02.10.2025, 20:05 ✶
Historia o pozytywce wzbudziła jego zainteresowanie.
- Nie opowiadałeś mi o tym - zauważył - Masz na myśli realną podróż w czasie?
To by było ciekawe.
Cała ta sytuacja wydawała mu się trochę zbyt… dobrze wycelowana, jak na głupi dowcip. Lazarus spojrzał w dół, na niespokojnego pieska. Szczerze mówiąc miał ochotę przetestować to wahadełko, choćby tylko z samej naukowej ciekawości.
Propozycja Roberta była jednak ze wszechmiar rozsądna i Lazarus kiwnął głową. Jeszcze raz dokładnie obejrzał kopertę i jej zawartość, pacnął w nią różdżką, próbując coś wykryć magicznie, aż w końcu oznajmił:
- Nie widzę tu nic, co świadczyłoby o klątwie… Nie wydaje się też, żeby było nasycone jakąś czarną magią.
Wahadełko ciążyło w dłoni, jakby chciało wyślizgnąc się na wolność, opaść na trzymającym je łańcuszku i robić to, co wahadełka robią najlepiej. Wskazywać drogę. Udzielać informacji. Mamić.
Póki co, to Lazarus się wahał.
Nie chodziło o to, że się bał. Nie bał się już od bardzo dawna. Ale czy był w prawie mieszać w to Roberta?
A jednak... zagadka.
Uświadomił sobie nieznaczny ciężar drewnianego amuletu na szyi, pod ubraniem. Bezpieczny powrót.
Spojrzał uważnie na przyjaciela. Mógłby to zrobić sam. Ale zapewne we dwóch byłoby ciekawiej. Dawno nie zrobili razem nic nierozsądnego.
- Jeżeli ma na mnie sprowadzić pecha, to może lepiej je wypróbować. Masz ochotę na… przygodę? - zapytał, chociaż to słowo nie gościło w jego ustach od tak dawna, że dziwnie było je usłyszeć, wypowiedziane własnym głosem.
- Nie opowiadałeś mi o tym - zauważył - Masz na myśli realną podróż w czasie?
To by było ciekawe.
Cała ta sytuacja wydawała mu się trochę zbyt… dobrze wycelowana, jak na głupi dowcip. Lazarus spojrzał w dół, na niespokojnego pieska. Szczerze mówiąc miał ochotę przetestować to wahadełko, choćby tylko z samej naukowej ciekawości.
Propozycja Roberta była jednak ze wszechmiar rozsądna i Lazarus kiwnął głową. Jeszcze raz dokładnie obejrzał kopertę i jej zawartość, pacnął w nią różdżką, próbując coś wykryć magicznie, aż w końcu oznajmił:
- Nie widzę tu nic, co świadczyłoby o klątwie… Nie wydaje się też, żeby było nasycone jakąś czarną magią.
Wahadełko ciążyło w dłoni, jakby chciało wyślizgnąc się na wolność, opaść na trzymającym je łańcuszku i robić to, co wahadełka robią najlepiej. Wskazywać drogę. Udzielać informacji. Mamić.
Póki co, to Lazarus się wahał.
Nie chodziło o to, że się bał. Nie bał się już od bardzo dawna. Ale czy był w prawie mieszać w to Roberta?
A jednak... zagadka.
Uświadomił sobie nieznaczny ciężar drewnianego amuletu na szyi, pod ubraniem. Bezpieczny powrót.
Spojrzał uważnie na przyjaciela. Mógłby to zrobić sam. Ale zapewne we dwóch byłoby ciekawiej. Dawno nie zrobili razem nic nierozsądnego.
- Jeżeli ma na mnie sprowadzić pecha, to może lepiej je wypróbować. Masz ochotę na… przygodę? - zapytał, chociaż to słowo nie gościło w jego ustach od tak dawna, że dziwnie było je usłyszeć, wypowiedziane własnym głosem.