obok na kanapie. Ironicznie, były współlokator nie zaprzeczył tym słowom, że z nienawiści mógł zrobić taki prezent. Złośliwie. Przekaz oczywiście był inny, o czym świadczyły kolejne słowa.
- Nie mylisz się.Odparł krótko, powracając wzrokiem na stolik, na którym stały eliksiry dla niego przygotowane do zabrania. Nic więcej na ten temat nie potrafił powiedzieć. Zawsze mówił mało. Często milczał, słuchał i obserwował. Być może w tym temacie, nie umiał nic więcej powiedzieć. Motyl stał się jego symbolem rozpoznawczym, nie tylko w gronie śmierciożerców, ale i prywatnie. Dla Laurenta, był lodowym motylem, aniołem i Kaiem. Kim był zaś dla Rodolphusa? Mrocznym motylem?
Lestrange nie mylił się co do swoich słów i spostrzeżenia, że obserwacja rozwoju motyli bardzo zainteresuje Traversa. Tym samym dał mu nowy obiekt na rozwój nauki. Obiekt do eksperymentów, jeżeli wyhoduje go w znacznie dużej ilości. Dał mu powód do działań. Nowy, dodatkowy cel.
- Co do nas…Zaczął, choć nie wiedział jak to dobrze ubrać w słowa. Nigdy nie miał nikogo stałego w związku. Każdy był na chwilę. Każdy był tylko z potrzeby wykorzystywany dla informacji i zdobywania zaufania. Jego zmrożone serce, umiało być tylko mroczne i zimne. Tak samo jak spojrzenie.
Niebieskie jak lód oczy, spojrzały na siedzącego obok czarodzieja. Jakby chciały dokończyć swoją myśl. Ta zaś została przerwana przez gwizdek czajnika. Nie dokończył. Pozwolił robić swoje gospodarzowi tego miejsca.